O wyborach i o emigracji
Otóż były w Polsce ostatnio wybory i w tych wyborach został wybrany nowy prezydent. W związku z tym obserwuję w wirtualnym świecie prawdziwe eksplozje temperamentów - jedni wiwatują, tańczą i śpiewają, inni rwą włosy z głosy, zapowiadają emigrację i rozpaczają nad upadkiem kraju i społeczeństwa. Słyszę też historie o znajomych, co zrywają kontakty, oraz o rodzinach, w których brat bratu i matka córce skaczą do gardła z powodu wyborów politycznych. Innymi słowy - fletus et stridor dentium. Tymczasem w poniedziałek rano, w firmie, w której pracuję, jak zwykle spotkali się w firmowej kuchence ludzie. Ludzie ci mają przeróżne poglądy i światopoglądy - są wierzący, niewierzący, liberalni, konserwatywni, antysystemowi, lewicowi, prawicowi oraz centrowi. Każdy z nich jakoś głosował lub wcale nie głosował. Nikt wszakże nikogo nie wypytuje, za poły płaszcza nie łapie, nie szarpie w rozpaczy. Niektórzy sami mówią o tym, na kogo głosowali. Rozmowy o polityce pobrzmiewają jednak tonem racjonalnym ...

Aleśmy się zgrały. Zdjęcie piękne
OdpowiedzUsuń@Mader: A rzeczywiście! Bo to pewnie babcia z wnuczęciem jest...
UsuńA dla mnie jeszcze - początek życia i jego schyłek, w tak pięknej, naturalnej harmonii, po prostu, bez strachu...
Ty feministko, Ty. A może dziadek!
Usuń@Moje-waterloo: No kurka woda, właśnie gorzej, właśnie nie feministko, a ciemnogrodzianko, bo określiłam komuś płeć odgórnie i stereotypowo - bardzo przepraszam...
Usuń;)
Tak, bo on nawet na dziadka bardziej wygląda ;) Wszystko przez moją babcię ;)
UsuńBo to chyba jest... naturalne jest. Tylko to my się wszystkiego boimy
OdpowiedzUsuń@Mader: Prawda to :)
Usuń