28 wrz 2009

Mózg Siergieja Pietrowicza

Czasem się zdarzy znaleźć ciuch piękny i idealnie do nas pasujący - gdy się to zdarza częściej, to można zostać szafiarzem, jak Sykofanta. Ja szafiarką nie będę, ale też znajduję czasem takie perełki idealnie pasujące do mnie. Jak ta:

„Mózg Siergieja Pietrowicza znajdował się na tej krawędzi, która dzieli mądrość od głupoty, i obie strony były stąd dobrze widoczne: można tu medytować nad szlachetną wzniosłością potężnego intelektu i rozumieć, jakim szczęściem obdarza on swego posiadacza, jak również dostrzegać żałosną przyziemność zadowolonej z siebie głupoty, szczęśliwej i niedosiężnej za grubymi murami mózgownicy niby w warownej twierdzy”

Leonid Andrejew, „Opowiadanie o Siergieju Pietrowiczu”, z tomu „Śmierć Gulliwera”


Mój mózg przebywa dokładnie w tym samym miejscu, co mózg Siergieja Pietrowicza.

23 wrz 2009

Życie seksualne dzikich odc.2

Jak donoszą niezawodne źródła informacji – liczne blogi i fora internetowe – w krainie dzikich pojawił się ostatnio nowy, niebezpieczny drapieżnik. Istota ta sieje popłoch i spustoszenie, o czym świadczą burzliwe dyskusje, kończące się regularnie wizytami na izbie przyjęć pobliskich szpitali celem zszycia popękanych żyłek na czole.

A imię tej niebezpiecznej istoty jest Matka Polka.

Wiedzę na temat Matki Polki czerpiemy głownie od MO (Matek Oświeconych) oraz od ochotników działających w czynie społecznym. Dzięki ich relacjom możemy odmalować dość wierny portret tej drapieżnej samicy.

Matka Polka na pierwszy rzut oka wygląda niepozornie. Sygnałem ostrzegawczym dla potencjalnego przechodnia jest dziecko, bez którego nie rusza się ona nigdy i nigdzie* .
Matka Polka zamiast mózgu posiada budyń względnie krochmal. Czyni ją to całkowicie niezdolną nie tylko do życia intelektualnego, lecz także społecznego. Notorycznie napada ona znajomych i nieznajomych zmuszając ich, aby zachwycali się jej potomstwem. Brak zachwytu powoduje napady rozpaczy lub ataki agresji.
Z powodu swej indolencji umysłowej, Matka Polka jest zmuszona korzystać z porad innych, względnie z poradników (w przeciwieństwie do Matek Oświeconych, które posiadają wrodzoną wiedzę o pielęgnacji niemowląt i wychowaniu dzieci). Wiedzą nabytą w ten sposób raczy dzielić się z innymi Matkami Polkami, psując w ten sposób atmosferę bardziej, niż gdyby puściła brzydkiego bąka.
Psucie atmosfery jest głównym zajęciem Matki Polki. Pojawia się ona wraz z potomstwem w każdym świętym przybytku dzikich**, aby udręczać normalnych ludzi (Matki Polki żywią się praną i odziewają się w cnotę, nie mają zatem potrzeby wychodzenia z domu – robią to z czystej złośliwości). W celu udręczania Matka Polka stosuje następujące techniki:
-tratowanie przechodniów wózkiem,
-domaganie się niezasłużonej pomocy (UWAGA: zwyczaj pomagania innym jest zapewne atawistyczną pozostałością z czasów ciemnogrodu. Obecnie każde dziecko wie, że pomoc należy się tylko tym, za których jest się bezpośrednio odpowiedzialnym. Nie pomagamy więc matkom wnosić wózków do tramwaju, gdyż to nie my je zapładnialiśmy. Z tej samej przyczyny nie ustępujemy miejsca kobietom w ciąży. Nie ustępujemy także miejsca osobom starszym, gdyż nie my uczyniliśmy je starymi. Nie pomagamy osobie o kulach, chyba że wcześniej osobiście połamaliśmy jej nogi etc.),
-przyprowadzanie dzieci o 22.00 do romantycznej knajpki dla zakochanych celem zjedzenia familijnej wieczerzy,
-obnażanie się w miejscach publicznych (Matka Polka karmi piersią publicznie uprzednio rozebrawszy się do naga),
-przewijanie dziecka na ladzie sklepu lub na barze pubu i inne.
Matka Polka prezentuje przy tym cały zestaw antyspołecznych postaw:
-karmi piersią (jak kretynka) lub butelką (jak egoistyczna suka),
-zostaje w domu (bo jest kretynką) lub wraca do pracy (bo jest egoistyczną suką),
-szczyci się z bycia Matką Polką (gdyż jest kretynką) lub udaje, ze nią nie jest (gdyż jest podstępną, egoistyczną suką).

Przedziwne to stworzenie zaintrygowało Redakcję do tego stopnia, że zdecydowaliśmy się wysłać specjalną ekspedycję z misją upolowania jednego egzemplarza. Niestety, mimo licznych odwiedzin w piaskownicach, przychodniach, centrach handlowych, romantycznych knajpkach oraz domach babć, dziadków, cioć i wujków, nigdzie nie napotkaliśmy prawdziwej Matki Polki. W większości przypadków spotykaliśmy zupełnie normalne kobiety, które starają się jak mogą być dobrymi matkami i nie zwariować. I przy tym jak każdy (dziki) człowiek popełniają czasem błędy i gafy. I tyle.

Na otarcie łez pozostaje nam wykonana na podstawie doniesień blogowo-forumowych rekonstrukcja wizerunku Matki Polki, autorstwa znanej artystki afroamerykańskiej:


_________________________

*Naukowcy już pracują nad udowodnieniem tezy, że Matki Polki przyszywają sobie dzieci lub przytwierdzają na stałe za pomocą kleju do terakoty, por. Lachmann „Fenomen Matki Polki” Dallas 2008
**Święty przybytek dzikich – miejsce, w którym dziki powinien mieć zagwarantowany całkowity spokój, ciszę i wygodę, np. metro, centrum handlowe, klatka schodowa etc. Por Wielka Encyklopedia Dzikich, Lepizig 1876

18 wrz 2009

Występy gościnne: Sykofanta


"Weronika postanawia umrzeć"


Od pop-gotyckiej nastolatki do prawdziwej markizy de Merteuil

Sarę Michelle Gellar pamiętam głównie jako pogromczynię wampirów oraz Kathryn Merteuil ze „Szkoły uwodzenia”, postać wzorowaną na markizie de Merteuil z „Niebezpiecznych związków”. Obydwie te postacie były pop-gotyckimi nastolatkami, tworami kultury, która nie pozostawia miejsca na refleksję... Sarah Michelle Gellar pasowała jako ich odtwórczyni - zupełnie przeciętnej urody, blond włosa, o zgrabnej sylwetce. Jednak dało się zauważyć, że Buffy i Kathryn to postaci zupełnie różne, co wskazywało, że ich odtwórczyni nie jest pozbawiona pewnej dozy talentu aktorskiego. Czas z kolei pokazał, że Sarah Michelle Gellar należy do tej kategorii ludzi, którzy z upływem lat tylko zyskują.

Plakat wchodzącej na ekrany 2 października ekranizacji powieści Paulo Coelho „Weronika postanawia umrzeć” poraził mnie. Sarah Michelle Gellar wygląda pięknie. Sama jej twarz ujawnia, że właśnie teraz z powodzeniem mogłaby zagrać prawdziwą markizę de Merteuil, godnie, acz w zupełnie innym stylu, zastępując w tej roli niezapomnianą Glenn Close. Szlachetne rysy i kryjące się pod nimi życie, dylematy i problemy nadają jej głębi i prawdziwego, oryginalnego piękna.

Zastanawiam się, dlaczego w takim razie aktorka postanowiła zagrać niedojrzałą emocjonalnie, chorą z urojenia postać Weroniki. Autor powieści, Paulo Coelho, mówi nam z plakatu, że zawsze tak wyobrażał sobie tę postać. Cieszę się jego szczęściem. Ja niestety wyobrażałem sobie ją zupełnie inaczej.

„Weronika postanawia umrzeć” była drugą po „Piątej górze” książką Paulo Coelho, po którą sięgnąłem. Starałem się do niej podejść z pozytywnym nastawieniem, bo po „Piątej górze” opowiadającej historię proroka Eliasza, która została ujęta w trafnych 4 zdaniach, a w książce rozwleczona i spłycona do niemożliwości, moje zdanie o pisarstwie Coelho nie było najlepsze. Dodatkowo napotkałem trudność w postaci recenzji „Weroniki”, której autor pisał, że nie dziwi się, iż bohaterka tak kiepskiej powieści postanowiła się zabić. Grunt był więc trudny, ale ja wtedy byłem w liceum i miałem dość zapału i energii, aby nawet w tak trudnym terenie sobie poradzić. Jakież było moje zaskoczenie, gdy odkryłem, że poradzić sobie nie mogę. Dotarłszy do połowy powieści, nie byłem w stanie dalej brnąć w infantylizm przemyśleń głównej bohaterki, w jej urojony świat nieszczęścia, w jej idiotyczne opowieści o życiu. Stąd moje wyobrażenie Weroniki to raczej zdziecinniała, rozmarzona, lekko autystyczna dziewczyna o właściwie zerowym życiu psychicznym, gdyż wszystkie jej zwierzenia to tylko próby ślizgania się po powierzchni prawdziwych problemów, jakie może stawiać przed nami życie. Weronika jest postacią, która nic nie znaczy, jest tylko zbiorem pustych haseł. Jak wygląda taka osoba, jakie cechy fizyczne posiada? Nie posiada żadnych, jej opis jest niemożliwy, gdyż ona w ogóle nie istnieje. Jest tylko cieniem, urojeniem ułomnego talentu pisarskiego autora.

Jak więc doszło do tego, że 31-letnia Sarah Michelle Gellar, osoba w pełni gotowa do tego, aby stać się bohaterką Almodovara, gra rolę kukły o nieprzekonującym życiu wewnętrznym? Myślę, że pytanie to pokazuje tylko moją naiwność i niezdolność do uczenia się. Oczekiwałbym bowiem, że amerykańska aktorka obsadzona w amerykańskiej produkcji może zagrać coś więcej niż tylko wielkie nic.

Sykofanta

14 wrz 2009

A Ona śpiewa ubrana!

Nie dość, że ubrana, to jeszcze dobrze śpiewa. I to jest zupełnie świeże nagranie, z początku roku.
Lejdis end dżentelmen, oto Sorry Boys - wszyscy w ubraniu, a Iza Komoszyńska przy tym w fajnych butach ;)

12 wrz 2009

You can leave your clothes on. Please do.

Whitney Houston wraca! Muzycznie mi to ryba, ale cieszę się, że się wygrzebała z tego, z czego się miała wygrzebać. Przy okazji przypomniał mi się jeden kawałek w jej wykonaniu, który mi zawsze humor poprawiał - cover Chaki Khan „I’m every woman”. Oto i on:




Bardzo sobie cenię lata 90. w muzyce. Nie tylko dlatego, że byłam wtedy pierwszej młodości, i przeżywałam intensywnie wielce każde muzyczne odkrycie (choć przyznam, że pierwsze zetknięcie z „Ten” Pearl Jam wywróciło mnie na lewą stronę, a właściwie na prawą, bo chyba wcześniej byłam na lewej). Powodów jest kilka, a jeden z nich taki, że wtedy kobiety śpiewały UBRANE. Tak sobie oglądam z nostalgią i patrzę na Whitney, na Sophie B.Hawkins, na Anouk, na Edie Brikell, na wszystkie te fajne laski, które wychodziły i śpiewały, a nie podawały się w kieliszkach szampana, nie wiły po podłodze spowite li tylko w złotą lamę, nie kręciły się na rurze, nie pływały nago w basenie i nie tarzały się w smarze. One śpiewały po prostu i to dobrze śpiewały zazwyczaj. I o to chodziło - żeby śpiewać, a nie żeby się zaserwować na tacy niczym soczysty, pięknie udekorowany kawałek mięcha. Gdyż czego nie cierpię, to kiedy kobieta sama się sprowadza do roli rozkładówki w Playboyu - „masz i patrz, bo i tak wiem, że jedyne co mam do zaoferowania/co chcesz ode mnie dostać, to ładne cycki”. Z tego powodu mam organiczny wstręt m.in. do Beyonce, która na mój gust powinna się zacząć seryjnie sprzedawać obłożona w dwie bułki i polana ketchupem. Mimo, iż głos ma niezły. (No i ma jeszcze tę przykrą wadę, że kradnie cudze utwory. Ale jak mawiał poeta Liroy „ nie o tym była mowa”).

Pragnę zatem przypomnieć młodzieży, iż bywały kiedyś takie czasy, że panie śpiewały przy pomocy strun głosowych, a nie gruczołów mlecznych. I to były dobre czasy.

10 wrz 2009

Przystanek Alaska

Zrobić dziecko jest bardzo przyjemnie.
Urodzić dziecko jest bardzo boleśnie.
Wychować dziecko jest bardzo przyjemnie i bardzo boleśnie i bardzo, bardzo trudno.

Bo żeby wychować dziecko, trzeba najpierw wychować siebie.
Jeżeli chciałabym, żeby moje dziecko coś umiało, muszę sama to umieć. Jeśli chciałabym, żeby ceniło jakieś zasady i wartości, muszę sama je cenić. Jeżeli chciałabym, żeby postępowało słusznie, muszę sama tak postępować. A ono ostatecznie i tak wybierze własną drogę i będzie mieć do tego prawo. Ja ze swojej strony chcę po prostu wyposażyć je w to, co uważam za najcenniejsze.
Wychowywanie samej siebie idzie mi - przyznam - opornie. Trzeba sobie zrobić w głowie przewrót kopernikański i zacząć od początku, z pełną uczciwością wobec samej siebie i bez żadnej taryfy ulgowej. Pierwsze, co musiałam sobie uświadomić, to ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Bo od teraz przez najbliższe lata to my (rodzice) jesteśmy odpowiedzialni za nasze dziecko i to od nas ono się będzie uczyć. I to jest świadomość, która w pierwszym momencie nieco przygniata. W drugim zaś - zaczyna sprawiać, że perspektywa się poszerza.

Są pewnie ludzie, którzy to wiedzą od zawsze. Ale do mnie dopiero teraz z całą jasnością zaczęły docierać pewne sprawy.
Że to, co mówimy i robimy, nie tylko świadczy o nas samych, ale ma też wpływ na innych ludzi.
Że słowo naprawdę jest trwalsze od spiżu, a bywa też cięższe od pięści i skuteczniejsze od trucizny.
Że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.
Że każda decyzja, każdy czyn i każde słowo, zwłaszcza te nieprzemyślane, mogą mieć realne i nieprzewidziane konsekwencje.

I tak oto byt nieznośnie lekki zamienia się w upierdliwie przyziemny i żmudny. Gdzie trzeba sobie samej nieustannie patrzeć na ręce. Chałupy gudbaj, Alaska łelkamtu.

Lecz okazuje się, że na Alasce powietrze mi służy! W Chałupach w sumie, to po tygodniu zdycham zawsze z nudów.

I nie żałuję ani jednej chwili na tej Alasce, i cierpliwie znoszę przytyki, że grubo wyglądam w zimowych ciuchach i że ta Alaska to kraniec świata, gdzie żadna oświecona dusza nogi nie postawi. A ja właśnie na Alaskę serdecznie zapraszam. Wcale nie trzeba mieć dzieci, żeby przyjechać.

Bo każdy szalet jest pełen zalet

W kibelku u jednej mojej cioci leżały zawsze krzyżówki.
W kibelku w moim domu rodzinnym leżały kolorowe magazyny.
W kibelku u Tomasza leżą Polityki i Wyborcze.
U mnie w kibelku leży Zwierciadło i Wiedza i Życie.
Mój znajomy P. kiedyś się odgrażał, że będzie w kibelku czytał „Paideię” Jaegrea.

A co Wy czytacie w kibelku?

5 wrz 2009

I want money! (dialog blogowo-blogowy)

Irena niesiona falą bezinteresownej antypatii do Reni Jusis zapytuje, czy nie ma lepszych tematów na piosenki niż nieszczęśliwa miłość. I tu muszę się z nią zgodzić, że oczywiście taki temat jest - temat rzeka, temat perpetuum mobile, temat nieskończoność - mianowicie PIENIĄDZE.

A zatem specjalnie dla Ireny jeden z moich ulubionych kawałków - The Flying Lizards „Money”!

Życie seksualne dzikich odc.1

No dobra, nie będzie o życiu seksualnym. Ta życie seksualne to dla skandalu, przyciągnięcia uwagi i dla zasugerowania, że niby czytałam Malinowskiego. Nie czytałam jednak, choć w domu rodzinnym stał prawie cały komplet. Prawie cały - bez „Życia seksualnego dzikich” oczywiście.

Ale o dzikich to będzie. O dzikich w miejskiej dżungli polujących na rzadką dziką zwierzynę, czyli na metro.

Każdy profesjonalny dziki wie, że złapać metro to bardzo trudna sztuka. Dziki wstaje więc rano w nastroju bojowym, pełen kipiącej i pieniącej się w czaszce adrenaliny. Po krótkim treningu asertywności, krav magi i groźnego pohukiwania przed lustrem, dziki wyrusza z domu na polowanie.

Drogę w kierunku siedliska metra pokonuje krokiem żwawym, lecz czujnie, penetrując wzrokiem okolicę. Pozornie obojętny, zauważa wokół siebie innych dzikich, którzy wyruszyli na polowanie w tym samym celu co on - wydrzeć łup pozostałym i uzyskać laur zwycięzcy.

Oto jednak siedlisko metra. Dziki zwiększa czujność, napina mięśnie i rusza do ataku. W zależności od typu siedliska, dziki może obrać dwie strategie. Jeśli siedlisko wyposażone jest w schody ruchome, można przypuścić atak frontalny, tzw. furiacki - schodami ruchomymi należy rzucić się desperacko biegiem krzycząc „Z drogi! Mnie się spieszy bardziej niż innym!”. Jeśli schodów ruchomym brak, obiera się technikę „na podkop”. Korzysta się mianowicie z windy. Cel osiąga się nieco wolniej, ale za to uzyskuje się więcej punktów, jeśli uda się skutecznie zablokować windę komuś, kto podróżuje wózkiem (inwalidzkim lub dziecięcym - punktacja ta sama).

Cel pierwszy osiągnięty - dziki dotarł na peron. Tu korzystając z przerwy taktycznej (metro bowiem jeździ bardzo rzadko, dlatego właśnie szybkie dotarcie na peron jest tak ważne!) może przygotować się do kolejnego starcia - wejścia do metra.

Aby wejść do metra należy posiadać broń oraz odpowiednie umiejętności taktyczne. Jako broń dziki wykorzystuje nogi, łokcie, torby, plecaki etc. Taktyka polega na tym, by jak najwcześniej wsiąść do metra - najlepiej zanim ktokolwiek z niego wysiądzie. Dziki wie bowiem doskonale, że nie idzie tylko o to, aby znaleźć się w metrze jako pierwszy, ale także o to, by otrzeć się i wymiętosić z jak największą liczbą wychodzących. Im więcej wyfroterowanych sąsiadów, tym więcej punktów. Dodatkowe punkty można uzyskać, gdy uda się wychodzącą matkę z wózkiem wepchnąć na powrót do środka tak, iż wózek z dzieckiem zostaje na peronie, a matka uwięziona w metrze jedzie dalej (do tej pory odnotowano jedną taką brawurową akcję!).

Gdy już dziki wymiętosiwszy wszystkich wychodzących oraz srodze poturbowawszy wchodzących osiągnie wnętrze metra, ma kolejną przerwę, by odzyskać spokój i stan skupienia (metro bowiem jeździ bardzo wolno, dlatego właśnie szybkie znalezienie się w metrze jest tak ważne). Nie jest to jeszcze koniec polowania. Wygra ten, kto najszybciej wydostanie się metra!

Gdy zatem dziki wyczuje, że jego stacja docelowa się zbliża, zrywa się i za pomocą techniki łokieć/torba przedostaje się jak najbliżej drzwi. Jeśli bliżej drzwi znajdują się inni dzicy, należy zastosować technikę zastraszania, polegająca na cmokaniu, przebieraniu nogami, dyszeniu w karki i natarczywych pytaniach „czy pani teraz wysiada?”. Gdy metro stanie, a drzwi się otworzą, dziki z refleksem jaguara rozpycha na boki stojących przed nim pasażerów, ze zwinnością pantery daje susa na peron, a następnie rączo niczym gazela wbiega po schodach ruchomych, roztrącając po drodze mniej rozwinięte plemiona, które na schodach ruchomym stoją, zamiast iść. Wybiegając z metra jako pierwszy, dziki otrzymuje wstęgę zwycięzcy, puchar przechodni oraz 10 punktów do walki wręcz i taktyki. Kolejne polowanie już za 8 godzin!

( A mnie dziś w metrze młodzieniec obleczony w dres przepuścił w przejściu! W skutek czego przez cały dzień czułam się nierzeczywiście i dostałam rozstroju żołądka. Do tej pory nie wiem, czy to wszystko było naprawdę).

1 wrz 2009

Oto niespodziewanie...

Reni Jusis, która naprawdę mi się podoba:



(za z d. rozmiar tego okienka winię jutuba. ja zrobiłam co w mej mocy - z widocznym efektem)