Nie pamiętam, jak dokładnie brzmiało to zdanie, ale napisał je w swoim „Ostatnim rozdaniu” Wiesław Myśliwski. Napisał mniej więcej tak, że każdy z nas chciałby żyć dłużej. Że mamy wrażenie, że nam życia, czasu nie starcza. A jednocześnie nawet gdyby dać człowiekowi dwa razy tyle życia, to i tak czułby, że nie zdążył z czymś i że swój czas zmarnował. Coś w tym jest. Mogłabym powiedzieć, że nie mam czasu - i byłaby to prawda. Ale nie do końca w takim sensie, w jakim się to potocznie rozumie. Bo to nie o to chodzi, że ja mam „zbyt mało czasu” - choć owszem, takie właśnie mam poczucie na co dzień. Że mi czasu brakuje. Ale kiedy się nad tym chwilę zastanowię, okazuje się, że brakuje mi nie tego czasu, którego nie mam, ale tego, który mam właśnie. W takim sam sposób, jak dwojgu ludzi może brakować siebie nawzajem, mimo iż żyją razem pod jednym dachem, śpią w jednym łóżku, wychowują dzieci - ale nie wspólnie, tylko obok siebie. Tak i ja z moim czasem - tak często obok siebie, chociaż ...