28 lut 2014

Zbiorkom ich liebe dich


Gdyby zapytał mię ktoś, jaka instytucja najlepiej wspiera mnie w moim macierzyństwie, odpowiedziałabym bez wahania, że Zarząd Transportu Miejskiego.


Tak.


Już spieszę wyjaśniać. Nie, nie chodzi mi o zniżki na bilety dla szkolnej młodzieży ani o niskopodłogowe autobusy, aczkolwiek owszem, doceniam te ważne gesty. Sedno jest jednak w czem innem. Sedno jest w tym, iż odkąd zostałam matką dzieciom, to właśnie zbiorkom stał się miejscem, w którym mogę zaspokoić liczne moje potrzeby, gdzie indziej nie znajdujące ujścia.


(Teraz jest ten moment, w którym wszyscy wyobrażamy sobie, jak mroczne i nieprzyzwoite są moje potrzeby i w jaki sposób ja je w zbiorkomie zaspokajam. I czy warto ze mną jeździć porannym metrem, czy może wręcz przeciwnie, należy wybrać jakiś innym środek transportu, np. prom albo zeppelin).

Spieszę, spieszę wyjaśniać!

Bo otóż tylko w zbiorkomie mogę sobie spokojnie poczytać książkę lub gazetę. W zbiorkomie mogę sobie zapaść w popołudniową drzemkę. W zbiorkomie całkiem spokojnie wypijam pierwszą kawę (taką w kubku termicznym, nie żeby ze Starbunia). W zbiorkomie także uprawiam życie towarzyskie - a to czasem złapię w porannym metrze mamę, a to kiedy indziej w popołudniowym metrze złapię B, też pracującą matkę dzieciom, więc jest to dla nas jedyna okazja, żeby na żywo pogadać i uściskać się raz na miesiąc. W zbiorkomie nikt do mnie nie gada bez potrzeby, nie pakuje mi się na kolana, nie domaga się piciu, nie pyta o nic i nie każe mi niczego robić asap (może innym się to zdarza, ale nie mi, bo wysyłam silne sygnały ostrzegawcze - jestem osobom niezrównoważonom i proszę do mnie nie rozmawiać nic!).

Mam w sobie wielką miłość i namiętność do komunikacji zbiorowej. Jeśli w autobusie, metrze, tramwaju, spotkacie mnie kiedyś, będzie od razu widzieć, że to ja - poznacie mnie po rozanielonej minie, aurze radości i plamach z kawy na ubraniu. Mogę też spać trzymając się napełnionego helem balonika. Albo śpiewać. O tak:

:

21 lut 2014

Ukraina


Nie umiem pozbierać się do kupy, nie umiem tak po prostu funkcjonować, kiedy wiem, co dzieje się tuż obok, na Ukrainie.

Tak, wiem, ludzie giną w każdym miejscu świata, codziennie. Tak, wiem, w tym czasie wojna toczy się w tylu innych krajach. Tak, wiem, człowiek nie jest w stanie pomóc wszystkim, przejąć się wszystkim, przeżywać każdej tragedii. Tak, wiem, moje, nasze przejmowanie się, przeżywanie - niewiele pomoże tym, którzy giną, którzy cierpią.

Ale wiem też, że w cierpieniu tak bardzo boli samotność. Poczucie, że nikomu nie zależy, że nikt nie wyciąga dłoni chociażby po to, żeby powiedzieć: „Jestem. Nic nie mogę zrobić, ale jestem obok i płaczę razem z Tobą.” Czasem można zrobić tylko tyle i aż tyle.

Możemy jednak trochę więcej. Klub Inteligencji Katolickiej (KIK) organizuje zbiórkę pieniędzy na pomoc Ukrainie. Zbiórkę organizuje też Fundacja „Otwarty dialog”. Więcej można dowiedzieć się na Facebooku - kto fejsbukowy, może zajrzeć do mnie, udostępnię Wam informacje tam. 

Możemy się też modlić, kto chce i umie. Możemy pamiętać. Możemy mówić. Wszystko po to, żeby oni tam nie umierali w samotności i poczuciu opuszczenia. 




20 lut 2014

Warsaw Halla

Czekam na lato. Czekam na Warszawę latem. Gdyż albowiem. Po prostu.

Kocham Warszawę latem.

Dlatego oglądam w nieskończoność ten film, który Maciej Tomków zrobił o rolkarzach, ale dla mnie ten film jest też kwintesencją letniej Warszawy właśnie. Swoją drogą, film znakomity pod każdym względem - więc obejrzyjcie sobie, nawet jeśli nie kochacie Warszawy tak, jak ja. Obejrzyjcie, bo po prostu świetny jest, o! 

Warsaw Halla - a short rollerblading film from Maciej Tomków on Vimeo.

17 lut 2014

Home office z Bohaterką



Jak pisałam ostatnio, bardzo lubię moją pracę. Lubię to, czym się zajmuję, uwielbiam towarzystwo, które zajmuje się tym razem ze mną. Oraz bardzo lubię i doceniam to, że w takie dni jak dziś, gdy Małżonek pojechał do pracy (Chwała Panu! - bo ciężko mamy z pracą ostatnio), a Dziobalinda nadal nie wygrzebała się z zapalenia oskrzeli – mogę ten jeden dzień popracować z domu. 

Praca w domu wygląda tak, że pranie się pierze, obiad się gotuje, ja siedzę z laptopem na kanapie i pracuję, a Dziobalinda biega po domu z łukiem, w niebieskiej sukience i z czerwoną bluzką na głowie, krzycząc: Angus! Jedziemy! Uważaj Angus! Po czym ze swego łuku strzela kredkami, bo połamała już wszystkie trzy strzały, które były w komplecie. 

Kto zgadnie, kim jest dziś Dziobalinda?

7 lut 2014

Zagadki rzeczywistości (albo Mariza)

Bardzo lubię moją pracę! A jeszcze bardziej lubię moje z pracy najlepsze na świecie koleżanki. Z wielu różnych powodów je lubię, ale chyba najbardziej dlatego, że tylko z nimi można prowadzić rozmowy następujące.

G.: O rany, a co się stało z Marizą?! (Mariza to dwuletnia, zasuszona mandarynka mieszkająca pod monitorem Salomei - przyp. red.)
Salomea: No co? Nic się z nią nie dzieje. Zasuszona jest.
G: Nie nie, ona się jakoś zapada w sobie. Jak Lenin! On też się podobno zapada.
A.: No, podobno go czymś wypychają. Dziury w nim trzeba łatać.
Synafia: A to mi kiedyś Tomasz opowiadał, że podobno Ludwikowi XIV podniebienie zgniło od syfilisu i miał w nim dziurę. I medycy mu zatykali tę dziurę papryką i ta papryka też gniła. I śmierdział.
G: Też kiedyś o tym słyszałam!
(chwila konsternacji i rozmowy o tym, czemu medycy używali papryki, a nie czego innego).

G. (w zamyśleniu): Ciekawe, co jest nad podniebieniem? Czy on przez tę dziurę mógł się na przykład posmyrać językiem w mózg?