Dużo się mówi, pisze o tym, żeby naszym dzieciom poświęcać czas i uwagę. Żeby nie krytykować, nie pouczać, a otworzyć się na ich potrzeby i emocje. Żeby dawać wsparcie, zamiast ocen. Żeby prawdziwie dla nich - być. Czasami bywam przerażona tym, jak dużo wysiłku trzeba, żeby nie działać w utartym schemacie, nie reagować z automatu złością, lękiem, frustracją, tylko właśnie - otworzyć się, być. To wcale nie jest łatwe. Niekiedy wręcz - zwłaszcza po ciężkim dniu pracy, wieczorem, gdy się już na pysk pada ze zmęczenia, a tymczasem jedna córka płacze, bo zgubiła łyżeczkę, a druga krzyczy, że nie życzyła sobie pianki do kąpieli i że proszę mi zrobić kąpiel od nowa - no więc niekiedy to się wydaje poświęceniem ponad ludzkie siły. A nie daj Boże jeszcze się coś stłucze albo zepsuje. Albo zgubi. Albo inny problem wyrośnie. Człowiek ma ochotę urwać sobie głowę i pobić się nią do nieprzytomności, a tu trzeba jakoś zachować jako tako spokój i pamiętać o wrażliwości dziecięcej - no ciężko by...
Każdy, kto przestaje z filologiem, musi się nim sam po trosze stać. Prędzej czy później.
OdpowiedzUsuńO tak, VB zupełnie nieapetyczna jest. VB mogłaby być używana jako ochrona przeciwnajazdowa - nikt nie chciałby najeżdżać Rzymu dla takich nagród. Zwłaszcza występujący w roli Etrusków nie-filologowie będący małżonkami filologów klasycznych.
OdpowiedzUsuńJa sądzę, że VB jest jak suszona parówka delikatesowa. Nie dość, że od początku nie było w nic wartościiowego i do początku była cienka, to następnie postanowiłą się zasuszyć i wygładzić botoksem. Teraz jest suszoną, trującą parówką delikatesową. Z takich można budować obronne palisady wokół miasta. 100% gwarancji - nikt nawet nie stanie obozem w pobliżu, a co dopiero mówić o najeżdżaniu!
OdpowiedzUsuńAle na obronę VB muszę powiedziec jedno - ma uroczy brytyjski akcent oraz... hmmmm... uroczy brytyjski akcent ona ma.
OdpowiedzUsuńEstetyka silikonowego biustu VB jest dla mnie ciekawym przykładem na promowanie nowego, oczywiście Lepszego image'u: po latach utrzymywania iluzji "naturalnego piękna", jakiego wymagamy od naszych gwiazd i gwiazdek (żadnej operacji nie miałam! po prostu zmieniłam się z wiekiem! to dzięki aerobikowi!) - ktoś wyskakuje z piersiami, które nawet nie udają, że są autentyczne.
OdpowiedzUsuńI słusznie, niektóre jełopy cenią sobie tzw. "naturalne" piękno. Trzeba ich przekonać, że się mylą. Że ich nieoperowane (lub zoperowane nienadmiernie i dyskretnie) partnerki są po prostu ohydne, a oni sami obrzydliwi.
Powoli, bez pośpiechu, tu cycek, tam twarz gładka, chociaż pozbawiona możliwości ekspresyjnych. Ciemn... przepraszam, oświecony lud to kupi.
A ja już jestem tak zblazowanie cyniczny (cynicznie zblazowany?), że nawet nie wiem, czy to źle, dobrze, czy bez znaczenia.
Ja też nie wiem, czy to źle czy dobrze. Mnie osobiście wydaje się to być głupie i przysparzać więcej problemów, niż korzyści. Ale kasa z tego jest. A jak jest kasa to jest git, nieprawdaż.
OdpowiedzUsuńNo ja się własnie zastanawiam. Podobno mucho kasa mieć to mucho dobrze! :->
OdpowiedzUsuńWidziałem kiedyś kawałek programu TV, dotyczącego modyfikacji ciała w Azji. Pomijam totalne wariactwa (łamanie nóg, by specjalnie się zrosły i "łydki były dłuższe", dzizas k...) - ale np. plastyka oczu i powiek jest dla nich czymś w pełni normalnym. Rynek wymaga "europejskiego" wyglądu oczu i oni się dostosowują. Nie patrzą na to jak na zatracanie własnej tradycji i tożsamości - to po prostu normalne, tak trzeba i tyle. To nie zdrada rasy - ich własne, lokalne gwiazdy też są modyfikowane w kierunku europejskim. Sztuczne oczy, zestawy do wybielania skóry i różowienia sutków...
Najpierw zrobiło mi się niedobrze (bo wolę tzw. naturalność, chociaż mam świadomość bełkotliwości wszelkich prób dowodzenia czym owa "naturalność" jest).
Ale potem pomyślałem: może przynajmniej hipokrytami mniejszymi są? Nikogo nie oszukują, wprost o tym mówią. Lepiej? Gorzej?
Z mojego punktu widzenia gorzej tylko o tyle, że taka postawa niewątpliwie przyspieszyłaby popularyzację modyfikacji. Można by nawet umieszczać odpowiednie przepisy w korpo regulacjach: nasze zdyscyplinowane pracownice muszą mieć zoperowane cycki, pod groźbą zwolnienia. Wszystkie trzy cycki!
Wszystkie trzy? łomatkojedyna, ja mojego trzeciego zoperować nie dam!
OdpowiedzUsuńAle, ale, masz li rację Orlinosie. Zachodzi taka ewentualność, że się trzeba będzie równać do dołu (bo umówmy się, sztuczny cycek niezbyt jest estetycznym produktem zazwyczaj, takoż botoksowa warga) i jeszcze za to płacić. Jeśli tak, to ja jednak zywo protestuję. VB do domu, cycki sobie smazyć!
Spoko, trochę treningu mentalnego i warga niezbotoksowana będzie przyprawiała Cię o mdłości i uczucie obrzydzenia.
OdpowiedzUsuńCoś jak z kobietami karmiącymi piersią publicznie - ja rozumiem, że komuś może się to podobać / nie podobać - ale jak czasem słyszę płacze młodzieży zszokowanej "że takie rzeczy! publicznie!", to... A może się lepiej w język ugryzę i nie skomentuję...
Hm, mam wrażenie, że zmieniłem temat zupełnie bez sensu. Chyba mnie to karmienie piersią gryzło.
Karmiłam piersią rok prawie i wiele matek piersią karmiących widziałam. I nigdy nie widziałam biustu karmiącego, zawsze widziałam tylko szast prast i głowę jedzącego dziecięcia. To całe halo o publiczne karmie4nie jest mocno na wyrost moim zdaniem.
OdpowiedzUsuń