Dużo się mówi, pisze o tym, żeby naszym dzieciom poświęcać czas i uwagę. Żeby nie krytykować, nie pouczać, a otworzyć się na ich potrzeby i emocje. Żeby dawać wsparcie, zamiast ocen. Żeby prawdziwie dla nich - być. Czasami bywam przerażona tym, jak dużo wysiłku trzeba, żeby nie działać w utartym schemacie, nie reagować z automatu złością, lękiem, frustracją, tylko właśnie - otworzyć się, być. To wcale nie jest łatwe. Niekiedy wręcz - zwłaszcza po ciężkim dniu pracy, wieczorem, gdy się już na pysk pada ze zmęczenia, a tymczasem jedna córka płacze, bo zgubiła łyżeczkę, a druga krzyczy, że nie życzyła sobie pianki do kąpieli i że proszę mi zrobić kąpiel od nowa - no więc niekiedy to się wydaje poświęceniem ponad ludzkie siły. A nie daj Boże jeszcze się coś stłucze albo zepsuje. Albo zgubi. Albo inny problem wyrośnie. Człowiek ma ochotę urwać sobie głowę i pobić się nią do nieprzytomności, a tu trzeba jakoś zachować jako tako spokój i pamiętać o wrażliwości dziecięcej - no ciężko by...
Za brokuła.
OdpowiedzUsuńAle ja nie o tym. Bo wiersz "Na straganie w dzień targowy" swego czasu nadawany był w Alicjowym łóżku co wieczór. Pewnego dnia dziecko to po prysznicu wycierane przez mamę zaczyna się chwiać. "Oj, Ala, oprzyj się o mnie, bo mi polecisz!"
Odpowiedź: "Cóż się dziwić moja mamo szczypiorkowa, leżę tutaj już od wtorku!"
Ala zapytana, jak jej minął dzień w przedszkolu mówi: "Dzięki, dzięki mamo grochu jakoś żyje się po trochu".
Spadł słoń na śnieg: "A to feler westchnął seler"
I jakoś tak ciągle. Wtedy, bo teraz mamy inne sprawy w eterze:)
No to stawiam na brokuła. Zgadłam?
@Ania: Nie brokuł. Ale Alicja za to - bezbłędna! Weź ją wyściskaj mocno :D
OdpowiedzUsuńSzpinak!
OdpowiedzUsuńO rety, szpinak i to gotowany:) Dobre dahoovka!
Usuń@Dahoovka: Nie szpinak. Kurde, czy ja wiem, jak wygląda szpinak? Hmm..
UsuńOgórek :)
OdpowiedzUsuńJa byłam rzepą... :)
@Anonimowa: Ogórek też nie :)
UsuńFasolą strączkową?
OdpowiedzUsuń@Dragonella: Również nie. Ale podpowiem - jest to warzywo, którego sama nigdy na żywe oczy nie widziałam, o jedzeniu nie wspominając.
UsuńSzparag zielony ?? być może :))
OdpowiedzUsuńnie no! Ale mam z kojarzeniem problem ... KARCZOCH ;))
OdpowiedzUsuńwiem- nie należy mi się nagroda :D
@J. And the winner is... J.! Karczoch it is :)
UsuńWiesz co, pomyślę, a jaką nagrodę byś chciała? :D
przyjeżdżaj do Poznania :D nieźle to wymyśliłam, co ?:D
OdpowiedzUsuń@J: No wiesz, czyżby to był podstęp? Dobry, zaiste! ;)
UsuńSwoją drogą, ja się muszę do Poznania wybrać w końcu, Poznań mnie woła już od dawna.
Pomysł, gdyby nie moje grzeczne wychowanie, określiłabym mianem "zajebisty".
OdpowiedzUsuńNie znam zamienników równie wymownych, J. dzięki za karczocha, Synafia do Poznania!
O masz ci los, teraz to już muszem ;)
OdpowiedzUsuńAno.
UsuńPS. Jak Ci się podoba "Lato przed zmierzchem"? Mi bardzo.
Bardzo mi się podoba. Została we mnie ta książka jak cierń.
UsuńMój ty Kochany Karczoszku... Karczoszuniu... Karczusieńku... :)
OdpowiedzUsuńNo to ja się już z J. umówię i Cię w tym naszym Poznaniu ugościm. Klamaka zapadła.
OdpowiedzUsuńA nawet klamka zamiast klamaka :))
OdpowiedzUsuń@Brommba: Cokolwiek zapadło, czy klamka, czy kości, w każdym razie jechać muszem! Tylko co z mymi karczochami?
OdpowiedzUsuńKarczochy też muszą. Tylko czy dasz radę z nimi przyjechać? Wiesz, gdybyś miała kilka dni wolnego, mogłabym podjąć się pojechania po Ciebie. Więcej na priva. Do J i Brommby napisać prywatnie nie umiem, ale do Synafii spróbuję :)
OdpowiedzUsuń