24 gru 2010

Bóg się rodzi!

Kochani!

Jeśli wierzycie, życzę Wam, aby Bóg rodził się w Waszych sercach każdego dnia. Aby każdy kolejny dzień niósł Wam spełnienie i radość.

Jeśli nie wierzycie, po prostu ściskam Was mocno, Gwiazdkwo, i życzę Wam spokoju, szczęścia i radości z życia.

Tak czy owak, cieszmy się!

22 gru 2010

Szewc zabija szewca

Ladies and gentlemen!

Dziwka Nately'ego

Podczas drugiego tygodnia spędzanego na zwolnieniu lekarskim odkrywam, że w istocie jestem niczym dziwka Nately'ego*. Dajcie mi się wyspać, a stanę się nowym człowiekiem! Życie mi pachnie fiołkami, własne mieszkanie jawi mi się niczym królewski pałac, tryskam miłością do świata i bliźnich, jestem spokojna niczym kwiat lotosu na jeziorze kropli walerianowych. Wszystko to dzięki temu, że już drugi tydzień z rzędu nie muszę zajmować się Dyrektywą MiFID, nie muszę wstawać o 6.00 ani robić prania o północy - ze względu na to, żeśmy obie chore, siedzimy z Dziobalindą cały dzień na tylnych częściach naszych ciał, pokrytych peplum tkanym z najcieńszego lnu, wcinamy pierogi z mrożonki, puszczamy bańki mydlane i słuchamy Izraela, Armii i Siekiery (no dobra, Siekiery słucham sama jak Dziobalinda już śpi), oglądamy Madagaskar i Krecika odbierającego poród króliczycy. Bardzo jesteśmy cool, zen i happy.

Pójdźcie w me ramiona, niechże Was uściskam!




*Paragraf 22

15 gru 2010

(Nie)dobra matka

Nie jestem perfekcyjną matką. Wróciłam do pracy tuż po macierzyńskim – nie miałam wyjścia. I mimo, iż miałam wiele szczęścia, bo mogłam połowę czasu pracować w domu, a resztę czasu Dziobalinda spędzała z tatą, i tak nie ominęły mnie przykre komentarze (że krzywdę dziecku robię, że wcale nie muszę pracować – co zresztą było absurdem). Dziobalinda poszła do klubiku malucha blisko domu, w wieku ponad 2 lat, bo po 2 latach musiałam już wrócić na cały etat do biura. A i tak nadal bolą mnie komentarze, że tylko złe matki posyłają dzieci do żłobka i przedszkola (nawet do szkoły!), że jak matka pracuje, to znaczy, że tak naprawdę nie kocha dziecka, a jeśli pracować musi, to znaczy, że nie powinna mieć dzieci wcale, bo „jak kogoś nie stać nie dziecko, to nie powinien go mieć”.

Czasami w sklepie dostaję szału, bo wydaje mi się, że nie mogę kupić mojemu dziecku nic do jedzenia – wszystko jest trujące, sztuczne, szkodliwe, a poza tym tylko złe matki „karmią dziecko danonkami”. Czasami mam wyrzuty sumienia, że pozawalam Dziobalindzie oglądać bajki, a sama wtedy przysypiam na siedząco, zamiast spędzać czas na edukacyjnych zabawach. Czasami po jakiejś ostrzejszej awanturze krzyczę, że mam już dość wykłócania się i jestem bardzo, bardzo zła, że proszę o coś tysiąc razy, a Dziobalinda nadal robi swoje. Czasem nawet huknę ostrzej, że zaraz oszaleję, wychodzę trzaskając drzwiami, a potem przepraszam i mówię, że źle się zachowałam i że dorośli czasem źle się zachowują. Ale i tak miewam wyrzuty sumienia, że jestem strasznym potworem, a nie wyrozumiałą Matką Anielską rodem z Częstochowy.

Z drugiej strony, kiedy mówię, że bycie mamą wcale mnie nie upośledziło jako człowieka, że jest to największa (i najstraszniejsza!) przygoda mojego życia, że moja córka jest po prostu wspaniałym człowiekiem i cieszę się, że jest z nami, chociaż nasze życie wywróciło się do góry nogami – wychodzę na stereotypowa „Matkę Polkę” w oczach niektórych. Mimo to nie czuję, żeby macierzyństwo zabrało mi cokolwiek, czego by mi z nawiązką nie wynagrodziło.

I wydaje mi się, że bycie mamą jest bardzo trudne, ale byłoby zdecydowanie łatwiejsze, gdyby sztab domorosłych ekspertów nie odsądzał nas – matek – ciągle od czci i wiary. Gdyby mamy zostające w domu nie wmawiały tym pracującym, że nie kochają dzieci i bezpowrotnie niszczą im życie. Gdyby mamy pracujące nie wmawiały niepracującym, że są nic nie warte i mają budyń zamiast mózgu. Gdyby mamy karmiące piersią nie szkalowały karmiących butelką, a karmiące butelką nie walczyły z karmiącymi piersią. Gdyby jedne mamy nie mówiły o drugich z pogardą, że „ta to daje dziecku jeść jogurt owocowy!!!”, a ta to „nie pozwala dziecku jeść czekolady!”.

Wiem z całą pewnością, że są rzeczy zdecydowanie dobre dla dziecka (miłość, akceptacja, uwaga) i zdecydowanie złe (przemoc, obojętność, nieobecność), ale także głęboko wierzę, że człowiek to nie jest maszynka, do której się kupuje instrukcję obsługi, a nasze dzieci to nie są drzewka bonsai hodowane na światową wystawę. Każda mama ( i każdy tata) jest tylko człowiekiem, który w ramach swoich możliwości i ograniczeń stara się dać dziecku to, co może dać najlepszego. Każde dziecko jest także tylko człowiekiem, które w ramach swoich możliwości i ograniczeń będzie inaczej się rozwijać i potrzebować czegoś innego od rodziców i od świata w ogóle. Nasze dzieci są pasażerami w tej podróży takimi samymi jak my – zapraszamy je do podróży i dajemy im tyle, ile sami mamy, żeby je dobrze do dalszej drogi wyposażyć. Kiedyś pojadą dalej bez nas, być może zaproszą też w podróż kogoś innego, nowego. A my nie dostaniemy żadnego medalu za wychowanie, naszą nagrodą jest po prostu radość bycia razem. Toteż proszę, nie psujmy jej sobie ani innym.

11 gru 2010

Kolejne prawa Murphego

1. Jeśli mijający rok był dla Ciebie ciężki finansowo i właśnie zbliżają się święta Bożego Narodzenia, wówczas rozkraczy Ci się na amen niedawno naprawiana pralka.

2. Jeśli pralka rozkraczy Ci się wieczorem, jeszcze tej samej nocy Twoje dziecko dostanie grypy żołądkowej i zarzyga wszystkie dostępne w domu komplety pościeli oraz pidżamy.

3. Jeśli w weekend musisz ręcznie uprać kilka kompletów zarzyganej pościeli i opiekować się swoim targanym atakami grypy żołądkowej dzieckiem, to będzie to ten weekend, w którym musisz pracować w domu, aby wykonać projekt, który ma być gotowy na środę, a do którego materiał został wysłany w piątek o godz. 16.00. twój współmałżonek w ten akurat weekend będzie musiał iść do pracy.

3 gru 2010

Vox populi vox Dei

Dramatis personae:
Młodzieniec pierwszy
Młodzieniec drugi



Przystanek autobusowy w pewnym mieście.

Młodzieniec pierwszy: Ej, co Ty, jakąś książkę czytasz?
Młodzieniec drugi: Nieeeee, no coś Ty!

He kurtine

2 gru 2010

Sztuka konweracyji czyli Wielka Księga Zagajeń

Szlachetna sztuka konwersacyji prowadzenia nie lada wymaga słów skrzydlatych, zza zagrody zębów chyżo pomykających, a głowy tęgiej przy tem i nie lada piórem opatrzoney. Jako że wielgim problemem zda się kowersacyję rozpocząć, zwłaszcza z osobą nieznaną, z którą w comitivę z racji stanu wyższey wniść wypada, tę Wielką Księgę Zagajeń pod natchnieniem Muzy z Helikonu na skrzydle rosochatym a rozłożystym przybyłey napisaną, sprezentować pragnę, aby odpowiednie dać rzeczy słowo, a konwersacyji zagajenie.

Takoż zatem Zagajenia dzielą się na Zagejenia niedobre i Zagajenia dobre.

Niedobre Zagajenia skrzydeł nie mają ni konceptu, jako że nazbyt sa oczywiste i dla konwersacyji zaczepienia nijak nie stwarzayą, i tak: „Ładna waćpanno pogoda lub” „Strasznie waćpanno śmierdzi tutay” nie są to zagajenia, na które wyrzec by się co chciało inszego aniżeli „Ano” lub elegantszym sposobem „Słusznie waćpan prawisz”.

Dobre Zagajenie frywolnym jest i zaczepnym, zaczem miejsce rozmówcy zostawia, aby myśl jako nić Ariadny w labiryncie ciemnym a mrocznym sprawnie niczem Tezeusz mąż o łydkach mięsistych rozwinąć. Zaczem „Klezmerskie bambetle moje gniotą się niemożebnie, Hrabino” lub też „Czy słyszała Hrabina, że nowy Spajdermen zbyt hojnie przez naturę pod względem członka męskiego obdarzonym został?” są to zagajenia sprawne, wyobraźni rozmówcy wiegie pole do popisu zostawiające. Pamiętać lza jednak, iżby entuzyazmem nazbytnim dobrego zagajenia nie popsować, gdyż bowiem „Czy słyszała Hrabina, że nowy Spajdermen zbyt hojnie przez naturę pod względem członka męskiego obdarzonym został? Zupełnie jak Hrabiny małżonek szacowny!” może konwersacyję w mordobicie szpetne zamienić.

Dla osób koncepty figlarne w konwersacyji ceniących poleca się zagajenia słowno muzyczne, z elementami teatralnymi. I tak stanąć obok Hrabiego i gazum plugawe z dźwiękiem hucznym z tylniej części ciała swego wydawszy zakrzyknąć gromko „Co też pan Hrabia najlepszego wyprawia!” bardzo dowcipnym i dla całego towarzystwa pożytecznym zagajeniem zda się.

Z innych zagajeń są także wciskanie łokcia pod brodę, froterowanie sakiewką lub trącanie wachlarzem, kopanie w piszczel i dyszenie w ucho. Zagajenia te frywolnym nazbytnio obyawiac się mogą, wszelako na salonach paryskim wielga już moda na nie zapadła. Zagajony łokciem magna cum werwa rozmówca nie tylko podobnym zagajeniem odpowie, ale i słowa skrzydlate a rogate zza zagrody jego zębów niechybnie w naszą stronę prędko jako okręty Achajów na morzu niczem wino ciemnym pożeglują.