26 lut 2010

Maternity

No dobra, przyznaję się, właściwie to lubię być stara. W ramach mych starczych wieczornych rozrywek znalazłam bowiem to:



Charles Maurin, Maternity, 1893

Jakoś mocno porusza mnie ten obraz. Im więcej na niego patrzę, tym bardziej.

22 lut 2010

"Szanowna Redakcjo, po czym poznam…

… że jestem już stara?

Bo nie wiem, czy już jestem stara, czy jeszcze może nie. Bardzo proszę o szybką odpowiedź, gdyż wybieram się na zakupy i nie wiem, czy mam sobie kupić szpilki i seksowną bieliznę, czy dziurkowane laczki i pończoszki-antygwałty.

Z poważeniem,

Synafia”


„Szanowna Pani Synafio,

Wedle najnowszych badań amerykańskich naukowców należy uznać się za starą, jeżeli spełnia się więcej niż jeden z powyższych warunków:
- przyodziewa pani stroje z najnowszych kolekcji prêt-á-porter czyli w mowie ojczystej co-jest--czyste-i-nie-za-mocno-pogniecione-spóźnię-się-cholera-dupa
- docenia pani rolę kultury i sztuki czyli sobotni wieczór miast w klubie spędza pani słuchając Vivaldiego i oglądając album z malarstwem nurtu symbolizmu, przy której to czynności zasypia pani po 10 minutach
- dostrzega pani, jak wielka radość życia kryje się w jego najmniejszych przejawach, czyli cieszy się pani, że udało jej się dostać miejsce siedzące w metrze i zdrzemnąć się w końcu 15 minut
- obcuje pani codziennie z dziełami Rubensa, a mianowicie zawsze podczas porannych i wieczornych ablucji
- gustuje pani w rozkoszach podniebienia, czyli miast wypić trzy butelki wina Sofia na ławce w parku wypija pani kieliszek koniaku do kawy i osiąga pani taki sam efekt

Ponieważ spełnia pani wszystkie te warunki, radzimy stanowczo – antygwałty. Cieliste. Za kolanko.

Z poważaniem,

Redakcja”

11 lut 2010

Konkurs bez nagród

Dla czystej satysfakcji. Proszę, kto zgadnie, co to jest/są:
chololok
chochodut
lololoko
ciboki
tetoton
matoton
lomotywa
ukulator
kopeten


© by Synafia

9 lut 2010

Katalog wodzów rzymskich czyli pozdrowienia z przeszłości

W Świętej Xiędze Parchów napisano:

Gdy cesarz rzymski Walerian, pogromca ludów barbarzyńskich i wszelkich stworzeń zamieszkujących lądy, morza, międzymorza i inne zakamarki, pokonawszy myszy, co zjadły Popiela, wszy, co zjadły Diogenesa, i robaki, co zjadły Maxymiana, wyruszył na wojnę ze Świętym Ludem Parchów, na którą powiódł ze sobą następujących wodzów rzymskich i przesławne ich oddziały:
- Lucjusz Korneliusz Sulla poprowadził 3 legiony i 42 kohorty konnicy dla cesarza Waleriana na wojnę ze Świętym Ludem Parchów;
- Mariusz Bambus Dolabella poprowadził 4 legiony i 3 oddziały pieszych, oraz 6. dywizję zmechanizowaną dla cesarza Waleriana na wojnę ze Świętym Ludem Parchów;
- Sextus Septimus Ameba poprowadził 4 legiony i 4 kohorty wszelakich stworzeń morskich, w tym płaszczkę, delfina, lwa morskiego, 2 foki uchatki i Meduzę dla cesarza Waleriana na wojnę ze Świętym Ludem Parchów;
- Ofella Lukrecjusz poprowadził 8 legionów i 42 natchnionych książat duńskich wraz z ich gwardią przyboczną dla cesarza Waleriana na wojnę ze Świętym Ludem Parchów;
- Ammianus Pompeius Stulejka poprowadził 3 legiony urologów i jako auxilia 1 legion proktologów dla cesarza Waleriana na wojnę ze Świętym Ludem Parchów;
- Marian Appian Plezia poprowadził 4 legiony gotowych na wszystko filologów klasycznych dla cesarza Waleriana na wojnę ze Świętym Ludem Parchów;
- Opimus Pomponius Fenestella poprowadził 5 wściekle plujących i kończynami wymachujących starożytników oraz 1 lamę dla cesarza Waleriana na wojnę ze Świętym Ludem Parchów;
- Publius Sextus Archidiecezja poprowadził 407 żarliwych biskupów i 5 kohort wykwalifikowanych ministrantów dla cesarza Waleriana na wojnę ze Świętym Ludem Parchów;
- Cynna Fimbria Glottidzomenos Omnipotens poprowadził wszystkie swe Podagrą przeżarte kończyny, język swój pełen jadu, oko swe gromy ciskające, pióro swe imperia starożytne za jednym pociągnięciem dekonstruujące, Ducha swego głębią derridańskich przemyśleń narody wszelkie niczym ludy barbarzyńskie przed królem Kambydzesem na kolana rzucającego.

On to w dniu 256, na równinie Hemoroid, w okolicach starożytnego państwa Ururtu, stoczył bitwę zwycięską ze Świętym Ludem Parchów. Jednakowoż sukces ów zaprzepaścił był cesarz Walerian, który w nałogi popadłszy i winem niezmieszanym mózg swój zlasowawszy, sam Świętemu Ludowi Parchów w niewolę sprzedał się za cenę pół litra wódki anyżówki. Tak oto Święty Lud Parchów raz jeszcze odniósł zwycięstwo nad narodem prześwietnym, lecz przez robaka filologicznego niezmiernie pokąsanym, a skutki tego dręczą nas po dziś dzień.

Tako rzecze Święta Xięga Parchów.

8 lut 2010

Overhead the Albatross...

Dziś minął rok, odkąd Albatros nam odfrunął w przestworza.

Tato, gdziekolwiek jesteś, to dla Ciebie...

5 lut 2010

Zderzenie cywilizacji

Brak mi słów. Oniemiałam w zachwycie.

4 lut 2010

Matka Waryjatka

Dramatis personae:

Córka (Dziobalinda, lat 1 i 9 miesięcy)
Matka (Synafia, lat 27 i 8 miesięcy)
Zupa rybna z dużą ilością składników plamiących


Córka: rzuca zupą w matkę
Zupa: zostawia na matczynym odzieniu zatrważające plamy
Matka: prosi
Córka: rzuca nadal
Matka: przekonuje
Córka: rzuca nieprzerwanie
Matka: zakazuje
Córka: rzuca ze stoickim spokojem
Matka: wychodzi z kuchni wydając z siebie zduszony okrzyk sygnalizujący rychłą eksplozję tkanki mózgowej

Po 2 minutach
Matka: wraca do kuchni
Córka pyta: Oszalejesz?


He kutrine

3 lut 2010

Wyznanie wstydliwe

Tak już mam, że się dużo po necie szwędam. I różnych ludzi odwiedzam w tym necie. Znaczy się - różne maski i kreacje różnych ludzi.

I wstyd się przyznać, ale coraz częściej mnie te kreacje śmieszą. Śmieszą mnie zwłaszcza te, które są "rewolucyjne, niezależne, obrazoburcze, och-nikt-jeszcze-tego-przede-mną-nie robił, och-gacie-wam-spadną-jestem-dzieckiem-szatana". Jest w tym coś z wystawienia przez okno gołej dupy i niezwłocznego rozpoczęcia obchodów ku czci swojej własnej rewolucji seksualnej. Z młodszym bratem w roli jedynego jakobina.

Cieszę się oczywiście, że wszyscy jesteśmy open-minded i wyzwoleni z drobnomieszczańskich więzów. Gorzej jednak, jeśli się człowiek wyswobodził z klatki przesądów tylko po to, żeby wpaść do nocnika własnych wyobrażeń.

Jak się wyrywać, to na wolność, a nie do celi obok. Co z tego, że w tej celi bardziej kolorowo i żreć dają lepiej, skoro się nadal jest więźniem. Swojej własnej głowy.

2 lut 2010

To się w głowie nie mieści...

Spędziłam ostatnio 9 godzin rozmawiając z M., z którą łączy mnie bogata i burzliwa przeszłość. Po blisko 15 latach zebrałam się na odwagę, by ją za tę burzliwą część naszej wspólnej przeszłości przeprosić. Przeprosiny zaowocowały spotkaniem, które przeciągnęło się do późnych godzin nocnych. O godz. 2 a.m. ewakuowałam się z jej mieszkania, pierzchając przed dobrze skrywanym gniewem jej męża, który musiał mnie zapewne odsądzić od czci i wiary, zastawszy w swym salonie po powrocie z męskiej imprezy w środku nocy.

Rozmawiałyśmy z M. o tym i owym, w tym o koledze G. Z kolegą G. nasze losy skrzyżowały się krótko w podstawówce, kiedy to trafił do naszej klasy jako postrach okolicy, powtarzający enty raz klasę tzw. „element”. Nie trwało to krótko. Po serii „wyskoków” wyleciał ze szkoły. W ramach tych wyskoków i ja i M. zarobiłyśmy od niego z piąchy. M. mu oddała. Ja uciekłam.

Jakieś 10 lat później G. miał swoje 5 minut. Zastrzelił dwóch braci, a następnie zginął w obławie policyjnej. Przez jakiś tydzień było o nim głośno w całej Polsce. Gdy podano wiadomość o jego śmierci, odetchnęłam z ulgą - bałam się go przez te 10 lat okropnie, a teraz w końcu, nareszcie zniknął.

I w tej rozmowie z M. przypomniałam sobie go, jako tego chłopca, co na mnie krzyczał w szatni. I pomyślałam, że już wtedy, od samego początku chciałam, żeby zniknął. Nie tylko ja. I naszła mnie wątpliwość – a co, jeśli on to wiedział? Jeśli czuł, że wszyscy chcą się go pozbyć? Jeśli to uczucie było w nim od dawna? Jeśli jego agresja była próbą zdobycia sobie jakiegoś ludzkiego uczucia, nawet jeśli tym uczuciem był strach – wszystko, byle nie obojętność?

A co by się stało, gdyby na jego drodze stanął ktoś, kto nie uciekłby i nie oddał, tylko „nastawił drugi policzek” i „przeszedł z nim dwie mile”? Kto miałby siłę i odwagę przyjąć go z jego agresją, kto miałby tyle miłości, by zobaczyć w nim takiego samego człowieka, ba, dziecko wtedy, jak my wszyscy? Ja wtedy nie miałam i teraz też nie mam. Ale teraz już przeczuwam istnienie tego rodzaju miłości do człowieka. Teraz zaczynam rozumieć siłę przebaczenia.

Każdy, kto chce w nas wzbudzić strach, złość, żal, pożądanie, przywiązanie – chce w istocie (nie twierdzę, że świadomie) zdobyć nad nami władzę. Każda z tych emocji jest rodzajem więzienia dla tego, kto ją odczuwa. Jedyną drogą do wolności jest wybaczenie. Wybaczenie uwalnia tego, kto przebacza. „Nadstawienie drugiego policzka” to nie akt upokorzenia, jak sądzą niektórzy, to nie poddanie się przemocy. To w istocie stwierdzenie „ Nie pozwalam, by rządziła mną twoja agresja, nie pozwalam, byś ty dyktował mi, co mam czuć.” Przebaczając uwalniamy się spod wpływu innych ludzi, a tylko będąc wolnymi możemy widzieć wyraźnie i kochać świadomie tych ludzi. I to wcale nie znaczy zgadzać się na wszystko. To znaczy kochać innych tak jak siebie – a zatem kochać siebie przede wszystkim. Nie godzić się na przemoc w żadnej formie, ale też spróbować w tym, kto się do przemocy ucieka, zobaczyć człowieka takiego samego jak ja.

Udaje mi się to bardzo rzadko i przychodzi z ogromnym trudem. Bo to się w głowie nie mieści po prostu.
Może do tego nie trzeba używać głowy…

Mt. 5, 38-48


Michael Belk
Journeys with the Messiah.