7 lip 2009

Ewakuacja - tylko gdzie jest szalupa?

Mam – przyznam się szczerze – pewien wstręt do wojujących ideowców. Ideowców wszelkich, katolickich, protestanckich, muzułmańskich, racjonalistycznych, ekologicznych i modowych. Ideowym jawnożercom mówię stanowcze „nie”.

Dziś mi w oko wpadł akurat pan, co wrzucił kamyczek do „mojego” ogródka stwierdzając, iż religia jest demoralizująca i tworzy podziały – bez religii podziałów by nie było. Otóż obawiam się, że jest to również stwierdzenie na granicy religijnej deklaracji „Wierzę, że gdyby nie religia, to by nie było podziałów”. Jednakże podziały są. Wystarczy się rozejrzeć. Żadna religia nie stała za faszyzmem, rasizmem, stalinizmem, nacjonalizmem. Podziały będą istnieć bez względu na religie, gdyż są kategorią, w jakiej postrzegamy świat. Czarny-biały, gruby-chudy, młody-stary, chory - zdrowy, bogaty – biedny, my - oni etc. Nie jestem znawczynią wszystkich religii świata, ale jeśli chodzi o chrześcijaństwo, to właśnie ono nawołuje do zniesienie tych podziałów – „Miłuj bliźniego swego” czyż nie?
A że Kościół ma na swoim koncie czyny jawnie zaprzeczające wyznawanej religii – ano ma.
Tyle, że to nie ma źródła w religii, a właśnie w zignorowaniu jej przykazań.

Tyleż przekonuje mnie stwierdzenie o demoralizującym wpływie religii co stwierdzenie o demoralizującym wpływie noża. Można zabić nożem, a zatem nóż jest źródłem zła. Jakby nie było noży, to by się ludzie nie zabijali? Doprawdy?

Otóż moje zdanie jest takie, że każdy z nas odpowiada za swoje czyny osobiście i każdy z nas szuka czasem wymówki, żeby się usprawiedliwić. Każdy pretekst i każda idea jest dobra, żeby sobie z niej zrobić przepustkę do folgowania swoich mrocznym instynktom. I od tego każdy ma rozum, żeby tego nie robić. Jedni znajdują oparcie w Bogu, inni sami w sobie, jeszcze inni w czym innym – i ok. Toteż ofensywa pod hasłem „usuńmy religie a dobro zapanuje na świecie” wydaje mi się raczej smutna. Smutna, bo jest zwykłym gonieniem w piętkę i szukaniem winnego jak zwykle poza człowiekiem, a nie w nim samym. Tak to my nigdzie nie dojdziemy nigdy.

Chyba, że myśląc „religia” mamy na myśli nie „wiara w jakiegoś Boga” ale „wiara że cokolwiek daje nam prawo do czucia się lepszymi niż inni i decydowaniu o życiu innych ludzi”. Ta wiara wcale nie płynie z jakiejkolwiek religii, ona płynie za każdym razem indywidualnie z czyjegoś mózgu.

13 komentarzy:

  1. Moja Droga,

    jak się zapewne domyślasz, w tej kwestii jestem zwolennkiem Diderota (do której to cudnej myśli dotarłem dzięki Ireni, której nalezy się szacunek za pobudzanie intelektualne innych i poszerzanie horyzontów), który powiedział niegdyś: "Jest bardzo ważne, by nie pomylić cykuty z pietruszką, ale kwestia wierzyć czy nie, naprawdę nie ma większego znaczenia".

    Masz zapewne rację, że podziały i w ogóle zło nie powstaje przez sam fakt istnienia religii, ale przez to, że człowiek doskonale potrafi wypaczyć każdą, nawet najszlachetniejszą ideę (a może przede wszystkim taką). Nie jest to cechą wszak wszystkich osób religijnych, a tylko fanatyków, którzy nie czynią właściwego użytku ze swojej głowy.

    Osobiście uważam, że religia nie powinna mieć wpływu na nasze życie. Nic chrześcijanom, Żydom, muzułmaną, buddystą czy innym ludziom wiary do tego, co robią niewierzący. Nic także niewierzącym do tego, co robią ludzie wiary. Oczywiście, że człowiek wierzący ma moralny i relijny obowiązek nawoływać do nawrócenia, ale nie ma już prawa oburzać się, że np. w poście ateiście urządzają imprezę - oni wszak nie są zobowiązani do zachowywania przepisów wyznania chrześcijańskiego. Odwrotnie - ateista nie ma na co oburzać się, gdy chrześcijanin ubolewa nad niską frekwencją w kościele i wyraża opinię, iż wolałby, aby więcej osób do kościoła chadzało - taka jest jego wiara i takie przekonania.

    Ja natomiast wolałbym przestać zastanawiać się nad tego typu, IMHO, wydumanymi problemami. Wolałbym, aby większość ludzi przestała się tym zajmować, a w szczególności politycy. Warto byłoby, śladem Diderota, zacząć rozważać sprawy bardziej istotne dla naszego wspólnego dobra i istnienia i np. więcej uwagi (i pieniędzy) poświęcić nauce.

    Dowiedziałem się dziś, że nasze zasoby fosforu wystarczą w najlepszym wypadku na najbliższe 90 lat. Tymczasem jest to pierwiastek gwarantujący wysoki poziom produkcji żywności, bez którego spotkamy się niebawem z kleską głodu. Ważne jest, aby usprawnić systemy odzyskiewania dóbr naturalnych i energii, a tymczasem nasze systemy kanalizacyjne są przestarzałe i zanieczyszczają ścieki - świetne naturalne źródło do odzyskiwania fosforu - m.in. ołowiem, co uniemożliwia ich wykorzystanie w rolnictwie. Stosowanie orkowej uprawy powoduje nadmierną erozję gleby, a brak wsparcia dla ekologicznych systemów pozyskiwania energii (w tym także - sic! - elektrowi atomowych) i stara, nieszczelna instalacja elektryczna powodują ogromne straty i zanieczyszczenie środowiska. Brak odpowiedniej infrastruktury w miastach uniemożliwia i zniechęca mieszkańców do stosowania alternatywnych form transportu typu rower lub riksza.

    Tegfo typu sprawy są dla mnie realnymi problemami, bo żadne podziały i żadna wojna religijna, ani też braterska miłość i spoglądanie ponad podziałami nie będą możliwe, jeśli zabraknie na jedzenia, wody zdatnej do picia, klimat nazbyt się ociepli, a dostawy energii zmaleją na skutek zbyt wysokich kosztów jej produkcji. Dlatego też dyskusje o tym, który bóg jest słusznym bogiem i czy w ogóle jest bogiem pozostawiam komu innemu. Ja pozwolę się sobie zająć bardziej nurtjącymi mnie problemami.

    PS. Te słowa kierują oczywiście nie tylko do czcigodnej Synafi, ktora wszak problemu nie robi, ale raczej do tych wszyskich, którzy z igły widły czynią, zamiast usiąść w swojej kuchni i posegregować odpady, zastanawiając się, czy i w jaki sposób sąc one utylizowane i recyklingowane.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam taki zestaw pytań obowiązkowych dla każdej dziewczyny, która poznaje chłopaka: "Jak masz na imię, czy masz dziewczynę, czy segregujesz śmieci?". Tych, co nie segregują, złośliwie wytykam. Co może dowodzi fanatyzmu, w zasadzie...

    OdpowiedzUsuń
  3. W związku z długością komantarza Sykofanty i z faktem, że u mnie działa efekt świeżości, a nie pierwszeństwa, zapomniałam wpaść w zachwyt nad cytatem: "Jest bardzo ważne, by nie pomylić cykuty z pietruszką, ale kwestia wierzyć czy nie, naprawdę nie ma większego znaczenia".
    Do-sko-na-łe, ot co.

    OdpowiedzUsuń
  4. Co do Diderota- zgadzam się, ze ze społecznego i politycznego punktu widzenia kwestia wierzyć czy nie nie ma znaczenia - znaczenie ma dobre prawo i jego przestrzeganie. Dlatego nie widzę sensu religii jako przedmiocie szkolnym czy w krzyżu w parlamencie. Takoż nie widzę sensu w zakazach noszenia krzyżyków przez pracowników (pomysł UK) czy wchodzenia do sklepu w Burce (pomysł francuski).

    Natomiast indywidualnie ma to znaczenie jak najbardziej. Sądzę, że dla ateistów ich niewiara jest kwestią istotną jako element światopoglądu. Natomiast dla osoby wierzącej kwestia "wierzyć czy nie" to już w ogóle jest i musi być sprawa pierwszorzędna.

    OdpowiedzUsuń
  5. za literówki przepraszam, ale Dziobalinda mi kompa wyrywa :P

    OdpowiedzUsuń
  6. Luco -> Rozumiem, że cytat Diderota podoba Ci się jako ladny konstrukt intelektualny. Bo chyba się z nim nie zgadzasz? W końcu jesteś chrześcijanką, więc domniemywam, że wiara w Boga jest Ci bliska i dostrzegasz jednak różnicę między tym, czy się wierzy, czy też nie?

    OdpowiedzUsuń
  7. ->Synafia: uważam, że wiara jest sprawą osobistą. To w zasadzie wszystko, co uważam na ten temat:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kolejny mechanizm stadny. Co ja poradzę na to, że widzę ludzi jako stada myszoskoczków (tak naprawdę pawianów, ale weźmy myszoskoczki dla zachowania urody przykładu). Obrzędy religijne jednoczą stado, dając jego członkom poczucie wspólnoty i przynależności. Członkowie stada mogą dzięki temu uświadomić sobie, ze oprócz swojej własnej siły posiadają siłę całego zjednoczonego stada. Przestają być wówczas pojedynczymi, małymi i bezbronnymi wobec wielkiego i strasznego świata zwierzątkami.

    Odróżnijmy tu wiarę od religii - mówiąc o religii mam na myśli tylko jej społeczny i zewnętrzny wymiar. Wiara i refleksja teologiczna to inna rzecz, często rozbieżna z radosną pogańską obrzędowością - vide choinka (zważmy na etymologie tej nazwy). Mam wrażenie, że mówiąc o zgubnym wpływie religii na coś tam, ludzie zwykle mają jednak na myśli religijną zewnętrzność, a nie dogmaty. Wszak nienawiść do Żydów, homoseksualistów i masonów do dogmatów większości wyznań chrześcijańskich nie należy.

    Problem pojawia się wówczas, gdy z przykazania "miłuj bliźniego swego" chrześcijanin wyprowadza nakaz "bij Żyda", bo przecież w przykazaniu nie było ani słowa, żeby Żydów nie bić, nie? Religia to tylko mały wentylek, jeden z licznych wentylków, za pośrednictwem których może ujść stadna ludzka agresja. Do wyrażania tej agresji przeciwko jednostkom zaburzającym spójność stada ludzie używają także symboli narodowych, haseł różnych organizacji czy argumentów związanych z orientacja seksualną. Obok religii zlikwidujmy zatem narody i państwa, wszelkie zrzeszenia, a także seks, a zamienimy się w potulne i mądre owieczki.

    Tomaszu, dziękuję i cieszę się, że ktoś nareszcie docenił mój wkład w rozwój kultury europejskiej.

    OdpowiedzUsuń
  9. Irena, ja również doceniam Twój wkład w rozwój kultury nie tylko europejskiej :D

    Ja jeszcze proponuję zlikwidować kolor skóry, wiek, tuszę i wszystko, co może uczynić jakąkolwiek różnicę. I zamieńmy nie nie tyle w owieczki, co w jedną, radosną, bezkształtną masę.

    OdpowiedzUsuń
  10. A podobno osoby religijne dłużej i zdrowiej żyją. Takie badania były. Że jak kto chodzi co tydzień do kościoła albo, dajmy na to, mantruje, to mu lepiej na ciele od tego.

    OdpowiedzUsuń
  11. Za innych nie mówię, ale mnie rzeczywiście lepiej ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ależ faszyzm był religią...;) Ateistyczną religią kultu jednostki, mającą licznych, wręcz fanatycznych wyznawców, który miał również własną "świętą" księgę "Mein Kampf".
    Odnosząc się do religii, to temat trudny i szeroki (zbyt szeroki, aby móc wszystko zmieścić w polu na komentarz). Jedna dygresja - wyznawcy równych religii często chcieliby, aby wyznawana przez nich religia była uznana za wyższą, a sami wyznawcy za lepszych - chętnie przeczytałabym artykuł na taki oto temat.

    OdpowiedzUsuń
  13. Amarant, moje zdanie na ten temat zawiera się w ostatnim akapicie postu. Irena w sowim komentarzu też całkiem zmyślnie się do tego odniosła :)

    OdpowiedzUsuń