Otóż były w Polsce ostatnio wybory i w tych wyborach został wybrany nowy prezydent. W związku z tym obserwuję w wirtualnym świecie prawdziwe eksplozje temperamentów - jedni wiwatują, tańczą i śpiewają, inni rwą włosy z głosy, zapowiadają emigrację i rozpaczają nad upadkiem kraju i społeczeństwa. Słyszę też historie o znajomych, co zrywają kontakty, oraz o rodzinach, w których brat bratu i matka córce skaczą do gardła z powodu wyborów politycznych. Innymi słowy - fletus et stridor dentium. Tymczasem w poniedziałek rano, w firmie, w której pracuję, jak zwykle spotkali się w firmowej kuchence ludzie. Ludzie ci mają przeróżne poglądy i światopoglądy - są wierzący, niewierzący, liberalni, konserwatywni, antysystemowi, lewicowi, prawicowi oraz centrowi. Każdy z nich jakoś głosował lub wcale nie głosował. Nikt wszakże nikogo nie wypytuje, za poły płaszcza nie łapie, nie szarpie w rozpaczy. Niektórzy sami mówią o tym, na kogo głosowali. Rozmowy o polityce pobrzmiewają jednak tonem racjonalnym ...
Otóż TO !!!!
OdpowiedzUsuńznaczy- też tak sądzę :))
Przegięcie w żadną stronę nie jest dobre, co wiedział już Arystoteles.
OdpowiedzUsuńBardzo celne! :-)
OdpowiedzUsuńJa się obawiam, że mój mózg już wypadł ;)
OdpowiedzUsuńto szufelka, szczotka i szybciutko pozbierać, zanim inni zauważą!
Usuń@Lis: Sir, yes Sir! :)
UsuńMoże to stan jesienny, bo u mnie w głowie bigos... ;-)
OdpowiedzUsuń@Ewarub: Możliwe :) Ale bigos to chyba dopiero na Boże Narodzenie, prawda? ;)
Usuńojezu! jak mnie się podoba, co napisałaś!
OdpowiedzUsuń@mama FiK: Bardzo przepraszam, ale Twój komentarz wpadł mi do spamu i dopiero co go znalazłam.
UsuńDziękuję zatem z opóźnieniem, ale szczerze :)