Dużo się mówi, pisze o tym, żeby naszym dzieciom poświęcać czas i uwagę. Żeby nie krytykować, nie pouczać, a otworzyć się na ich potrzeby i emocje. Żeby dawać wsparcie, zamiast ocen. Żeby prawdziwie dla nich - być. Czasami bywam przerażona tym, jak dużo wysiłku trzeba, żeby nie działać w utartym schemacie, nie reagować z automatu złością, lękiem, frustracją, tylko właśnie - otworzyć się, być. To wcale nie jest łatwe. Niekiedy wręcz - zwłaszcza po ciężkim dniu pracy, wieczorem, gdy się już na pysk pada ze zmęczenia, a tymczasem jedna córka płacze, bo zgubiła łyżeczkę, a druga krzyczy, że nie życzyła sobie pianki do kąpieli i że proszę mi zrobić kąpiel od nowa - no więc niekiedy to się wydaje poświęceniem ponad ludzkie siły. A nie daj Boże jeszcze się coś stłucze albo zepsuje. Albo zgubi. Albo inny problem wyrośnie. Człowiek ma ochotę urwać sobie głowę i pobić się nią do nieprzytomności, a tu trzeba jakoś zachować jako tako spokój i pamiętać o wrażliwości dziecięcej - no ciężko by...
:) Załoga poznańska siedzi na brzegu i czeka na wódkę i śledzika :D
OdpowiedzUsuń@J. W ramach nowego kursu zawijamy do portu po butelkę Siwuchy i śledziki. Gaudeamus :)Oraz gratias ago raz jeszcze.
OdpowiedzUsuń:))nie ma za co, chyba dziś napiszę ładnego maila, w ramach kontynuowania historii ;)
OdpowiedzUsuńA to czekam! :)
OdpowiedzUsuńUUUUUUFF :) Cieszę się, że zagrożenie minęło!
OdpowiedzUsuńTęsknię za Tobą, Synafio...
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci Panie za to, że tak cudownie tę sprawę rozwiązałeś :)
OdpowiedzUsuń