Otóż były w Polsce ostatnio wybory i w tych wyborach został wybrany nowy prezydent. W związku z tym obserwuję w wirtualnym świecie prawdziwe eksplozje temperamentów - jedni wiwatują, tańczą i śpiewają, inni rwą włosy z głosy, zapowiadają emigrację i rozpaczają nad upadkiem kraju i społeczeństwa. Słyszę też historie o znajomych, co zrywają kontakty, oraz o rodzinach, w których brat bratu i matka córce skaczą do gardła z powodu wyborów politycznych. Innymi słowy - fletus et stridor dentium. Tymczasem w poniedziałek rano, w firmie, w której pracuję, jak zwykle spotkali się w firmowej kuchence ludzie. Ludzie ci mają przeróżne poglądy i światopoglądy - są wierzący, niewierzący, liberalni, konserwatywni, antysystemowi, lewicowi, prawicowi oraz centrowi. Każdy z nich jakoś głosował lub wcale nie głosował. Nikt wszakże nikogo nie wypytuje, za poły płaszcza nie łapie, nie szarpie w rozpaczy. Niektórzy sami mówią o tym, na kogo głosowali. Rozmowy o polityce pobrzmiewają jednak tonem racjonalnym ...
Cieszę się bardzo :)
OdpowiedzUsuń:-)
OdpowiedzUsuńco spotkam myślącego chrześcijanina, to luteranin, już, albo za chwilę...
OdpowiedzUsuń@b. No ja znam kilku zaangażowanych, świadomych i myślących katolików. Tylko to myślenie często idzie w innym niż moje kierunku, no bo parę fundamentalnych różnic między nami jest. Ale przy zachowaniu wzajemnego szacunku idzie się porozumieć :)
OdpowiedzUsuńA do luteran zapraszam dla samej możliwości poznania tych "innych" :)
rzucić okiem, owszem. Ale zgłębiać - jednak nie. Coś mi jakby, jak porzucić swoją starą, bo stara i niedomaga.
OdpowiedzUsuń@B. Myślę, że można na spokojnie poznawać "innego" bez porzucania swojej wiary. Gdyby było inaczej, miałabym w okół siebie samych luteran ;) Że nie mam, to chyba nie muszę dodawać :)
OdpowiedzUsuńNatomiast że masz takie odczucie, to rozumiem i nie dziwę się. Ma je nawet moja deklarująca się jako niechrześcijanka mama. Toteż do zgłębiania nie namawiam nigdy nikogo. Że ja sama jednak zupełnie inaczej to widzę, to też pewnie nie muszę dodawać, ale to jest jeden z tych tematów, na które nie muszę rozmawiać, właśnie z szacunku.