28 lis 2010

I niedziela adwentu

Rz 13,8−12

Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj, i wszystkie inne - streszczają się w tym nakazie: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego! Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa. A zwłaszcza rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła!

Hard working classes

Pacholęciem będąc uwielbiałam leżeć i godzinami słuchać ulubionych płyt, ba, nawet jednego ulubionego kawałka. Upodobanie do takiego spędzania czasu mi zostało, ale coraz rzadziej znajduję muzykę, której chciałabym w ten sposób słuchać. Słucham zatem głównie tych samych kawałków, które wraz ze mną i tak samo jak ja nie tyle się starzeją, co pięknieją i dojrzewają w czasie, nieprawdaż.
Ale! Od tygodnia mam w domu muzycznego noworodka, którym sen mi z powiek spędza dosłownie. Jest to bowiem muzyka, która tak skutecznie pociąga mi za różne ukryte sznureczki, że autentycznie tęsknię za nią wychodząc do pracy.
„Hard working classes”, moi mili, to jest długooczekiwany nie tylko przez mnie debiutancki album Sorry Boys. Czekałam, czekałam i się doczekałam. Doczekawszy zaś, posłuchałam i tak już słucham tydzień. Z coraz większym zachwytem.
Pierwsze, co mi się w ucho wdarło najmocniej, to oczywiście wokal. Iza Komoszyńska ma taki rodzaj ekspresji w sobie, którego ja już od dawna nigdzie nie spotkałam. Ona w zasadzie nie śpiewa, co żyje w muzyce i umie tego życia niejako udzielić słuchaczowi*. Ale żyje też muzyka sama w sobie - ma moc przenoszenia w alternatywną rzeczywistość, która mi się zawsze w głowie tworzy wtedy, gdy mnie coś naprawdę dotknie w gołą tkankę mego jestestwa. Każda kompozycja jako całość jest oddzielną żywą opowieścią, natomiast po kilku przesłuchaniach zaczynam odkrywać przyjemność z wysłuchiwania z całości poszczególnych elementów, które piękne są same z siebie i piękne tworzą połączenie z pozostałymi - wisienką na torcie są dla mnie pojawiające się nagle wśród gitar partie grane na saksofonie, bo jak wiadomo saksofon mi zawsze zmiękcza to i owo.
Moimi faworytami są chyba na ten moment „No saviour”, „Roe dear at a rodeo” i „Give me back my money” – ten ostatni w wersji studyjnej niejako narodził się dla mnie na nowo. Zaskoczeniem jest natomiast „Ceasar on fire”, bo wersja, którą znałam od wujka jutuba, nie zachwycała mnie jak dotąd, natomiast ostateczne brzmienie tego kawałka na płycie rozłożyło mnie na łopatki. Takoż tekst, że pozwolę sobie zacytować:
I called you my Brutus and I’m Caesar
Birds sing love songs for us
Couple of diamonds so precious we are
Jail in heart burns the bars with desire


Płyta jest moim zdaniem niesamowita. Kto mi na słowo nie wierzy, może sobie uszczknąć próbkę tutaj. A kto chce kupić od razu (co szczerze doradzam), niech szuka płyty wyglądającej tak:



(a to zdjęcie jest w okładce sprytnie ukryte, żeby przypadkiem ktoś nie zobaczył, że takie ładne jest ;))






*Być może dlatego, że sama jest współautorką wszystkich kompozycji na płycie i autorką wszystkich tekstów?

9 lis 2010

Wnoszę o najwyższy wymiar zrozumienia i empatii...

Wypełniłam ankietę dla koleżanki koleżanki. Ankietę do pracy magisterskiej „na temat postaw wobec przestępstw danych osób oraz wpływu inteligencji emocjonalnej na tę ocenę.”
Pierwsze pytania wyglądały tak:



Kolejne pytania wyglądały tak:



Moje pytanie brzmi: W jaki sposób inteligencja emocjonalna miałaby wpływać na to, czy coś jest czy nie jest przestępstwem? Bo mnie się wydawało, że te kwestie reguluje Prawo Karne. Choćbym była empatyczna niczym Matka Teresa, nie mogłabym stwierdzić, że seks z nieletnią nie jest przestępstwem, bo w Prawie Karnym stoi, ze jest. A głupa rżnąć przecież nie będę.

No ale czepiam się, wiem. Ot źle się pytanie skonstruowało przecież, każdemu się może zdarzyć. Domyślam się, że autorce ankiety chodziło raczej o to, czy moim zdaniem Polański to zły-zły-bardzo zły człowiek, czy też może fakt, iż dziewczę nieletnie było już po inicjacji seksualnej i w zasadzie „sama chciała”, nie jest uzasadnioną okolicznością łagodzącą. I jak pani to ocenia, Wysoki Sądzie Synafio? Czy to bardzo ciężkie przestępstwo jest? Czy to złe-złe-bardzo złe było? I jaki pani zasądzi wymiar kary?
Wysoki Sąd Synafia napisała zgodnie z obecnym stanem wiedzy iż przestępstwo to jest, skali nie ocenia, bo nie wie, czy KPK taką akurat skalę stosuje, a kara za takie przestępstwo to więzienie, natomiast ile lat więzienia, to KPK ustala, nie ona.
Ciekawe tylko, czemu - skoro ankieta dotyczyła wpływu inteligencji emocjonalnej na ocenę przestępstwa - Wysoki Sąd Synafia została przy tym poproszona o zadeklarowanie swoich poglądów religijnych?

7 lis 2010

Ad se ipsam

Wróciłam z podróży do świata, którego już nie ma.

Kiedyś obserwowałam go z bezpiecznego miejsca na tylnym siedzeniu samochodu, gdzie przysypiałam spokojnie wiedząc, że rodzice się wszystkim zajmują. Budowałam ten świat podczas rozlicznych spotkań przy stole i spacerów na lody, zrywając wiśnie na działce i grając w warcaby, odwiedzając dziki w Myślęcinku i włócząc się po przemysłowych złomowiskach, penetrując stare wagony kolejowe dogasające na bocznicy zagubionej w lesie, chodząc z tatą na żużel, odwiedzając ciocię mieszkającą w dużym mieszaniu tuż przy Starówce. W tym świecie była czteroosobowa, kochająca się, choć pełna dziwactw, rodzina. Był tam i dziadek zabierający mnie na wieczorne wędrówki po mieście, babcia, z która zawsze lubiłam rozmawiać, drugi dziadek, który chodził na polowania i druga babcia, która robiła najlepsze na świecie klopsiki z dziczyzny. Byli też przyjaciele i znajomi – zwłaszcza ci z dużym domem, z moim ulubionym wujkiem i dwoma synami (w tym starszym się podkochiwałam młodzieńczo - szaleńczo). Była tez dalsza rodzina, w tym dwie śliczne kuzynki bliźniaczki, były pies Czarek – jamnik, specjalista od polowań. Były tam moje miejsca. Zawsze pełne słońca, bo lato, albo magicznego zimowego uroku, bo Święta Bożego Narodzenia. Albo zapachu spalin i ryku maszyn, bo Wielkanoc i początek sezonu żużlowego.
Dziś jest tam dwoje starych ludzi, dzielnie stawiających czoła odchodzeniu, opłakujących swojego niedawno zmarłego syna. Jest ciocia za mała na swoje duże mieszkanie przy Starówce, w którym samotnie czeka na odwiedziny. Są znajomi w dużym domu, w którym zaległa posępna cisza unosząca się w gęstej od utajonego żalu atmosferze. Są miejsca ciche i puste, choć nadal pełne słońca. I miasto wciąż piękne, ale nagle pełne duchów, które przy każdym kroku łapią gdzieś za nogawkę, siadają na karku, wpijają się w przegub ręki.

Wróciłam z tej podróży z poczuciem, że oto jestem świadkiem umierania tego świata, który był przecież częścią mnie, a teraz odchodzi gdzieś, tam gdzie wszystkie dziecięce światy konserwują się w mydlanych bańkach. Patrzeć na to umieranie nie jest łatwo. A przecież jednak dobrze jest towarzyszyć w odchodzeniu, dobrze jest widzieć już nie z tylnego siedzenia samochodu, ale stojąc tuż obok, będąc, choć nie ma do powiedzenia żadnych słów. „Wobec płaczu każde słowo jest nieme, żeby nie powiedzieć, upadłe”*. Toteż nie będę nawet próbować.

Ale zabieram ze sobą wszystko, co się da, z tego świata. Na przykład Zuzannę.





*W.Myśliwski "Widnokrąg"