Dużo się mówi, pisze o tym, żeby naszym dzieciom poświęcać czas i uwagę. Żeby nie krytykować, nie pouczać, a otworzyć się na ich potrzeby i emocje. Żeby dawać wsparcie, zamiast ocen. Żeby prawdziwie dla nich - być. Czasami bywam przerażona tym, jak dużo wysiłku trzeba, żeby nie działać w utartym schemacie, nie reagować z automatu złością, lękiem, frustracją, tylko właśnie - otworzyć się, być. To wcale nie jest łatwe. Niekiedy wręcz - zwłaszcza po ciężkim dniu pracy, wieczorem, gdy się już na pysk pada ze zmęczenia, a tymczasem jedna córka płacze, bo zgubiła łyżeczkę, a druga krzyczy, że nie życzyła sobie pianki do kąpieli i że proszę mi zrobić kąpiel od nowa - no więc niekiedy to się wydaje poświęceniem ponad ludzkie siły. A nie daj Boże jeszcze się coś stłucze albo zepsuje. Albo zgubi. Albo inny problem wyrośnie. Człowiek ma ochotę urwać sobie głowę i pobić się nią do nieprzytomności, a tu trzeba jakoś zachować jako tako spokój i pamiętać o wrażliwości dziecięcej - no ciężko by...
hehe, moja jest mniej subtelna- nie wrzeszcz już, bo z Toba nie wytrzymam ... lub (równie lekceważąco) dobra dobra już to robię, tylko nie wrzeszcz.
OdpowiedzUsuńpffff..
@J: Przebojowa dziewczyna - po mamie :D
UsuńI niech mi ktoś powie, że dzieci nie są błyskotliwe! ;D
OdpowiedzUsuńwww.zapachy-zycia.blogspot.com
@Chrupek: No ba, pewnie, że są błyskotliwe, a do tego pełne poczucia humoru :)
Usuń