30 gru 2013

"Bilet wizytowy z listą imponujących tytułów"

Z książki "Absurdy Polski międzywojennej":

SAMUEL WIGWICZ

WŁAŚCICIEL SKŁADU MIĘSNEGO
PREZES STOWARZYSZENIA WYRĘBYWACZY MIĘSA ZADZIEGO 
OPIEKUN SIEROT
CZŁONEK ZARZĄDU TOWARZYSTWA
" POŻYCZKI BEZPROCENTOWE NA PRADZE"
HONOROWY ZMYWACZ TRUPÓW
ZNAWCA BUDOWY FIZJOLOGICZNEJ WOŁÓW

("Dobry wieczór" 1929)

***
A w ogóle to bardzo tę książkę polecam nie tylko miłośnikom dwudziestolecia międzywojennego. Wszystkim zmęczonym ją polecam - zmęczonym czytaniem prasy i oglądaniem telewizji, zmęczonym wojnami na górze i sporami po bokach. Mi samej nie tylko radość, ale i dużą ulgę przynosi czytanie jej, gdyż uświadamia mi, jak niewiele w istocie się zmienia. Jak liczne spory toczymy już od tamtych czasów. Jak dużo kwestii to po prostu nasza ludzka natura, której przeskoczyć nie sposób, więc trzeba się z nią pogodzić i działać w jej ramach najlepiej, jak się da. I że naprawdę, nie dzieje się nic (i nie stanie się nic aż do końca?).

No, polecam po prostu :)


24 gru 2013

Dziateczki, dziateczki...

W luterskim domu Święta Bożego Narodzenia będą wyglądać podobnie, jak we wszystkich innych domach. Choinka jest. Wieniec adwentowy (luterski wynalazek) jest. Pierniki, Dziobalindy rączkami pięknie ozdobione, są. Bigos (jeden z głównych sprawców mych świątecznych uniesień) jest. Ryby i zupa grzybowa. Ciasta i mandarynki. I prezenty też. Wszystko podobnie jak u Was :)

Co może inne, to że w ostatnią niedzielę Dziobalinda wraz z innymi dziećmi występowała w kościele podczas nabożeństwa, śpiewając kolędy w anielskim przebraniu. A potem, po nabożeństwie, do kościoła przyszedł św. Mikołaj i rozdawał dzieciom prezenty. Dziobalinda była zachwycona, Giganna za to raczej przerażona. My zaś rozradowani.

I ja radości chcę Wam Wszystkim życzyć dzisiaj. Radości na przekór wszystkiemu. Radości płynącej z nadziei i wiary w to, że nic nigdy nie jest stracone. Że ktoś nas kocha i dobra naszego pragnie. Dla mnie tym Kimś jest Bóg. Ale bez względu na to, w co i jak wierzycie, czy może nie wierzycie w nic - tego właśnie poczucia, poczucia miłość i sensu, wszystkim Wam życzę nie tylko na Święta Bożego Narodzenia. Bo rodzimy się codzienne od nowa. 

Wesołych Świąt! Wszystkiego dobrego! I mocy Bożych błogosławieństw!


                                                                                                                                                                                                       Lorenzo Monaco, 1409 r.

Zostawiam Wam luterską kolędę, bo coś mi mówi, że mało kto zna luterskie kolędy :)



16 gru 2013

Twórczość Dziobacza

Zdolne mam dziecka, nie powiem.

Giganna ułożyła już swoją pierwszą piosenkę. Piosenka składa się z dwóch tonów i opowiada o jabłkach. Jej treść brzmi następująco:
- Apa, apa!
(czyt. jabłka, jabłka!)

Dziobalinda za to zadała mi zagadkę, która (trawestując mego pupilka Spike'a) skurczyła mi mózg do wielkości rodzynki. Zagadka brzmi następująco:
To zaczyna się na literę P. Jest długie. Kiedy się kończy, to już tego nie ma. Może być różnokolorowe, a może tez być w tylko jednym kolorze.

Czy ktoś zgadnie, co to jest?

Ja nie zgadłam :)

11 gru 2013

Bez lukru dla Mikołajka - już po raz trzeci!

Kochane i Kochani! Wszyscy, którzy tu do mego ogródka zaglądacie częściej lub rzadziej, lub tylko na chwilę, przejazdem, zdążając w inne rewiry Internetu.

Chcę Wam opowiedzieć o czymś, o czym zapewne już wiecie sami. Gdyż albowiem Macierzyństwo bez lukru to jest projekt, który sam dla siebie najlepszą jest rekomendacją i swoim własnym światłem jasno świeci. Jeśli jednak tak się składa, że o nim nie wiecie, to spieszę wyjaśnić, iż jest to akcja charytatywna prowadzona dla Mikołajka, chorującego na rdzeniowy zanik mięśni (SMA I). W ramach tej akcji blogujące matki, nie pobierając honorariów, wydały już dwa zbiory tekstów - o macierzyństwie, takim niepolukrowanym właśnie, bo osłodą w jego cierpkiej często rzeczywistości jest miłość po prostu i żadnych dodatkowych słodzików już nie trzeba.

Dziś chcę Wam powiedzieć, że oto ukazał się trzeci tom „Macierzyństwo bez lukru - co powie tata”. W tym tomie wspólnym głosem przemawiają matki i ojcowie. Jest to zatem rodzicielstwo bez lukru, widziane oczami autorów rozmaitych, których łączy nie tylko bycie rodzicem, ale także inspirująca i oko ciesząca zażyłość z słowem.



Książka, wydana przez wydawnictwo RW20102,  jest już do kupienia tutaj. Kupując ją, wspomożecie Mikołajka, a i sobie dostarczycie ciekawej i satysfakcjonującej, mam nadzieję, lektury.

Jest mi też niezmiernie miło - i wcale nie będę udawać, że skromnie, bo nieprawda, bo bardzo jestem dumna z tego - dodać, że wśród znakomitych tekstów matek i ojców w „Macierzyństwie bez lukru 3” znalazł się też tekst mojego, mniej znakomitego, ale pełnego emocji autorstwa.

No to co, nie będę więcej zapraszać, tylko idziemy wszyscy kupować, tak? :)

4 gru 2013

O stawaniu się

Skończyłam czytać biografię Ryszarda Kapuścińskiego pióra Artura Domosławskiego „Kapuściński non-fiction”. Wiele mogłabym o tej książce napisać. Wiele bowiem sznureczków we mnie pociągnęła. I wiem też, że wiele wzbudziła kontrowersji. Gwoli recenzji napiszę jednak tylko tyle, że warto tę książkę przeczytać. Nie tylko dla bohatera, którego życiorys próbuje prześledzić, ale też dla pytań, które stawia - pytań i o kształt dziennikarstwa, i o życiowe wybory, i o kształty rzeczywistości, w które każdy z nas ją ubiera. No i też dużo historycznych i politycznych smaczków się w tej książce znajduje. Moim zdaniem naprawdę dobrze jest tę książkę przeczytać.

Ale co mnie skłoniło dziś do pisania, to jedna refleksja, która mi się przy lekturze nasunęła. Refleksja o tym, jak różnie jeden człowiek jest postrzegany przez innych ludzi. Bo oczywiście tak, każdy z nas patrzy przez pryzmat samego siebie i każdy z nas trochę inaczej widzi. Ale myślę sobie, że jest w tym coś więcej. Myślę, że i człowiek w każdej relacji staje się trochę kimś innym. Że nie mamy - my ludzie, ja Synafia - jednej monolitycznej osobowości, ale że w spotkaniu z każdym konkretnym człowiekiem budujemy swoją osobowość trochę inaczej, w trochę odmiennych odcieniach. I te wszystkie odcienie składają się na nasze „ja” w oczach innych i w naszych własnych oczach, czasem uzupełniając się harmonijnie, a czasem kontrastując. Niekoniecznie musi być tak, że jedna osoba widzi mnie „dobrze”, a druga „krzywo”. Może być też tak, że w spotkaniu z jedną osobą staję się trochę innym człowiekiem, a w spotkaniu z drugą - innym.  Za każdym razem wchodzę przecież w reakcję z osobowościami innych ludzi.

I dlatego tak niezmiernie ważne jest to, co sobie nawzajem - my ludzie, ja Synafia - chcemy ofiarować. Bo można być z innymi w taki sposób, że się obie strony trochę lepszymi ludźmi stają, a można i tak, że się stają ludźmi trochę gorszymi. Im więcej dobrych ludzi wokół nas, tym łatwiej nam wydobywać swój dobry potencjał. Im więcej ludzi ciągnie nas w dół, tym trudniej. Nie jest to nic nowego, a jednak dotknęła mnie mocno myśl, że to nie ja sama siebie stwarzam codziennie - to wielu dobrych ludzi pomaga mi stwarzać mnie samą, pomaga mi szukać w sobie tego, co dobre. I tym wszystkim ludziom bardzo jestem wdzięczna i dziękuję im bardzo.

Podziękowania składałam tu liczne - a jednak mam wrażenie, że nie wszystkim, którym powinnam.  Dlatego teraz chcę podziękować bardzo tym, których chyba do te pory nie wymieniałam. Mojemu Mężowi i Córkom. Mojej Mamie, Mojemu Tacie, Mojej Siostrze. Babciom, Dziadkom i Cioci.

I chciałam też podziękować kilku kobietom, którym też nie dziękowałam do tej pory, a wiele, wiele dobrego im zawdzięczam. Bo przyjęły mnie kiedyś do swojego grona, choć tak na pierwszy rzut oka nie pasowałam wcale. I otoczyły mnie wsparciem i dobrym słowem, a także czynem, gdy tego potrzebowałam. I także one sprawiają, że chcę być lepszym człowiekiem. Dziękuję więc Mader, Pawlince, Nati, Kazi, Matce Założycielce, Kasi, Mamieróży, Aniołowi Stróżowi, Sion, Ismie.

I wszystkim tym, którym już tutaj dziękowałam - raz jeszcze dziękuję. Za wspólne bycie i wspólne stawanie się :)