25 sty 2014

Mówi Giganna

Zadziwia mnie to, jak moje dwie córki, z tych samych genów, w tym samym domu, rozwijają się odmiennymi ścieżkami i na swoje własne sposoby. Dotyczy to także języka. Malutka Dziobalinda, kiedy chciała, żeby jej coś podać, wyciągała po to rączkę i mówiła "daje!". W tej samej sytuacji Giganna wyciąga rączkę i mówi "to!".

Dziś podsumowałam sobie zestaw wyrazów, jakie wykształciła do tej pory Giganna. I przypomniał mi się wpis, który dawno dawno temu zrobiłam o Dziobalindzie.

Robię więc dziś kolejny konkurs bez nagród. Jak powiedziała kiedyś Ania Skowronek, w końcu coś musi stać się tradycją!

Proszę, kto zgadnie, co to jest:
koko (trzy! możliwości)
kapa (dwie możliwości)
banka
tenka
apa
kem


Giganna mówi oczywiście mama, tata, tak, nie, miś, pić, tam, nie ma, boję, pasta i parę innych. No ale z tego konkursu nie zrobię, nie ma tak łatwo ;)

Mam nadzieję, że u Was leniwa i miła sobota jest w toku :)

20 sty 2014

O co mi chodzi...

Znalazłam w sieci.

Groby żony katoliczki i jej męża protestanta, Holandia 1888 r.



17 sty 2014

Silva rerum

W pracy spory projekt oddałam w terminie, kosztem wzmożonego wysiłku i napięcia nerwowego, toteż przez ostatnie kilka dni odpoczywałam sobie na urlopie. Z Giganną chorą na zapalenie oskrzeli odpoczywałam. To się nazywa medialnie „aktywny wypoczynek”.

No ale. Odpczywać odpoczywałam, jakby nie patrzeć, bo pozwoliłam sobie odciąć dopływ prądu do mózgu. W dzień kotłowałam się z Giganną czytając w kółko książeczki „A dlaczego?” i „Jest tam kto?”. Wieczorami zaś zalegałam obok Małżonka na leżance i oglądaliśmy po raz setny Friendsów.  Skutek tego jest taki, że mózg wypłynął mi słodkimi, różowymi kaskadami poprzez uszy, i przesączył się przez szpary w wielkiej płycie do sąsiadów na dole. Boję się do nich zejść i zapytać, czy mogą mi go oddać, bo moje dzieci wrzeszczom, tupiom, chodzom i rzucajom klocki na podłogę, więc sąsiedzi nas nie darzą szczególnie ciepłym sentymentem.

Tak więc znalazłam się teraz w sytuacji, w ktorej nie posiadam mózgu, a co za tym idzie, nie posiadam też opinii na żaden temat. Co czyni  moje życie bardzo komfortowym, przyznaję, lecz jednocześnie myśl moją uczyniło niepłodną. Nie wiem przeto, co Wam napisać.

Dlatego napiszę Wam o Córkach, bo są takie dziedziny, które nawet po wypłynięciu mózgu tkwią w mojej głowie (przypuszczalnie trzymając się nitki spinającej uszy) i w tych dziedzinach bezapelacyjnie królują Mąż i Córki.

Z Córkami jest tak, że Giganna śpiewa zapamiętale. Śpiewa, recytuje, nawija. Uczy się mówić z coraz lepszym skutkiem i np. wczoraj chodziła po domu powtarzając ze smakiem „Mama Mu”. Tańczy. Biega. Ogólnie rozsiewa wokół fluidy rozkoszności i żarłoczności, a jej ulubioną potrawą nadal pozostaje „toto”, które jednakże zaspokoja chyba głównie głód emocjonalny (zgaduj zgadula, czym jest „toto” i kto nim dysponuje w naszym domu).

Dziobalinda zaś, nieświadoma zupełnie problemów związanych z mitycznym już gender, zażyczyła sobie ścięcia włosów na krótko, jak mama (czyt. ja). Które to życzenie spełniliśmy i przyznam, że chociaż obie miałyśmy z Dziobalindą dreszcz wątpliwości, to obie uznałyśmy decyzję za niezwykle trafioną. Dziobalinda wygląda bowiem fenomenalnie, a i wrażenie w przedszkolu zrobiła odpowiednie.

Poza tym co. W końcu śnieg. Bułeczki drożdżowe. Anegdoty o Felicjanie Sławoju Składkowskim. Książki Cata Mackiewicza zamówione idą do nas pocztą. Syrop imbirowy z dobrym efektem udaje grzane wino. W testach alergicznych Dziobaliny nie wyszła póki co alergia na kota, więc nasz F. bezpiecznie zostaje w domu, wizja eksmisji odegnana.

Życie stąpa do przodu małymi krokami. A może i dużymi, tylko ja nie widzę, bo wiadomo - tu na ziemi widzimy jak przez witraż. Tylko co nieco, a i to krzywo.

9 sty 2014

Guilty pleasures - odsłona

Już się kiedyś przyznawałam, że mam wieeeeelką słabość do polskiego rapu, prawda? 

No to właśnie.









5 sty 2014

Dziobalinda widzi


Wybraliśmy się we czwórkę na spacer po Starym Mieście. Zaczęliśmy od Krakowskiego Przedmieścia, a skończyliśmy - jak to często robimy - na Placu Krasińskich. Tym razem Dziobalinda, po raz pierwszy, poprosiła, żeby podejść i obejrzeć z bliska pomnik Powstania Warszawskiego. Podeszłyśmy więc. 

-         Co to za pomnik? - zapytała Dziobalinda. 
-        To pomnik powstańców. Wiesz, kiedyś w naszym kraju była wojna...
-         Wiem - przerwała mi Dziobalinda - i oni walczyli. O Polskę. I wygrali i Polska powstała. 
-         Oni akurat przegrali. Ale potem wygraliśmy wojnę.

Dziobalinda podeszła do jednego z kamiennych powstańców i wzięła jego dłoń w swoją.
-          Biedni byli... - powiedziała smutno.
-          Tak - odpowiedziałam - byli biedni.

3 sty 2014

Na nowy rok!

Znalazłam, zachwyciłam się i dzielę się z Wami. Wszystkiego dobrego w nowym roku, Kochani! :)