Posty

O tym, że tylko dzisiaj jest wieczność

Obraz
Wybrałam się dziś na samotny spacer po zimowym lesie. Bardzo potrzebowałam ciszy i samotności choć na godzinę. Jestem co prawda typowym ekstrawertykiem, ale nawet typowy ekstrawertyk potrzebuje czasem usłyszeć myśli we własnej głowie. O co trudno, gdy się nie nieustannie rozmawia z kimś innym, niż ja sama.  Przez pierwsze pół godziny odczuwałam głównie bieganinę myśli w głowie – ścigały się chyba, tupały, podstawiały sobie nogi… dałabym słowo, że trzaskały drzwiami! Po jakimś czasie jednak uspokoiły się i ucichły. Pojawiły się za to nowe. Te nowy były tak jakby… starsze.  Gdy przystawałam, żeby wysłuchać dzięcioła albo przyjrzeć się ośnieżonym drzewom, gdy wciągałam nosem mroźny, lekko jakby przydymiony zapach lasu, przyszła do mnie myśl o tym, że oto właśnie jest życie i oto właśnie jest – wieczność. Nie ma sensu w swoim istnieniu szukać przyczyny i celu. Nie ma sensu skupiać się na szukaniu… sensu. To, co jest tu i teraz – jest. Tylko to jest tak naprawdę realne – ...

O tym, że się wyspałam

Obraz
Otóż wyspałam się! fot. Austin Schmid Taki mam pyszny świąteczny urlop za sobą, że się wysypialiśmy, jedliśmy, spotykaliśmy z przyjaciółmi oraz czytaliśmy książki – udało mi się nawet dotrzeć do biblioteki 31 grudnia i zrobić zapas książek na nowy rok. Tak więc spędzałam dnie i wieczory z ulubionym Małżonkiem i Dziewczętami, które - wyspane i najedzone - były dla rodziców swych pełne miłosierdzia. A także z choinką, bigosem, pierniczkami, Pilchem, nową (starą?) Bridget Jones i Malalą Yousafzai (wiem, wiem, zestawienie zaiste dziwaczne i trącące pomięszaniem psychicznym) - same dobre rzeczy! Udało mi się nawet pobiegać dwa razy, przy czem drugi bieg nastąpił 1 stycznia, przy temperaturze -15 i wyniósł prawie 6 km, toteż dumna jestem z tego powodu i blada. Chuda nie, chuda nie jestem ni trochę, przeciwnie raczej, bo przecież bigos, pierniczki i jeszcze więcej bigosu. Gdyż albowiem kocham bigos miłością ogromną. A Małżonek mój robi bigos najlepszy na świecie! Taka jes...

O narodzinach nadziei

Obraz
Ciężko mi ostatnio zaglądać do internetu...  mamy swoje własne, rodzinne problemy, a tymczasem świat wokół zdaje się taki trudny i ciężki do zrozumienia. Myślę sobie, że im musiało być jednak stokroć ciężej. Tylko we dwoje, w nieprzyjaznym świecie, bez dachu nad głową - i z nowo narodzonym dzieckiem. Czy bardzo się bali? Czy czuli się samotni i słabi? Czy z niepokojem patrzyli w przyszłość? Zapewne tak.  Ale znaleźli w sobie siłę, znaleźli nadzieję, zapewne tak jak my wszyscy - z miłości. Z miłości do swojego syna. I z miłości Syna do nich. Bo to małe, bezbronne dziecko miało zmienić wszystko, miało przynieść nadzieję - nie tylko im, ale całemu światu. Ten czas jest trudny nie tylko dla mojej rodziny. Jest trudny dla wielu znanych mi ludzi, którzy przeżywają rodzinne tragedie, choroby swoje i choroby bliskich osób, strach, poczucie odrzucenia... Jest trudny dla obcych mi ludzi uciekających przed złem, bojących się zła, tracących zaufanie i wiarę w bezpieczny świat obo...

O Adwencie, sensie życia i o filcowych skarpetach

Obraz
Odbyłam ostatnio krótką rozmowę z ważną dla mnie osobą, o „ważnych rzeczy robieniu”. Każda z nas ma bowiem poczucie, że robi w swoim życiu za mało, za mało ważnych rzeczy. Oczekujemy od siebie więcej, niż   - w naszym odczuciu – z siebie dajemy. A przecież w koło tylu ludzi, bliskich i mniej bliskich, a czasem i obcych, którzy potrzebują pomocy i wsparcia.   A tu człowiek tak ledwo, ledwo coś z siebie krzesze. Myślałam dziś o tej rozmowie, szyjąc z kolorowego filcu skarpety świąteczne dla dzieci. Myślałam sobie: „Pffff… skarpety. Oto pierwszy dzień Adwentu, mojego ulubionego czasu w roku. A tu, z powodu grypy, co mnie podstępnie rozłożyła na ostatni tydzień, nawet wieńca adwentowego nie ma jeszcze. Nie pali się pierwsza świeca, jak u innych.   Nie ma też kalendarza adwentowego, co go od paru lat planuję zrobić po raz pierwszy w życiu i również w tym roku – nie zrobiłam. Miałam chociaż z dziećmi porobić ozdoby świąteczne z kolorowego filcu, tymczasem posiedziałyśmy ra...

O tym, co w środku

Dawno nic nie pisałam i po prawdzie - nie wiem, kiedy i czy w ogóle pisać nadal. Nie mam bowiem nic sensownego do powiedzenia. Dziś w końcu złapałam dzień oddechu i postanowiłam tak po prostu podzielić się z Wami tym, co się dzieje u mnie, w środku. Nawet, jeśli nie jest to nic ważnego ani wiekopomnego.  Sprawa wygląda tak, że rzeczy się zmieniają i - być może - ja również się zmieniam. Czuję tę zmianę bardziej, niż ją widzę lub rozumiem. Dragonella napisała kiedyś w komentarzu o tym, że zmiany następują co 7 lat.   Może coś w tym jest? Synafia, czyli ta część mnie, którą widzicie w tym, co piszę, ma właśnie 7 lat. Po tych 7 latach zastanawiam się, na ile tożsame są Synafia i Marta, bo tak właśnie mam na imię. Zastanawiam się nad tym właśnie dzięki Dragonelli, która napisała mi o tym, jak postrzega mnie na podstawie tego, co piszę. I był to obraz jaśniejszy i piękniejszy niż ten, który widzę codziennie patrząc w lustro. Czy jest więc Synafia formą oszustwa? Bardzo ser...

O jesieni

Obraz
Jesień nadeszła na dobre. Liście zaczęły się w końcu żółcić i czerwienić. Poranki zrobiły się więcej niż rześkie, a wieczory rozkosznie melancholijne. Codziennie strzępki myśli przebiegają mi wraz z wiatrem po głowie, ale ulatują gdzieś szybko. Nic mądrego nie zostaje. Tylko zachwyt, ten sam od lat, nad spokojnym, majestatycznym, jesiennym pięknem. Nad kolorem bakłażana. Nad złoceniami koron drzew. Nad zapachem liści. Nad delikatną koronką zamglonego jesiennego powietrza. A ja się tymczasem starzeję. Coraz więcej mam w sobie pragnienia, żeby usiąść i patrzeć, bez chęci rozumienia za wszelką cenę, bez chęci kontroli. Coraz gorzej znoszę hałas, bałagan i pośpiech. Coraz trudniej mi spiąć w całość różne, czasem mocno odmienne potrzeby, pragnienia, obowiązki. Czasem zastanawiam się, czy nie powinnam z czegoś zrezygnować. Czy przypadkiem nie tracę z oczu czegoś ważnego. Czy nie wpadłam w jakąś koleinę, z której boję się zboczyć tylko dlatego, że mam silnie rozwiniętą potrzebę byc...

O uchodźcach i o wilkach

Obraz
foto by Sergey Sanin Przez media i social media przetaczają się obecnie fale dyskusji na temat uchodźców. Przyjmować? Nie przyjmować? Tolerować? Nie tolerować? Czy to ludzie tacy sami jak my? Czy jednak zbyt inni, żebyśmy mogli żyć wspólnie? Boimy się. Moim zdaniem boimy się całkiem słusznie - z różnych względów. Bo logistycznie i ekonomicznie nie udźwigniemy tylu imigrantów naraz. Bo spodziewają się raju na ziemi, a to, co zastają na miejscu, wzbudza frustrację i gniew. Bo tak duże grupy ludzi nie będą się wcale łatwo asymilować. Bo wśród nich mogą być potencjalni terroryści. Bo w końcu Europa nie jest z gumy i nie pomieści wszystkich mieszkańców Afryki czy bliskiego Wschodu. Bo trzeba pomagać w pierwszej kolejności tam, na miejscu. Wielu moich znajomych ma takie same obawy i uważam, że trzeba o nich rozmawiać otwarcie. Dla dobra naszego i dobra uchodźców. Ale niestety, w dyskusjach na fejsie, wśród tzw. znajomych znajomych, widzę jeszcze innego rodzaju strach. Strach przed ...