Posty

Wyświetlam posty z etykietą palpitacje mózgu

Homo homini lupus

Obraz
Tak się składa, że kilka bardzo bliskich mi osób ma dość negatywny stosunek do religii. Mimo to jesteśmy w stanie się przyjaźnić – każda strona zachowuje szacunek dla zdania drugiej i jest ok. Nikt nikogo nie nawraca, nie przekonuje, nie obraża. Wydawałoby się – rzecz normalna. Dziś weszłam na bloga znajomego ze studiów, którego zawsze lubiłam i dobrze mi się z nim gadało. I z przykrością stwierdziłam, że czas tego dobrego gadania chyba się skończył. Kolega bowiem pół życia poświęca na zwalczanie religii, a każdy wierzący jest jego zdaniem totalnym kretynem. Siłą rzeczy nie będzie mógł więcej ze mną rozmawiać, skoro przyjęłam chrzest. Chyba, że zrewiduje poglądy i uzna, że bywają i wierzący posiadacze czynnych mózgów. Obawiam się jednak, że prędzej kolega zrewiduje swój pogląd na moją osobę, niż na religię. Jakoś nie jestem w stanie zrozumieć, skąd w ludziach to wieczne dążenie do walki i posiadania „jedynej prawdy obiektywnej”. Na chłopski rozum jest to dla mnie niedorzeczne– każdy po...

Być albo nie być sive de essentia

Obraz
Jak to pracownicy biurowi, prowadzimy z Tomaszem często kuchenne pogaduszki o tym i owym – a to o istnieniu Boga, a to o istocie świata, a to o tym, że mleko wyszło i co-za-życie-nawet-kawy-wypić-nie-można. Przy okazji tych rozmów wypłynęła książka, którą czas jakiś temu czytałam, a mianowicie Erica-Emmanuela Schmitta „Kiedy byłem dziełem sztuki”. Książka została mi zareklamowana jako naiwna i rzeczywiście naiwną mi się zdała –ale tylko pod względem formy i warsztatu literackiego. Zasadnicze pytania bowiem, postawione w tej książce, wcale takie naiwne nie są, a mianowicie: Co to znaczy być człowiekiem? Na jakiej podstawie można orzec człowieczeństwo lub jego brak? Czy człowieczeństwo jest zbywalne, czy można się go zrzec bądź komuś je odebrać? Bo otóż, Panie i Panowie, na to pytanie do tej pory jakoś się nikomu nie udało odpowiedzieć. Na księżyc latamy, genom poznajemy, umiemy począć ludzką istotę „w probówce”, ale co to jest człowiek w swej istocie – nie wiemy. I stąd się biorą probl...

Jak sprostytuować każdą ideę

Obraz
Dawno, dawno temu, w okresie pliocenu, człowiek zaczął jakimś cudem ewoluować z małpy w australopiteka. Czy to było w wodzie czy na lądzie – nie czas się spierać, faktem jednak jest, że jako gatunek stanęliśmy na nogi, wzięliśmy do rąk narzędzia i rozpoczęliśmy tzw. cywilizację. Cywilizacja jaka jest – każdy widzi. Moim zdaniem jest po prostu faktem, ani dobrym, ani złym. Jako ludzie wykorzystujemy ją wszelako do dobrych lub złych celów. Właśnie – jako „ludzie”. Czyli jako kto? Arystoteles twierdził, że człowiek to istota dwunożna zdolna do śmiechu. Ja zaryzykowałabym teorię, że człowiek to istota dwunożna, zdolna spieprzyć absolutnie każdy dobry pomysł i wykorzystać go na własną zgubę. Albowiem: Człowiek odkrył ogień i to było dobre – mógł sobie mięso usmażyć i chatę ogrzać. A potem wymyślił, żeby tym ogniem spalać chaty innych ludzi albo samych ludzi. Człowiek odkrył koło i to było dobre – mógł literalnie ruszyć do przodu cywilizację. A potem wymyślił, że tym kołem można innych lud...

Jak cierpieć w imię mody

Obraz
W lutowym "Zwierciadle" artykuł o tym, jak młode Iranki masowo robią sobie operacje nosa. Nie jest to wynik próżności, lecz walki o przetrwanie. Mimo iż na uniwersytetach stanowią większość, kobiety w Iranie nie mają realnego wpływu na otaczającą je rzeczywistość. Jedyną ich bronią są uroda, status i pieniądze, walczą więc zaciekle o dostęp do pełnego arsenału. A których nie stać lub, o zgrozo, los obdarzył je pięknym z natury nosem, te przyklejają sobie na twarz bandaże i udają, że zrobiły operację. To najprostszy sposób na to, by wydać się innym piękną i bogatą. W mieście nad Wisłą walka o urodę i status jest równie desperacka. Wystarczy wyjść na ulicę i zamiast standardowo skupić się na tratowaniu przechodniów, trochę im się poprzyglądać. Zresztą często nie da się nie przyglądać, gdyż widok wdziera się nam do mózgu i zaczyna tam przeraźliwie wrzeszczeć. Panuje oto wśród młodzieńców moda na spodnie rurki. Jednakowoż żeby wcisnąć się w tak obcisłe spodnie, należy uprzednio ...

na dzień dobry rozważania paraliterackie

Mam taki plan, że zostanę znaną felietonistką. Wstawać będę rano, siadać na mym kwiecistym tarasie ubrana w białe kimono, z kubkiem kawy i notebookiem, i smukłymi placami (które na pewno jakoś wówczas nabędę) będę wystukiwać elokwentne felietony dla inspirujących czasopism. Póki co sama muszę poszukać inspiracji. „Zwierciadło” w nowym roku pełne jest Nowych Felietonistów. Toż to krynica inspiracji! Gaudeamus igitur i czytajmy. Na początek Starsza Siostra Śpiewająca. Dowiaduję się oto, że Siostry płyta nie sprzedaje się w Empikach, ale że ona wcale nie chce, żeby się ta płyta sprzedawała, ona chce ćwiczyć w zaciszu domowym jogę. To miło. Ale gdzie ten felieton co miał być? Ja czytam tu bloga Siostry chyba, bo felieton to nie jest. Zatem Młodsza Siostra Śpiewająca. O lepiej – o ciąży jest. Ciąża modna ostatnio, temat z pierwszych stron gazet, będzie git. Czytam, czytam – że o ciąży pisali na Pudelku, i że Siostra bardzo krzyczała przy porodzie. Tak, też krzyczałam, ba, ryczałam jak s...