27 sty 2015

O feriach i o tym, co lubią dzieci

Zapytałam wczoraj Dziobalindę:

-Dziobalindo, a podobają ci się takie ferie w domu?
-Tak - odpowiedziała.
- A co ci się najbardziej w feriach podoba?
- Najbardziej... to że jesteśmy dużo razem.


autorki: Dziobalinda, Giganna, Synafia

25 sty 2015

O zimie bez zimy

Ferie spędzamy w domu. Przede wszystkim - wytrwale próbując wyremontować pokój Dziewcząt, które rosną wszak i potrzebują pewnych zmian. W związku z silnymi zainteresowaniami Dziobalindy kosmosem, pokój ma mieć motyw kosmiczny. W planach więc jest piętrowe łóżko - statek kosmiczny, oraz schodki do łóżka, w których będą się mieścić półeczki na zabawki. Nowa szafa, przerobiona mężowskimi rękami ze starej. Jedna ściana miękka (ta „do spania”), bo z japońskiego tynku, a druga ściana kosmiczna (ta „do oglądania”), bo pomalowana na niebiesko i ozdobiona prezentacją układu słonecznego. Wszystko robimy sami, a w zasadzie sam robi mąż, podczas gdy ja zabawiam Dziewczęta. Idzie nam to więc, szczerze mówiąc, bardzo powoli. Tak bardzo powoli, że zaczynam się zastanawiać, czy kiedykolwiek skończymy. Tym bardziej, że na czas remontu zmuszeni jesteśmy zamieszkiwać wszyscy we czworo w jednym pokoju. Tyle dobrego, że gdy zakończymy ten remont kiedyś (oby!), to z pewnością nastąpi efekt kozy i zamiast tęsknić do trzeciego pokoju, będę wniebowzięta, że mamy do dyspozycji AŻ dwa!

Tymczasem jednak remont trwa, a ja staram się zabawiać Dziewczęta w ramach swych - przyznajmy to szczerze - skromnych dość możliwości. Co więc można robić w ferie zimowe w mieście, w którym nie ma niestety śniegu?

Można iść do Muzeum Kolejnictwa. Gdyż obie nasze córki kochają Muzeum Kolejnictwa. A w poniedziałek wstęp jest bezpłatny, można więc nieco zaoszczędzić - wykosztować się jednak trochę trzeba na uruchamianie makiet.

Można iść do kina. Zwłaszcza na poranki sobotnie do Kina Muranów, po których zawsze są jakieś fajne warsztaty plastyczne dla dzieci. Podobają się nawet Dziobalindzie, którą na poranek musiałam zaciągnąć wołami, bo nie chciała oglądać „filmów dla maluchów”. Ale jak już wyszłyśmy z kina, spytała, czy będziemy chodzić częściej.

Można spacerować po Starym i Nowym Mieście i oglądać dekoracje świetlne, zwłaszcza zaś gigantycznego misia opowiadającego bajki. Minusem tej opcji jest to, że się marznie, oraz to, że Giganna tak kocha misia, że gdy nastaje czas powrotu do domu, zaczyna się godzina histerycznego płaczu. No cóż.

Można gotować. Na którymś blogu (chyba była to Droga do prostego życia) wyczytałam pomysł na ferie domowe - wpuszczenie dzieci do kuchni i zrobienie im własnych kulinarnych warsztatów. Bardzo mnie to ucieszyło, bo ja warsztaty kulinarne praktykuję od bardzo dawna, czyli po prostu gotuję i piekę - w miarę możliwości - z dziećmi.  Z czystego lenistwa to robię. Po pierwsze - mam dzieci na oku i nie muszę się zastanawiać, co robią, gdy ja jestem w kuchni. Po drugie - jak robimy we trzy, to po prostu jest szybciej. Zwłaszcza, że Dziobalinda ma już wprawę i np. pianę z białek ubija mistrzowsko.

Można układać puzzle, czytać książki (w końcu tyle czasu na chodzenie do biblioteki!), rysować, malować, budować zamki z klocków. Słowem - robić bez ograniczeń wszystko to, na co normalnie zawsze jest za mało czasu. Na judo też można chodzić, bo klub, do którego należy Dziobalinda, organizuje w ferie zajęcia codziennie.

Można w końcu pójść z dziećmi do sklepu. Kryjąc się przed zimowymi potworami i śpiącymi na parkingach smokami. Wspinając się na szczyt stromej góry, a potem schodząc z niej pod magicznym lasem. Znajdując po drodze szkielet dinozaura i smoczą kupę. I ruiny zamku. I co tam jeszcze można w takich okolicznościach przyrody wymyślić.

Czy wolałabym, żebyśmy sobie spędzili dwa tygodnie w górach albo gdzieś w Białowieży? A pewnie, że tak. Ale nie spędzamy, co nie znaczy, że mamy siedzieć i jęczeć. Gdyż albowiem nie tyle jest ważne, co się konkretnie ma, ale co się z tym, co się ma, chce i umie zrobić.

A teraz - do remontu! 

14 sty 2015

O najważniejszym

To prawda, że nie wszystko wymaga mojego komentarza. A jednak nie umiem nie powiedzieć nic o tym, co się wydarzyło ostatnio - nie tylko w Paryżu, bo i w Nigerii, i na Ukrainie, i w Syrii - i w tylu  innych miejscach.

Nie umiem nie powiedzieć nic, ale też moje własne słowa są za małe. Jedyne, co brzmi w mojej głowie jak echo, to:
"Cokolwiek uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili."

Cokolwiek jest dla nas wartością najwyższą, czy to jest wiara, czy wolność, sprawiedliwość, równość, choćby nie wiem jak było wzniosłe i nie wiem jak ważne - nie wolno nam w imię tego krzywdzić drugiego człowieka.

Bo to, w co wierzymy, to się urzeczywistnia i realizuje w drugim człowieku właśnie. Krzywdząc, raniąc, upokarzając, zabijając drugiego człowieka, zabijamy i to, w co wierzymy, i samych siebie zabijamy.