Posty

O śmierci

Wczoraj napisałam o tym, że nic nie jest dane raz na zawsze. Dwie godziny później  kolega mojego Męża zginął w wypadku. Wyjeżdżał z firmy. Uderzył w niego samochód. Zginął na miejscu. Zostawił żonę i roczną córeczkę. Bliskich. I całą masę ludzi, dla którego jego odejście jest stratą i bólem nie do wyobrażenia. Dobry, uczciwy, fajny, młody człowiek. Miał 34  lata. Pomódlcie się, proszę. Za niego, za jego rodzinę i bliskich. 

O niebie

Obraz
Ot, nie piszę nic od dłuższego czasu, bo wydaje mi się, że nie ma o czym pisać. A jak już jest o czym, to - cytując kolegę - brak mi obelżywych słów. Bo takie np. żużlowe Grand Prix na Stadionie Narodowym. Czekał człowiek od pół roku, bilety miał wykupione, jarał się jak piętnastolatek, biegł uskrzydlony nadzieją na szał uniesień - jak za starych dobrych lat, gdy jeszcze Tomasz Gollob jeździł w jedynym słusznym klubie, czyli w Polonii Bydgoszcz... I wyszło jak wyszło. Zamiast szału uniesień był fletus et stridor dentium. Po serii żenujących wydarzeń z psującą się taśmą startową i zbyt miękkim torem (pierwszy raz w życiu widziałam na torze żużlowym walec!) - zawody przerwane. Wyszłyśmy z Dahoovką wściekłe i rozżalone, w czarną, zimną noc, i wracałyśmy na piechotę przez most przeżuwając w ustach przekleństwa i lamenty. No i tak. I kamieni kupa. Byłam tak „pogrążona w czarnej otchłani rozpaczy”, jak mawiała Ania Shirley, jakoś przez klika godzin. A potem mi przeszło. P...

O świętach, pokorze i nadziei dla wszystkich

Obraz
W tym roku okres świąteczny uczy mnie przede wszystkim pokory… A zaczęło się nie tak najgorzej - od choroby Dziobalindy. Zachorowała na tydzień przed świętami, tak więc wylądowałam na zwolnieniu, w domu. Co się nawet dobrze poskładało, bo gdy ona odsypiała gorączkę, ja spokojnie mogłam zacząć sprzątanie i przygotowania do Świąt. Około środy było wręcz idealnie - kontrola u lekarza wykazała, że Dziobalinda zdrowieje, w domu już pachniały poprane zasłony, a do tego udało mi się w nagłym spazmie pracowitości odmalować ścianę w kuchni, co to się do niej zabierałam już od grudnia. Było po prostu – pięknie! Mimo tego, że rzeżucha krzywo wyrosła, a podłogi zabrudziły się dokumentnie w 5 minut po umyciu.  I jeszcze tej samej nocy, w środę, Giganna obudziła się z wysoką gorączką. A potem posypało się po kolei.   Giganna pochorowała się mocniej, niż Dziobalinda, a do tego później. Stało się jasne, że nie będziemy mogli pojechać w pierwszy dzień Świąt na rodzinne spotkanie d...

O remoncie

Obraz
I oto już po dwóch miesiącach skończyliśmy remont pokoju dziecięcego! No, prawie skończyliśmy... Przydałyby się nowe zasłonki. I kilka innych detali. Cóż, kiedy idealne tekstylia wypatrzyłam w Ikea i innych już nie chcę, a pojechać do tych Janek czy Marek nie mam ani kiedy, ani też - czym. W każdym razie pokój jest czynny, skończyła się zatem krótka złota era "rodzicielstwa bliskości" w naszym skromnym domu i przestaliśmy wszyscy mieszkać w jednej izbie. Dziewczęta śpią już u siebie. Bawiły się u siebie też, jakoś przez pierwszy tydzień, kiedy były zachwycone łóżkiem piętrowym ze schodami (Małżonek uczynił rękami własnemi z ikeowskiego reagłu i belek drewnianych) i statkiem kosmicznym (Małżonek wycinał i malował osobiście), kosmiczną ścianą z planetami i oraz powiększeniem się powierzchni użytkowej pokoju. Teraz już wszystko wróciło do normy, tzn. mają swój pokój, ale i tak przebywają ciągle u nas. Przytłacza to trochę Małżonka, który z natury jest człowiekiem spokojnym i s...

O sztuce dobierania właściwych argumentów

Ranną porą Dziobalinda prosi, żebym jej pomogła zrobić kitkę. Kitka w zamyśle Dziobalindy ma - jak na moje gusta - dość niestandardowe usytuowanie. Moja własna matka we mnie wzdryga się na samą myśl o tak dziwacznym uczesaniu, postanawiam więc nakłonić Dziobalindę do bardziej klasycznej fryzury. Zaczynam, moim zdaniem, bardzo sprytnie: -    Wiesz, Dziobalindo, to dość nietypowe miejsce na kitkę. Nie wiem, czy to dobre uczesanie do szkoły. Co na to powie pani nauczycielka? Na co Dziobalinda ze stoickim spokojem odpowiada: -    Mamo, a co ma do tego pani nauczycielka? No rzeczywiście, w sumie, co ma do tego nauczycielka? Punkt dla Dziobalindy! -    Przecież to tylko włosy. Włosy nie są najważniejsze. To prawda, pewnie to samo ja mówiłam mojej mamie, gdy w wieku 16 lat ogoliłam sobie głowę, zostawiając na niej 3 mm włosów... Drugi punkt dla Dziobalindy! -    To Bóg jest najważniejszy. Okej, teraz już położyła mnie na obie łop...

O niewolnej woli i o pani Halince

Jest takie założenie, co do którego ludzie na ogół się zgadzają, bez względu na światopogląd  - takie mianowicie, że człowiek ma wolną wolę. Tylko Luter się z tym założeniem nie zgadzał. Polemizował nawet w tej sprawie z Erazmem z Roterrdamu, jego słynnemu „De libero arbitrio” przeciwstawiając swoje „De servo arbitrio”. Co ją nawet na półce mam, tę polemikę sławetną, ale się przyznam bez bicia, że jeszcze jej nie przeczytałam. A skoro nie przeczytałam, to zgodnie z obowiązującym trendem - wypowiem się. Tak w ogóle to Luter mocno kontrowersyjny był, a do tego miał niewyparzony język. Z niektórymi jego poglądami nie zgadzam się absolutnie (ja to pisałam już kiedyś, ale przypomnę - tak, luteranie mogą nie zgadzać się z Lutrem!). Z tym jednakowoż, że człowiek pozbawiony jest wolnej woli, zgadzam się w 100 %.  A nawet mocniej. No bo weźmy taki z życia wzięty przykład. Nie będę ściemniać, że to z życia koleżanki. To z mojego życia przykład jest. Otóż codziennie rano wybyw...

O tym, jak Cezar zdobywał Brytanię

              Cezar od dawna szykował się do zdobycia Brytanii.  Prawdę mówiąc, już od ponad roku stał  na wybrzeżu galijskim i piłował paznokcie, czyścił zbroję i rzucał szyszkami w końskie zadki. Wiedział, że Britanniam delendam esse. Nie spieszył się jednak. Był w końcu Cezarem. Stać go było na to, żeby się nie spieszyć.                   Aż niespodziewanie, w zeszły wtorek, podjął decyzję, że natarcie nastąpi już. Teraz. Dał sobie na zdobycie Brytanii cały dzień. Od świtu do zmierzchu! Powinno wystarczyć, uznał.                 Cezar był nie tylko świetnym strategiem, ale też zdolnym ekonomem. Uznał, że nie ma sensu na zdobycie wyspy zużywać całej armii. Wybrał więc swych najzdolniejszych legionistów. Siedmiu. To w sumie i tak za dużo, pomyśla...