Wiem z dobrze poinformowanych źródeł, że w środowisku naukowym nakrzyczano na (znanego mi osobiście) autora artykułu, więc może on też dał znać środowisku. Ja o tej wpadce dowiedziałam się w odstępie dwóch godzin z dwóch niezależnych źródeł: dostałam komórką zdjęcie od koleżanki, którą to poraziło w bibliotece szkolnej, a tato przyniósł ksero do domu z niezwiązanego z tym posiedzenia naukowego, podczas którego jednakowoż temat wypłynął ;) Więc oddźwięk chyba był spory, sama o tym u siebie nie napisałam, bo nie miałam czasu.
Drakaina -> Tak sądziłam właśnie, bo i mnie parę osób o tym zawiadamiało. I dla mnie to była wtopa tego kalibru, że zdziwiłabym się, gdyby przeszła bez echa. Toteż się cieszę, że szybko została naprawiona :)
Spontanicznie pojawiła mi się w głowie miniseria Okruchy Dobra. Jestem bowiem głęboko przekonana, że Dobro to nie tylko wielkie gesty i heroiczne czyny, ale także codzienne, drobne zdarzenia, uśmiechy, pomocna dłoń czy nawet powstrzymanie się od sarkastycznego komentarza. I wcale nie musimy mieć wielkich funduszy i sił Herkulesa, każdy z nas może pomnożyć trochę Dobra codziennie. Ja wciąż widzę dużo Dobra, mimo trudności, tragedii, smutku, szukam tego Dobra i znajduję. A Dobro jak plastikowe torebki - tu mały kawałek, tam mały kawałek, i zaraz się zbiera wieeeeelka góraaaa. Z plasitku staram się rezygnować już od jakiegoś czasu, a tymczasem wrzucam mój poranny okruch. Mam teraz pracujący weekend (zjazd egzaminacyjny na uczelni) i zaczynamy od 8:00 rano. Uprawiam więc o świcie znaną chyba wszystkim dyscyplinę olimpijską „bieg przez śnieg do autobusu”. Takoż dziś biegłam przez zaspy do autobusu, który już stał na przystanku od jakiegoś czasu, a ja wiedziałam, że moje szanse są ni...
Dużo się mówi, pisze o tym, żeby naszym dzieciom poświęcać czas i uwagę. Żeby nie krytykować, nie pouczać, a otworzyć się na ich potrzeby i emocje. Żeby dawać wsparcie, zamiast ocen. Żeby prawdziwie dla nich - być. Czasami bywam przerażona tym, jak dużo wysiłku trzeba, żeby nie działać w utartym schemacie, nie reagować z automatu złością, lękiem, frustracją, tylko właśnie - otworzyć się, być. To wcale nie jest łatwe. Niekiedy wręcz - zwłaszcza po ciężkim dniu pracy, wieczorem, gdy się już na pysk pada ze zmęczenia, a tymczasem jedna córka płacze, bo zgubiła łyżeczkę, a druga krzyczy, że nie życzyła sobie pianki do kąpieli i że proszę mi zrobić kąpiel od nowa - no więc niekiedy to się wydaje poświęceniem ponad ludzkie siły. A nie daj Boże jeszcze się coś stłucze albo zepsuje. Albo zgubi. Albo inny problem wyrośnie. Człowiek ma ochotę urwać sobie głowę i pobić się nią do nieprzytomności, a tu trzeba jakoś zachować jako tako spokój i pamiętać o wrażliwości dziecięcej - no ciężko by...
Otóż były w Polsce ostatnio wybory i w tych wyborach został wybrany nowy prezydent. W związku z tym obserwuję w wirtualnym świecie prawdziwe eksplozje temperamentów - jedni wiwatują, tańczą i śpiewają, inni rwą włosy z głosy, zapowiadają emigrację i rozpaczają nad upadkiem kraju i społeczeństwa. Słyszę też historie o znajomych, co zrywają kontakty, oraz o rodzinach, w których brat bratu i matka córce skaczą do gardła z powodu wyborów politycznych. Innymi słowy - fletus et stridor dentium. Tymczasem w poniedziałek rano, w firmie, w której pracuję, jak zwykle spotkali się w firmowej kuchence ludzie. Ludzie ci mają przeróżne poglądy i światopoglądy - są wierzący, niewierzący, liberalni, konserwatywni, antysystemowi, lewicowi, prawicowi oraz centrowi. Każdy z nich jakoś głosował lub wcale nie głosował. Nikt wszakże nikogo nie wypytuje, za poły płaszcza nie łapie, nie szarpie w rozpaczy. Niektórzy sami mówią o tym, na kogo głosowali. Rozmowy o polityce pobrzmiewają jednak tonem racjonalnym ...
O proszę, jak miło.
OdpowiedzUsuńA poprawili ten błąd, bo wzięli pod uwagę Twoj list? Dostałaś odpowiedź?
OdpowiedzUsuńNie dostałam odpowiedzi, więc nie wiem, czemu poprawili, ale cieszę się, że poprawili w ogóle :)
OdpowiedzUsuńWiem z dobrze poinformowanych źródeł, że w środowisku naukowym nakrzyczano na (znanego mi osobiście) autora artykułu, więc może on też dał znać środowisku. Ja o tej wpadce dowiedziałam się w odstępie dwóch godzin z dwóch niezależnych źródeł: dostałam komórką zdjęcie od koleżanki, którą to poraziło w bibliotece szkolnej, a tato przyniósł ksero do domu z niezwiązanego z tym posiedzenia naukowego, podczas którego jednakowoż temat wypłynął ;) Więc oddźwięk chyba był spory, sama o tym u siebie nie napisałam, bo nie miałam czasu.
OdpowiedzUsuńDrakaina -> Tak sądziłam właśnie, bo i mnie parę osób o tym zawiadamiało. I dla mnie to była wtopa tego kalibru, że zdziwiłabym się, gdyby przeszła bez echa. Toteż się cieszę, że szybko została naprawiona :)
OdpowiedzUsuń