Posty

Co mi powiedział pan w windzie

Obraz

I count my blessings

Obraz
(A pisać będę, będę, tylko się z diutsów wygrzebię - jak to pan jeden mówił w rozmowie telefonicznej z A. "Wyślij mi to na end of de dej, to zczardżuję, jeśli moje diutsy pozwolą.")

Zła matka

Synafia, Małżonek i Dziobalinda wracają wieczorem z basenu. Dziobalinda : Mamo, jestem już zmęczona. Bolą mnie nogi. Synafia : Zaraz będziemy w domu, odpoczniemy, obejrzysz sobie bajkię. Małżonek (chichocze) Synafia : Tfu, bajkę, nie bajkię! Cholera! Dziobalinda : Co się stało? Co to było? Synafia : To była, droga córko, palatalizacja spółgłoski. He kurtine.

O konkrecie i abstrakcji

Jest to oczywiście absurdalne, żeby Bóg przychodził do nas w ciele człowieka. Żeby cierpiał i umierał jak człowiek. Żeby człowiek mógł być jednocześnie Bogiem. Ale myślę sobie - a jak inaczej? Skoro tylko w kontakcie z drugim człowiekiem stajemy się naprawdę ludźmi. Idee wypaczają nas, czynią okrutnymi, nieczułymi. Łatwo jest gardzić, tłamsić, walczyć i zabijać w imię idei, z ideą na ustach i w głowie. Bóg musiał przyjść jako człowiek, bo tylko tak może być naprawdę dla nas widzialny, tylko tak przestaje być dla nas okrutną abstrakcją, a staje się realną miłością. Bóg mieszka prawdziwie w drugim człowieku - przez niego się objawia i w nim się z nami komunikuje najpełniej. W zupełnie konkretnej relacji. O ile byłoby prościej, gdybyśmy po prostu rozmawiali, patrząc sobie w oczy i słuchając się nawzajem, zamiast ciskali w siebie nawzajem swoje wzniosłe ideały. W oczach drugiego człowieka można zobaczyć Boga.

Dynia i inne pokusy

Mam wielkie szczęście mieszkać obok jednego z ostatnich w tym mieście bazarków. Chadzam tam, iżby zrzucić z siebie troski dnia codziennego. Bazarek jest moim spa, moim chilloutem i wakacjami na Maderze. Bazarek jest moim rajem, ponieważ są na nim warzywa. A ja pod względem warzyw jestem nieznośnie zboczona. Najbardziej podniecają mnie cukinie. Nawet nie pytajcie. Są piękne. Sosy z cukini mogę robić w nieskończoność. Bakłażany są jeszcze piękniejsze. Lśnią w słońcu. Są gładkie i brzuchate, mają kolor morza, po którym Achajowie sunęli w swych szybkoskrzydłych okrętach. By odbić Helenę. Myślę, że Helena była piękna jak bakłażan. Z drugiej strony dynia. Dynia ma w sobie ciepło sierpniowego poranka, okrągłość i dobroć starej babuni na ganku. Dynia jest szlachetnie pogodna, ma w sobie dumę i godność, ale pogodną, zapraszającą. Dynię lubię gładzić. Nosić w rękach, tulić w ramionach. Trudno jest się z nią rozstać. Papryka z kolei. A właściwie papryki. Papryki są jak kuszące cudzoziemki, niepo...

Granice

Trzeba mieć bardzo otwartą głowę, żeby umieć stawiać sobie i innym granice.

Impresje przyziemne

U mojej cioci Basi, w Karkonoszach, w kibelku leżała zawsze krzyżówka i długopis. Kto wchodził, ten mógł sobie w trakcie innych czynności rozwiązywać – i tak cała rodzina wespół rozwiązywała krzyżówki w kibelku. W moim domu rodzinnym w kibelku zawsze leżały specjalnie na ten cel kupowane gazety tzw. toaletowe, typu Viva albo Twój Styl. Czytało się je tylko tam. Pewnego razu nakryłam moją mamę na czytaniu w kibelku wywiadu z ks. Janem Twardowskim i czyniłam jej z tego powodu wyrzuty. Kolega Paweł chcąc wyrazić swoje niskie mniemanie o „Paidei” Jaegera powiedział kiedyś „Jeagera, moja droga, to ja w kiblu czytam!”. U mojej dalekiej znajomej zastałam kiedyś w kibelku nie tylko koszyk z gazetami, ale i popielniczkę, co było dla mnie prawdziwym olśnieniem, gdyż paliłam wtedy niczym pierwszy w Polsce parowóz z otuliną aerodynamiczną, znaczy się – dużo i namiętnie. Kolega Maciej wyraził kiedyś swoją ideę kibelka idealnego , który miał posiadać nie tylko koszyk na gazety i popielniczkę, ale ta...