31 sie 2009

Hańba! Dramat! Targowica!

Odbyłam właśnie podróż sentymentalną do korzeni, czyli do miasta, gdzie się urodziłam, gdzie urodzili się moi rodzice i gdzie jest grób mojego taty, gdzie mieszkają moi dziadkowie (wszyscy w komplecie, i jedni i drudzy).
Ponieważ podróż była brzemienna w refleksje, pozwolę sobie odłożyć relację na potem. Póki co jest poniedziałek, więc w dobrym tonie jest się wścierwić. Ja się wścierwiłam już wczoraj, bo „dwa razy się wścierwia kto szybko się wścierwia”. Czy jakoś tak.

Otóż wracałam do domu pociągiem pospiesznym w towarzystwie uroczej pary w średnim wieku. Że pani panu czytała na głos dowcipy z Angory, to jeszcze zniosłam jako tako (choć tylko dlatego, że w myślach rewanżowałam się pani przywiązując ją do krzesła i czytając jej w nieskończoność Anabazę Ksenofonta). Ale potem pani wyjęła Super Express. Super Express miał okładkę. Okładka była zwrócona ku mnie.

Okładka oświadczała mniej więcej co następuje:
Polska znowu została sama! Rosja i Niemcy ponad naszymi głowami budują gazociąg! Rosja publikuje o nas codziennie kłamstwa! Amerykanie potraktowali nas podle! Anglia i Francja są daleko!

Olaboga! Już czuję! W czaszce! Moje częste! Palpitacje!

Mózgu!!!

Ale że jestem na bieżąco i wiem, że p.Eichelberger kazał oddychać, a wszystko będzie dobrze, to odetchnęłam i myślę sobie tak:

Polska znów została sama - a kiedy była "w związku"? Za zaborów może?
Rosja i Niemcy ponad naszymi głowami budują gazociąg - a to nowość! Jeśli Super Express ma takie „świeże” wiadomości, to ja już rozumiem, czemu obowiązkowo muszą na ostatniej stronie pokazać gołą babę. Inaczej nikt nie kupi.
Rosja publikuje o nas codziennie kłamstwa! - to rzeczywiście zaskakujące, że w Rosji, gdzie powstały Protokoły Mędrców Syjonu, można publikować jakieś kłamstwa. I to jeszcze na temat Polski. Gdzie niejaki Bubel Leszek publikował jeszcze niedawno swoje rewelacje na temat Holocaustu.
Amerykanie potraktowali nas podle! - tu łzy napłynęły mi do oczu! To podłość, wysłać do nas jakiegoś emerytowanego oficjela, gdy się wcześniej obiecywało miłość aż po grób! Zwracamy pierścionek zaręczynowy! Dopiero teraz prawda wyszła na jaw!
Anglia i Francja są daleko! - teraz to zdębiałam. Wczoraj jeszcze widziałam z okna Pola Elizejskie, a tu nagle nocą Francję daleko przenieśli! Wiedziałam, że powinnam zostać na weekend w domu. Raz jest człowiek nieuważny, a tu dwa kraje co wcześniej były za miedzą, przenoszą się „daleko”. Dramat!


A jak się zastanawiałam, co za ludzie piszą komentarze na Onecie i dlaczego.
To już wiem.

28 sie 2009

Stan umysłu

Jak powiedział poeta Tede: "Dwa siedem lat jest, jestem dziadkiem".

Któż mógłby to lepiej ująć?

26 sie 2009

Pucio pucio vol.2

(Chyba zrobię z tego całą serię "puciów". W ramach jesiennej ramówki. )

Jako że towarzystwo ogarnięte szałem farmerskim i wszyscy sadzą dynie, oberżyny i kabaczki, naszło mnie na Smashing Pumpkins. A zatem z farmerskim pozdrowieniem dla mych rolniczych pobratymców, łojdanana dana hir aj goł:

25 sie 2009

Ni mo casu krucabomba!

Żebym tak tyle ważyła, ile mam wolnego czasu!

Chociaż nie, Luca donosi, że na tak chudą postać nie sposób kupić ubrania. Może inaczej - żebym miała tyle zer na koncie, ile godzin codziennie zap.....m! Byłabym pierwszą w historii sryliarderką.

Nie, żebym nie odpoczęła na urlopie. Wręcz naprzeciwko. Mimo iż wyjazd do wód musieliśmy odłożyć, gdyż spółdzielnia uprzejmie zaplanowała nam inne atrakcje w postaci remontu balkonu, nie tracąc ducha urlopowaliśmy w mieście. Urlopowanie zawierało w sobie wycieczki turystyczne, obiadki w knajpach, wieczory z książką i winem oraz poranne rozmowy towarzyskie z panami robotnikami na balkonie, wspólne picie kawki przez okno, a nawet czasem - dla miłośników mocnych wrażeń - poranne ewakuacje pod ostrzałem decybeli, dobywających się z maszyny do zrywania betonu czy co tam pokrywało nasz balkon. Teraz będą go pokrywać płytki, mozaiki, kolumny, freski, złota lama i diamenty. Żyć nie umierać.

Urlop wykorzystała też Dziobalinda na nabywanie nowych umiejętności. Oprócz wprowadzenia do swego słownika całego zasobu nowych słów (z „chłopczyk” na czele, w języku dziobalińskim „opczy”), nabyła też umiejętność chodzenia na poziomie eksperckim oraz umiejętność stosowania szantażu emocjonalnego na poziomie zaawansowanym, czym mocno powiększyła ilość punktów many i zaczęła wyrównywać szanse siłowe w kampanii „Wychowanie - zmierzch królestwa Równowagi psychicznej”. Stosowanie na przemian zaklęcia „Rzuć się na ziemię i krzycz” oraz zaklęcia „Zrób słodkie oczka” w połączeniu ze „Zrób sówkę” daje mocne efekty - musieliśmy wycofać się na z góry upatrzone pozycje i obmyślamy nową strategię. Bądź co bądź mamy jednak więcej punktów doświadczenia i bardziej zaawansowaną dyplomację. Nie poddamy się bez walki.

A tymczasem kto wychynął z domu wieczorem ten zauważył, że chyłkiem zza węgła zaczyna w tyłek podszczypywać jesień. Jesień mnie zawsze przyprawia o miły dreszczyk emocji. Lubię, jak się szybko ściemnia i można wieczorami zaglądać ludziom w okna. Lubię, jak pachną jesienne liście i lubię rześki jesienny wietrzyk. Lubię atmosferę spowolnienia i refleksji, i nasycenie kolorów - już nie tak krzykliwych jak latem, cieplejszych i dojrzalszych. Lubię jesień. Mimo iżem „warzywem nie pierwszej świeżości” (jak mawia Tomasz), nadal myślę kalendarzem szkolnym - jesień to dla mnie początek nowego roku. A w TV - nowa ramówka. Nie mam co prawda TV, ale i u mnie nowa ramówka będzie może - przeczytałam już bowiem część książek od Caviardage i może mi się zechce rzucić słów kilka, coby się wrażeniami podzielić. Kącik czytelniczy zrobię czy co.

Tymczasem Fabryka Łelkamtu. I czekam na te zera na koncie.

13 sie 2009

Albatros

Mój Tata, Wacław syn Wacława wnuk Wacława, zwany rodzinnie Albatrosem, miał ułańską fantazję.

Będąc młodzieńcem zaangażowanym muzycznie (które to zaangażowanie pozostało mu do końca życia) udzielał się w szkolnym radiowęźle. Dopuszczenie go do radiowęzła było oczywistym błędem ze strony dyrektora, o czym przekonał się ów zapewne tego dnia, gdy Tata puścił dyrektorską przemowę poprzedzoną zachęcającym wstępem: "Nasza szkoła to prawdziwa kuźnia talentów. Posłuchajmy teraz, jak przemawia jej największy młot".

Innego dnia Tata puścił w radiowęźle "Careful with that axe, Eugene" Pink Floyd (kto ma czas, niech dosłucha co najmniej do 3 minuty, bo to właśnie 3 minuta jest tym, co wszyscy pragną usłyszeć na długiej przerwie).

Przyznaję się bez bicia, że pierwszy raz naprawdę usłyszałam Pink Floyd na pogrzebie Taty. Wcześniej zupełnie serio uważałam, że ich najlepszym kawałkiem jest "High hopes". Teraz się tego wstydzę.


A za Albatrosem tęsknię ogromnie.


11 sie 2009

Great expectations

Odkąd Tomasz w komentarzu kiedyś stwierdził, że w wieku 15 lat czesał się „na cipkę”, co jakiś czas wpada do mnie przez google jakiś amator napalony na pudendum muliebre (ostatnie poszukiwane pudendum miało należeć do 15-latki...). Jakież musi być rozczarowanie takiego rozochoconego poszukiwacza erotycznych przeżyć, gdy zamiast rzeczonego pudendum znajduje wywiad z Tytusem z Acid Drinkers. Aż żal mnie się robi i łza mi z oka ścieka. Dla tych zatem, których nadzieje zostały tak dramatycznie zawiedzione, w ramach rekompensaty chcę zaprezentować trochę gołych cycków. Proszę bardzo, drodzy panowie (?), oto dla was Wenus z Willendorfu.



Nasyćcie oczęta i dajcie spokój tym piętnastolatkom lepiej.

4 sie 2009

Jak "Zwierciadło" z pieca spadło, o ziemię się hukło, w głowę się potłukło

(czyli list autorstwa Synafii do Szanownej Redakcji)

Jako żona 15 lat młodsza od swojego męża lekturę sierpniowego „Zwierciadła” zaczęłam od wywiadu z p. Olgą Haller pt. „Córeczka tatusia?”, traktującego o związkach młodych kobiet ze starszymi mężczyznami. Cały czas mam w pamięci bardzo dobry artykuł na ten sam temat, który ukazał się w „Zwierciadle” ok. 5 lat temu. Tym większe były moje oczekiwania. Postawione we wstępie pytanie:„Co niesie taki związek - jakie możliwości, jakie niebezpieczeństwa?” zaintrygowało mnie – co jeszcze ciekawego można powiedzieć na ten temat?

W tym wypadku odpowiedź brzmi – nic.

Już sam początek przyprawił mnie o smutek, który zrozumiałby chyba tylko Petrarka płaczący nad listami Cycerona. „Ta powszechność związków młodszych kobiet ze starszymi mężczyznami na szczęście się zmniejsza, (...) kobiety stają się niezależne, mniej podlegają stereotypom, mniej przejmują się sprostaniem roli, która każe „bogato wyjść za mąż" - pisze p.Haller, a ja zaczynam czuć się jak na niesławnym forum pewnego portalu informacyjnego. Dalej jak u Hitchcocka – emocje rosną. Dowiaduję się oto –po raz który już? – że kobieta w związku ze starszym mężczyzną jest niedojrzała emocjonalnie i poszukuje „tatusia”, a w zamian za to płaci cenę rezygnacji z niezależności. „Nie wierzy, że ma prawo żyć swoim życiem, szukać partnera w swoim wieku, zawalczyć o autonomię”. Mężczyzna za to decyduje się na związek z młodszą partnerką ponieważ szuka tego co „młode, ładne, zdrowe”. Zaletą takich związków może być oczywiście dobry seks (najwyraźniej porozumienie intelektualne i emocjonalne nie wchodzi w grę). Puenta, iż każdy związek ma szansę na rozwój, pod warunkiem, że jest się gotowym na rozwiązywanie problemów, mogłaby z powodzeniem funkcjonować jako hasło na Wikipedii, ale jak na artykuł w moim ulubionym piśmie dla kobiet to chyba jednak za mało.

Cóż, punkt widzenia zależy od ”punktu siedzenia”. Z mojej perspektywy związek młodszej kobiety i starszego mężczyzny może być tak samo satysfakcjonującym, pełnym miłości i zrozumienia związkiem jak związek równolatków. Nie związałam się z moim mężem dla majątku (i jak dotąd nadal nie jesteśmy majętni), nie odebrałam go żadnej żonie ani dzieciom (bo tychże nie miał), mam własne pasje, własne pieniądze i własne osiągnięcia. Za to mój mąż jest fascynującym, inteligentnym, odważnym i dobrym człowiekiem, świetnym mężem i ojcem dla naszej córki - i za te cechy go kocham. Wierzę, że mam prawo żyć swoim życiem - i nie przejmować się stereotypami. Że mam prawo szukać mężczyzny w swoim typie, a nie tylko w swoim wieku. Że mam prawo zawalczyć o autonomię i o swoje szczęście – o ile tylko nie będzie ono budowane na nieszczęściu innego człowieka. I jestem głęboko przekonana, że nie jestem żadnym wyjątkiem.

Wdzięczna jestem p. Heller za troskę o wolność młodych kobiet i ich „prawo do poszukiwania partnera w swoim wieku”, ale jeszcze bardziej byłabym wdzięczna za zaufanie nam, młodym żonom starszych mężów, że nie wszystkie jesteśmy głupiutkimi, zakompleksionymi gąskami, niewiedzącymi, co jest dla nich naprawdę dobre. Bo różne rzeczy są dobre dla różnych kobiet. I różnych mężczyzn. I tyle.