15 wrz 2010

Bim-bam

Otóż moi drodzy jest tak, że mi bimba, o. Nie wiem czemu. Mózgowa substancja mię się zmięszała. I nie działa. Znaczy wdech wydech wdech wydech dajemy radę. Ale dalej to już ciężko bardzo. Mózg mój radośnie dryfuje na suchego przestwór wisistanu wypłynąwszy, a ja nie mailuję, nie forumuję, nie fejsbukuję, nie kawuję, leżę. Względnie siedzę. Zwisam ogólnie w stanie zamglonym. Odżywam koło północy na chwilę, żeby sobie popracować w nadgodzinach czy coś, nieprawdaż. Bo bardzo jestem płodnym pracownikiem i ładnym przy tym. I chyba już takim pracownikiem jestem, że niczym Amelie Nothomb rozbierę się ja do rosołu i kosz z biurowymi odpadkami na się wypróżnię. Tylko do północy czekać z tym nie będę, bo i po co.

Ale za to o północy na jutubie grają. Dobry lokal ten jutub. Niezłą muzę dają.