30 lip 2009

Już mi w ptaka białego wierzch się głowy mieni...

Już od najwcześniejszych lat dziecięctwa podejrzewałam, że jestem „niezwykłym i nie lada piórem opatrzona”, ale że także dwupłatkową zastawką aortalną – na to bym nie wpadła. A było to tak.

Zgłosiłam się ochoczo jakiś czas temu by oddać płytki krwi dla chorego bardzo kolegi (nota bene – jak ktoś jest z Wwy i ma na zbyciu płytki krwi, to dawać znać, przydadzą się bardzo!). Jako honorowa krwiodawczyni w stanie chwilowego spoczynku poszłam dumna i blada, i wszystko szło dobrze, dopóki mnie pani lekarka nie zaczęła osłuchiwać. Skończyło się na tym, że wyleciałam na kopach z hukiem i przyganą, że z takim niskim tętnem to se można w bierki grać, a nie płytki oddawać, i że mam iść w te pędy do kardiologa. To poszłam. Na skargę poszłam oczywiście.

Pani kardiolog niczym magiczne drzewo z HOMM III uprzejmie oznajmiła, że skargę przyjmie, zażalenia uwzględni, wyrok wyda i wskazówki udostępni, pod warunkiem wszelako, że dostarczę jej cztery magiczne artefakty: morfologię, EKG, echo serca i badanie holterowskie.

Morfologię zrobiłam czemprędziej i zgubiłam (ktokolwiek widział?).
EKG poszło gładko. Tzn. najpierw pani przez pół godziny nie mogła do mnie przyczepić jakichś ssawek. Potem poszła po rozum do głowy i po przydatne wspomnienie z dzieciństwa, że liść babki to się na ślinę przyklejało, więc może i tu zadziała – po zwilżeniu przyjęłam ssawki na klatę i wyprodukowałam wykres EKG za pomocą maszyny, która nie robiła „ping!”.

Następnie przyszło echo serca. Tu pan mnie nawilżył od razu i patyczkiem po mnie jeździł długo. Dziwne to było, bo ostatni raz jak jeżdżono po mnie takim patyczkiem, to oglądałam jak Dziobalinda w moim brzuchu się wierci, a teraz nic nie oglądałam, a to co słyszałam brzmiało cokolwiek niezachęcająco. Pan z patyczkiem objaśnił mi, ze mam zaburzenia rytmu serca i niedomykalność zastawki mitralnej, oraz dwupłatkową zastawkę aortalną również niedomykalną.

I oto proszę, raz jeszcze okazuje się, że jestem "ekscentryczna". Taram!

Czyli że mam już trzy artefakty, w tym jeden zgubiony.
Ruszam po czwarty. Następnie jeszcze złożę w korzeniach drzewa 1000 klejnotów i uzyskam wróżbę lub poradę. Wielcem rada!

25 lip 2009

O talentach i innych pożytecznych umiejętnościach

Tomasz twierdzi, że jestem skarbnicą popkultury. No, daleko mi do Joan Rivers, ale owszem, posiadam specjalną wypustkę mózgową, w której składuję całą kupę pierdół. Wiem np., że Eminem nie był pierwszym białym raperem. Był bowiem dawno, dawno przed nim Vanilla Ice, ale był też Snow, autor jednego jedynego hitu, który leci tak:



Ktoś pamiętał to? Nie? Tak sądziłam.

Tomasz mi obiecał również, że jak założy swoje imperium medialne, to dostanę u niego własny magazyn. Czekam zatem cierpliwie, aż w końcu zostanę naczelną miesięcznika „Bullshit&Crap”. Póki co ćwiczę się w pisaniu inteligentnych wstępniaków (co widać na załączonym obrazku).

***

Odnośnie pierdół – każdy zna zapewne tę archetypiczną scenkę, gdy mama pluje na chusteczkę, aby synkowi wytrzeć buzię. Otóż widziałam wczoraj na własne, krótkowzroczne oczy, piękną trawestację tej scenki – mama koszulką synka polerowała zawzięcie swe przeciwsłoneczne okulary. Musiały być mocno nadużyte, bo polerowała dobre 15 minut. Wiec jeśli ktoś się jeszcze zastanawia, czy jest pożytek z posiadania dzieci – w istocie jest. I to niejeden, gdyż albowiem dzieci można wykorzystywać na wiele sposobów, np:
1. turlające się niemowlęta oklejamy taśmą dwustronną – turlając się zbierają paprochy z dywanu,
2. raczkującym dzieciom przytwierdzamy do rączek i nóżek ściereczki – froterują podłogi,
3. uczącym się chodzić dzieciom zamiast chodzika dajemy kosiarkę do trawy – pielęgnują ogródek.
Możliwości jest mnóstwo, wszystko zależy od pomysłowości rodzica. Zastanawiam się nad wykorzystaniem licznych talentów Dziobalindy. Ponieważ Dziobalinda odbiera od najwcześniejszych lat solidne wykształcenie, już teraz, w wieku 14 miesięcy, pięknie mówi po francusku i maluje na porcelanie. Do sprzątania jej nie poślę, ale może na e-bayu wystawimy jakieś ręcznie malowane filiżanki Royal Dulton. Jacyś chętni do zakupu?

17 lip 2009

Powiedz mi, co jesz...



...a powiem Ci, kim jesteś?

Sezon ogórkowy

W czasach, gdy jeszcze zajmował się ablativem absolutem, a nie żywnością ekologiczną, Tomasz w trakcie egzaminu zastał panią dr„Ale-ale-ale” stojącą w drzwiach swego gabinetu, bujającą się na piętach i powtarzającą w przestrzeń „Nie mam kogo pytać, nie mam kogo pytać, nie mam kogo pytać...”

Takoż ja chwilowo „nie mam o czym pisać, nie mam o czym pisać...”. Tzn. mogłabym w ramach wspominek napisać coś o dr „Ale-ale-ale” lub o prof. W. przyjmującym egzamin przez dziurę w gazecie, ale upał jest, nie chce mnie się nic. W ramach wspominek wolę sobie pooglądać na jutubie stare wywiady z Titusem z Acid Drinkers (wspominam bowiem moje pierwsze dziewczęce miłości – sezon ogórkowy trwa). O proszę bardzo:




Jak miałam 15 lat to słuchałam Acidów zapamiętale i nadal lubię sobie posłuchać. Natomiast Morbid Angel i innych „strasznych-złych-szatan-szatan-zespołów” już bym słuchać nie mogła. Jak słyszę tekst „blessed are we to live life of sin” to zaczynam rżeć i cały mroczny nastrój jest zniweczony.

A kto pamięta, jak wyglądał w wieku 15 lat? Bo ja np. wyglądałam okropnie śmiesznie. Nosiłam tatowy płaszcz skórzany D&G (Dojczland Gestapo stajl), buty wojskowe rozmiar kanadyjka i czapeczkę skórzaną tzw. leninówkę. I koszulki Acid Drinkers oczywiście. I włosy farbowałam na czerwono za pomocą krepiny. Było też mrocznie i słuchało się Pink Floydów „High Hopes” w nieskończoność, hodując w sobie przy tym romantyczny Weltschmerz. Dopiero teraz odkryłam, ze Floydzi mają sto lepszych kawałków w dorobku, a Weltschmerz przychodzi sam nieproszony i wcale go nie trzeba wywoływać niczym duchów. To się nazywa bagaż doświadczeń, tak?

11 lip 2009

Miało być na poważnie, ale że dziś sobota...

Jak powiedział Saadi bądź prosty i szczery jak cyprys i jak palma szczodry” (W.Jerofiejew „Moskwa-Pietuszki”).

Szczera i prosta jak cyprys ( co do palmy nie mogę się obiektywnie wypowiadać) bez bicia się przyznaję, że tak, owszem, kochałam się w NKOTB. Dokładnie rzecz biorąc, w Jonathanie się kochałam. Moja miłość pozostała jednakże niezrealizowana - oczywiście z powodu różnicy wieku (miałam 7 lat) , czego na pewno żałowałby obecnie rzeczony Jonathan, gdyż Małżonek mój jest w podobnym wieku do niego. Ale nie żałuje zapewne bo podobno jest gejem. I bardzo dobrze, że nic z tego romansu nie wyszło, gdyż Jonathan na dzień dzisiejszy jest brzydki. Takoż Jordan. Kto się kochał w Jordanie obstawił tak samo źle jak ja Jonathana. Jeśli nie gorzej. Gdybym miała wybierać jeszcze raz, to byłby to zdecydowanie Donnie. Względnie Joey.

Wygląda to teraz tak (szczerze radzę nie słuchać, gdyż wrażenia estetyczne nieco tylko lepsze od wrażeń dostarczanych przez pornosa o pterodaktylach):



Kto tam się jeszcze kochał w NKOTB? Przyznawać się, kto i w kim!

9 lip 2009

Say "cheeeese"

Żeby nie było, że ja ciągle się przejmuję i martwię (gdyż albowiem wcale nie, kupiłam sobie nawet buty do biegania z różowymi ten-teges co mnie raduje bardzo i wielkim mnie napawa optymizmem perspektywa odnawiania balkonu, oraz piątek się zapowiada obiecująco, bo jednak dostanę materiał o swapach towarowych jes-jes-jes) to w związku z tym, że za oknem chwilowo słońce i że urlop niedługo - proszę bardzo, oto Britnej z konikiem. Czy to już jest camp czy jeszcze kicz?



Ale jeśli Kocica też zamknie bloga to się raczej wścieknę lub popadnę w przygnębiającą apatię. Apeluję zatem.

7 lip 2009

Ewakuacja - tylko gdzie jest szalupa?

Mam – przyznam się szczerze – pewien wstręt do wojujących ideowców. Ideowców wszelkich, katolickich, protestanckich, muzułmańskich, racjonalistycznych, ekologicznych i modowych. Ideowym jawnożercom mówię stanowcze „nie”.

Dziś mi w oko wpadł akurat pan, co wrzucił kamyczek do „mojego” ogródka stwierdzając, iż religia jest demoralizująca i tworzy podziały – bez religii podziałów by nie było. Otóż obawiam się, że jest to również stwierdzenie na granicy religijnej deklaracji „Wierzę, że gdyby nie religia, to by nie było podziałów”. Jednakże podziały są. Wystarczy się rozejrzeć. Żadna religia nie stała za faszyzmem, rasizmem, stalinizmem, nacjonalizmem. Podziały będą istnieć bez względu na religie, gdyż są kategorią, w jakiej postrzegamy świat. Czarny-biały, gruby-chudy, młody-stary, chory - zdrowy, bogaty – biedny, my - oni etc. Nie jestem znawczynią wszystkich religii świata, ale jeśli chodzi o chrześcijaństwo, to właśnie ono nawołuje do zniesienie tych podziałów – „Miłuj bliźniego swego” czyż nie?
A że Kościół ma na swoim koncie czyny jawnie zaprzeczające wyznawanej religii – ano ma.
Tyle, że to nie ma źródła w religii, a właśnie w zignorowaniu jej przykazań.

Tyleż przekonuje mnie stwierdzenie o demoralizującym wpływie religii co stwierdzenie o demoralizującym wpływie noża. Można zabić nożem, a zatem nóż jest źródłem zła. Jakby nie było noży, to by się ludzie nie zabijali? Doprawdy?

Otóż moje zdanie jest takie, że każdy z nas odpowiada za swoje czyny osobiście i każdy z nas szuka czasem wymówki, żeby się usprawiedliwić. Każdy pretekst i każda idea jest dobra, żeby sobie z niej zrobić przepustkę do folgowania swoich mrocznym instynktom. I od tego każdy ma rozum, żeby tego nie robić. Jedni znajdują oparcie w Bogu, inni sami w sobie, jeszcze inni w czym innym – i ok. Toteż ofensywa pod hasłem „usuńmy religie a dobro zapanuje na świecie” wydaje mi się raczej smutna. Smutna, bo jest zwykłym gonieniem w piętkę i szukaniem winnego jak zwykle poza człowiekiem, a nie w nim samym. Tak to my nigdzie nie dojdziemy nigdy.

Chyba, że myśląc „religia” mamy na myśli nie „wiara w jakiegoś Boga” ale „wiara że cokolwiek daje nam prawo do czucia się lepszymi niż inni i decydowaniu o życiu innych ludzi”. Ta wiara wcale nie płynie z jakiejkolwiek religii, ona płynie za każdym razem indywidualnie z czyjegoś mózgu.

6 lip 2009

Ewakuacja?

W związku z tym, czy grubi dręczą chudych, czy chudzi dręczą grubych, czy protestanci muszą się nawrócić na prawdziwą wiarę, czy Watykan jest Babilonem, czy męscy geje są lepsi od ciotek, czy Żydzi histeryzują na swoim punkcie, że Muzułmanie są nienormalnymi ludźmi, czy magistrzy są lepsi od nie-magistrów, czy chrześcijanie to debile, czy ateiści to niemoralne zwierzęta, czy ekolodzy to sataniści oraz czy pójdziemy wszyscy do nieba - nie mam do powiedzenia absolutnie nic. Mam do zacytowania. Wiesława Dymnego mam (swoją droga kto nie zna twórczości Wiesława Dymnego, niech się w te pędy zapozna, bo warto).


Na naszej wyspie
żyjemy wszyscy
Śliczni i czyści
Nagle do wyspy
Płynie nieczysty
Chrapie i sapie
On nas na pewno
Łajnem ochlapie
Wszystko nam wyje
Whisky wypije
Zła sytuacja!
A więc zarządzam:
EWAKUACJA!!!


I to jakby wszystko wyjaśnia.

***
Natomiast w kwestii pieczenia schabu z morelami i listkiem mięty moja rada jest taka, żeby rzeczonego schabu nie wyciągać z piekarnika w okularach. Bo nie widac schabu. G. widać.

Jak się dobrze sprzedać

Niniejszym ogłaszam, że Tomasz zmienił profil działalności i już niedługo jako Sykofanta będzie nas raczył wiedzą po adresem sykofanta.wordpess.com.

Ja profilu działalności nie zmieniam, ale że trochę Tomaszowi Sykofancie zazdroszczę, postanowiłam sobie przynajmniej odświeżyć rubryczkę „o mnie”. A przy tym zawsze chciałam zobaczyć, jak też się będę prezentować w moim ulubionym stylu autoprezentacji - wypisujemy wszystko, czym kiedykolwiek się zajmowaliśmy oraz wszystko, co nam się z samymi sobą kojarzy, plus okraszamy wszystkim, za co chcielibyśmy uchodzić. Wyglądałoby to imponująco i następująco:

Synafia z Poitiers – patronka gnuśnych. Filolożka klasyczna, miłośniczka historii, tropicielka antycznej inwektywy. Scenarzystka*, realizatorka**, dziennikarka, aktorka***, nauczycielka, instructional designer. Matka, żona, siostra, córka, wnuczka. Chrześcijanka, luteranka, Polka, Europejka, mieszkanka planety Ziemia. Kobieta, człowiek, homo sapiens, ssak. Erudytka, estetka, filomatka, filaretka, awionetka. Synafia, synidzeza i afereza. Etc.

* czterech scenariuszy
** dwóch filmów nigdy nie emitowanych w TV
*** jednego filmu 3,5 min.

2 lip 2009

Teatrzyk Radykalny Szparag przedstawia: Kreatywni przy pracy

Dramatis personae:
Synafia
Tomasz

Synafia: To może dajmy jakieś postaci historyczne, które mogłyby zawiązać spółkę?
Tomasz: To może Mahaut d’Artois i Katarzyna Medycejska niech prowadzą spółkę z o.o. sprzedającą trucizny.
Synafia: A może Caryca Katarzyna i Hun Attyla?
Tomasz: I co będą sprzedawać?
Synafia: Śmierć!


Tomasz: Mogą być jeszcze Tyberiusz i Heliogabal sprzedający perwersje.

Pucio pucio!

Ku radości własnej i nie tylko oraz ze specjalnymi pozdrowieniami dla pewnej Czytelniczki z Krakowa,

Danger! High voltage!