29 lip 2012

Żarciki

- Och, jakie piękne dzieci! Postanowiłam, że tą małą to ja pani zabiorę! - rzekła radośnie obca starsza pani stając obok nas w alejce parkowej.
- Noooo, gdyby mi ją pani zabrała, to musiałabym panią zabić! - odrzekłam jeszcze radośniej.

Gdyż na głupawe żarciki nawet ja mam swój limit.

21 lip 2012

Gallia est omnis divisa...


Przypuściłam ułański atak na nową rzeczywistość.  Zaprzęgłam swe siły do wozu pancernego X-lander Jungle, osadziłam w nim Topika na stanowisku bojowym, wydałam komendy Dziobalindzie i ruszyłyśmy na podbój placu zabaw pod blokiem.  Pierwsza flanka – wychodzenie na dwór z dwójką dzieci – zdobyta! (Jeśli jednak od pchania wózka po podjeździe do klatki, podjeździe o nachyleniu prawie pionowym, będzie skutkować wypadaniem narządu rodnego czy jakiegokolwiek innego, prezes spółdzielni będzie musiał sam swoje narządy zjeść, aby mi zadośćuczynić). Druga flanka – odwiedziny z dwójką dzieci w Rossmanie i w piekarni, a nawet , o zgrozo!, w Biedronce – zdobyta!

Nie zawsze jednak toczymy walkę na otwartym polu, gdzie można działać wozem bojowym i szykiem typu falanga. W cięższych potyczkach partyzanckich potrzebna jest inna taktyka.  Nabyłam zatem chustę w kolorach maskujących (Amazonia?) i w sytuacjach skrajnych (Topik wyje, Dziobalinda jęczy/krzyczy/wyje, Synafia wyje wewnętrznie i zgrzyta zębami zewnętrznie) wiążemy Topika w chustę celem uspokojenia i łatwego transportowania, co znacznie usprawnia taktykę wojenną całego naszego batalionu (czy tam baonu). Tym sposobem flanka trzecia – granie w puzzle/domino/malowanie z Dziobalindą i Topikiem zawiniętą w chustę – zdobyta! Flanka czwarta – kąpanie Dziobalindy, czytanie książeczek i kładzenie spać Dziobalnidy z Topikiem w chuście/na rękach/przy piersi – zdobyta!

Same sukcesy, rzekłybyśmy. A jednak. Po 5 tygodniach kampanii dwójkowej tracę powoli me siły zbrojne i insze.  Już nie pląsam żwawo pod prysznic wieczorem, a raczej przeczołguję się niczym ciężko ranna.  Nerw coraz częściej mi puszcza, co skutkuje poważnymi błędami strategicznymi. Wolne oddziały mych myśli błąkają się gdzieś po obrzeżach, gdy karmię Topika o piątej nad ranem – „Czy pieluchy z Rossmanna są tańsze od Pampersów? Na kiedy zamówiłam dostawę z Tesco online? Czy dam rade pospać do 7:00? Czy karmię teraz z lewej piersi, czy z prawej? Czy kiedykolwiek wejdę w ciuchy sprzed ciąży?”
Czy to właśnie takie znużenie ciągłą walką kazało Cezarowi pisać te rozkoszne bajeczki o łosiach, co nie mają stawów, i dlatego poluje się na nie podcinając drzewa, o które się opierają śpiąc? (i jak się taki łoś przewróci oparłszy się o podcięte drzewo, to już nie wstanie, bo nie ma stawów, nieprawdaż, i wtedy my go haps! I gotowe). Bo ja ku takiemu stanowi zmierzam właśnie.

Niemniej nie podaję się łatwo. Gallia przede mną długa i szeroka, a ja mam zamiar zdobywać ją dalej.

4 lip 2012

Dziecka uczom

Ostatnio kilka razy Dziobalinda próbowała mi coś wyjaśnić używając sobie tylko właściwych skrótów myślowych. Nie byłam w stanie jej zrozumieć, więc dwa, trzy razy prosiłam o wyjaśnienie, mówiąc, że nie rozumiem. Za którymś razem zirytowana Dziobalinda zaczynała krzyczeć do mnie, jak do osoby głuchej. Na co ja odpowiadałam: Nie musisz krzyczeć, bo ja słyszę, tylko nie rozumiem. Spróbuj powiedzieć mi to innymi słowami.

Dopiero za trzecim razem dotarło do mnie, ile razy takiej rady powinnam udzielić sama sobie. Ile razy krzyczę w (bez)nadziei na to, że jeśli będę wystarczająco głośna, to on/ona zrozumie. A powinnam po prostu spróbować innych słów, innego języka.

Zastanawiam się, czy doszłabym do tego, gdyby nie Dziobalinda.

***

Z frontu: W czasie upału dziecka mają się kiepsko. Dziobalinda jeszcze daje radę, robię jej basen w wannie. Topik zaś ma problemy ze snem, a jak ze snem - to i z życiem jako takim (to po mamusi). Dość szybko z płaczu po polsku (na nutę smętną chopinowską) przechodzi w płacz po niemiecku (donerrweter niechże mi ktoś ulży w tej niedoli! schneller! schneller! SCHNELLEEEEEEEEEEEER!)
Poza tym jednak doznaję zmysłowej rozkoszy w okolicach północy patrząc, jak obie śpią, jedna duża, druga mała, a każda w tej samej pozycji na boczku i z rączkami złożonymi jak do pacierza. Bo moje som, a tak!

1 lip 2012

Przechodzień z przeszłości

Przypomniał mi się dziś nagle i wywołał falę radosnych wspomnień. Nie mogę się nim nie podzielić. Z dedykacją dla J.