Posty

O tym, że nie wiem, co będzie

Wyłączyło mnie z życia na prawie dwa tygodnie. Wpadłam w dół czarny i zimny, w którym ciężko się oddycha i myśli z trudnością. To jest pewnie temat na oddzielny wpis, ale nie wiem, czy jest sens o tym pisać... Jeśli ktoś chciałby przeczytać o stanach lękowych, to niech da mi znać. Napiszę, jak potrafię, o ile potrafię napisać o tym cokolwiek sensownego. Temat to mało przyjemny i mało chodliwy, ale może komuś się przyda do czegoś? Tymczasem jednak, tak jak zawsze do tej pory, wygrzebałam się z tego dołu czarnego - dzięki Bogu! A pisząc to, w istocie to właśnie mam na myśli. Znów widzę liście na drzewach i „dzięcielinę pałę”* na trawniku. Znów oddycham spokojnie, a jedyne złe sny, jakie mnie dręczą, to takie, że znowu jestem w szkole i nie poszłam na dwie pierwsze lekcje. I nie wiem, jak mam te nieobecności usprawiedliwić, ale jestem pewna, że na kolejne lekcje również nie mam zamiaru iść. A to wszystko pewnie dlatego, że już za 3 dni Dziobalinda idzie do szkoły! Do tej pory jakoś to do ...

O Gigannie i ślimaku

Ach, nie ma w zasadzie co pisać o wakacjach - bośmy po prostu na tych wakacjach byli. Byliśmy sobie ku samemu byciu. Spali, jedli, patrzyli w niebo. Albo w morze. Albo na siebie. Było po prostu - prosto. Tak, jak lubię. Ale mam piękną historię z urlopu, tak drobną jak ziarnko piasku, a ładną. Bo były na wakacjach ślimaki. Takie bez skorupki. I zapatrzyła się na nie Giganna i zawołała do taty: - Boję się, tato! Ślimak! A tata jej na to - Nie bój się, Giganno, to przyjazny ślimak. - Przyjazny! - ucieszyła się Giganna - Lubi kochać? Ach, gdyby tak nie tylko lubić, ale i umieć kochać. O ile by nam wszystkim było lepiej i łatwiej. Zupełnie jak na wakacjach :) 

Obrazki z wakacji

Obraz
Chłapowo, zamek własnej roboty widok na niebo nad chłapowską plażą plaża w Chłapowie Dziobalinda i morze Władysławowo, park pełen stworów morskich o Jastrzębia Góra "Kredens" Rozewie, latarnia morska (zakochałam się!) Rozewie, piekarnio-wędzarnia w domostwie latarnika Dziobalinda w drodze na Hel Hel, kościół ewangelicki przerobiony na Muzeum Rybołówstwa wnętrze kościoła - widok dla mnie dość dziwny i przejmujący... Giganna w karocy Hel, latarnia morska Hel, wystawa minerałów i skamielin - na życzenie Dziobalindy pamiątki znad morza mgła nadmorska - dziw nad dziwami!

Przerwa urlopowa

Obraz
No to jedziemy!  Do zobaczenia w sierpniu :) źródło: http://www.chlapowo.net.pl

O byciu w kontakcie z samym sobą

Staram się być rodzicem cierpliwym i wyrozumiałym. Niestety, moja natura - w czerwcu zrodzona - niespecjalnie mnie do tego predysponuje. Owszem, przy dobrych okolicznościach przyrody jestem cierpliwa, wyrozumiała i wyluzowana jak na Jamajce. Ale gdy tylko jestem zmęczona lub/i głodna, tracę cierpliwość całkowicie i byle co doprowadza mnie do furii. A jestem matką pracującą -  jestem zmęczona i głodna przez 85 % czasu. W związku z takimi uwarunkowaniami, udoskonalam na potrzeby mojej rodziny system wczesnego ostrzegania. Informuję  po prostu o swoich uczuciach i  potrzebach. Dzieciom mówię np. że złości mnie, gdy muszę 10 razy prosić o posprzątanie ubrań z podłogi. Albo że kiedy się spieszymy, zawsze mnie to trochę stresuje, więc mam małą tolerancję na długotrwałe negocjacje oraz chęć narysowania „jeszcze tylko jednego” obrazka na 5 minut przed wyjściem z domu. Wiedzą też moje dzieci, że jak jestem zmęczona, to nie mam cierpliwości. Powtarzam to powiem do znudzenia. - Dzio...

O weekendzie z międzywojniem

Obraz
Taki to był piękny weekend! Warzywa z bazarku i pomarańczowe nagietki na kuchennym stole. Wyprawa do ZOO ("Tam są takie morskie naleśniki! - to Dziobalinda. "Widziałam słonie i zebrę, i ryżafy! - to Giganna). Teatry uliczne i miejskie fontanny. Kieliszek białego wina wieczorem. I było też moje ukochane międzywojnie. Bo oto na bazarku, w tym samym antykwariacie, w którym zawsze przepuszczam połowę kwoty przeznaczonej na zakupy, znalazłam  - o cudzie! - "Płomykowe kroniki". Zbiór numerów "Płomyka", przedwojennego pisma dla dzieci, z lat 1922- 1939, którym zaczytywałam się do upojenia w dzieciństwie (wydało się! tak naprawdę mam 102 lata!). Jak wszystkie moje książki z dzieciństwa, "Płomykowe kroniki" powędrowały kiedyś do innej rodziny, a ja byłam pewna, że ich już nigdy nie odzyskam.  A jednak! Zakupiłam je bez wahania, razem z baśniami Andersena ilustrowanymi przez Jana Marcina Szancera . Tym tropem idąc, wydobyłam ze swych zbiorów wspomnieni...

O czarnym humorze filologa klasycznego

Różnymi rzeczami zajmuję się czasem w robocie - tym razem trafiło na oświetlenie w miejscu pracy i tzw. olśnienia. Się ucieszyłam wielce, gdy zobaczyłam, że istnieje coś takiego jak olśnienie przykre. Musiałam się tym podzielić z mymi milusiami z pracy, więc wywiązał się dialog następujący. Synafia: I dowiedziałam się, że istnieje coś takiego, jak olśnienie przykre. A: A co to jest olśnienie przykre? Czy to jest wtedy, jak się orientujesz, że zapomniałaś kluczy? S: O! Edyp to musiał mieć olśnienie przykre! He kurtine.