13 sie 2009

Albatros

Mój Tata, Wacław syn Wacława wnuk Wacława, zwany rodzinnie Albatrosem, miał ułańską fantazję.

Będąc młodzieńcem zaangażowanym muzycznie (które to zaangażowanie pozostało mu do końca życia) udzielał się w szkolnym radiowęźle. Dopuszczenie go do radiowęzła było oczywistym błędem ze strony dyrektora, o czym przekonał się ów zapewne tego dnia, gdy Tata puścił dyrektorską przemowę poprzedzoną zachęcającym wstępem: "Nasza szkoła to prawdziwa kuźnia talentów. Posłuchajmy teraz, jak przemawia jej największy młot".

Innego dnia Tata puścił w radiowęźle "Careful with that axe, Eugene" Pink Floyd (kto ma czas, niech dosłucha co najmniej do 3 minuty, bo to właśnie 3 minuta jest tym, co wszyscy pragną usłyszeć na długiej przerwie).

Przyznaję się bez bicia, że pierwszy raz naprawdę usłyszałam Pink Floyd na pogrzebie Taty. Wcześniej zupełnie serio uważałam, że ich najlepszym kawałkiem jest "High hopes". Teraz się tego wstydzę.


A za Albatrosem tęsknię ogromnie.


12 komentarzy:

  1. to dobrze, że ktoś taki był

    OdpowiedzUsuń
  2. Wilk, wielkie dzięki za te słowa :)
    To prawda, uważam się za prawdziwą szczęściarę. Mój Tata dał mi tyle dobrego, że nawet po śmierci jest wciąż intensywnie obecny w moim życiu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. I tak to chyba jest z ojcami. Nie ma ich, a jakby byli obok, tuż przy nas.
    Ja swojego nie miałem okazji poznać i całe życie przyjdzie mi się zastanawiać czy byśmy się zaprzyjaźnili...
    Ale też całe życie będę miał go przed oczyma, takiego jak z tej starej fotografii na której widać jak stoi w porcie przy barierce, w tle wielki statek. Tylko takim go znam.

    OdpowiedzUsuń
  4. I dlatego ja jestem wdzięczna za to, że ze swoim Tatą spędziłam prawie 30 lat na tym świecie.

    Ja mam Albatrosa przed oczyma jak pije poranną kawę nieodłącznie z gazetą i papieroskiem, z okularami założonymi nad czołem. Dynda nogą i komentuje na głos to, co czyta.

    Tata miał zwyczaj czytać nam na głos kawałki, które go rozśmieszyły. Śmiał się przy tym tak, że nie można go było zrozumieć, więc cały rytuał potrafił trwać do pół godziny :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo podobnie się uśmiechacie. To zmrużenie oczu i przekrzywienie głowy jest bardzo charakterystyczne.

    OdpowiedzUsuń
  6. Irena, wiesz, że jakoś nigdy wcześniej tego nie zauważyłam... Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja pamiętam Twego Tatę jak mówił- "nakapało już coś tam? Zapytaj dziadka bo wpadam z wizytą do Was"...
    I z innych,życiowych mądrości Wacława- "myjcie się dziewczyny bo nie znacie dnia ani godziny..." ( ale czy my w tym czasie to wiedziałyśmy o co chodzi? )
    Kochałam tego człowieka i zawsze będę Go darzyła takim właśnie uczuciem.
    Ps.Fantastyczne zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Widzisz, Maluchu, każdy facet może być ojcem, ale nie każdy będzie Tatą....

    OdpowiedzUsuń
  9. Anonimowa Kuzynko, cieszę się bardzo, żeś tu do mnie z UK zajrzała :) Z tym "myjcie się" to Tata chyba powtarzał za Lecem, ale masz rację - nie wiedziałyśmy jeszcze wtedy co to znaczy naprawdę ;)
    Dla Taty byłaś jak przyszywana córka zawsze :)

    Kallipygos -> słusznie rzeczesz!

    OdpowiedzUsuń
  10. Za Boyem chyba, o ile mi wiadomo :) Piękna notka, Synafio.

    OdpowiedzUsuń
  11. Notka piękna.

    A odnośnie cytatu, to jako Google Search Manager dowiedziałem się, że obydwie się mylicie. Ani Lec, ani Boy, a niejaki Jan Izydor Sztaudynger. Sprawdzić można o tutaj.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie jest dla mnie ważne czy Lec, czt też Boy był pierwszy. Osobą która "obdarowała" mnie osobiście tą wiedzą był nie jaki ( a dla mnie jak najbardziej JAKI) "Wacław, syn Wacława, wnuk Wacława".
    To co przeżyłam, zdobyłam, odkryłam poprzez obcowanie własnie z Tym Człowiekiem nikt mi nie odbierze.
    Skarbnica wiedzy i doświadczeń-wygasła lecz nie w mej pamięci.

    OdpowiedzUsuń