30 gru 2011

Nie ma Zary?!

Dramatis personae:
A.
Synafia
Salomea

A: A co by było, gdyby w sklepach nie można było oddawać rzeczy…?
Synafia: To byłoby straszne. A wyobraź sobie, że mogłabys mieszkać w Czecznii, a tam nie ma Zary...
Salomea: Nie ma Zary???
Synafia: Oj przepraszam , nie chciałam tak mówić!

24 gru 2011

Narodzenie


Tak jak Bóg narodził się gdzieś w ciszy, z dala od zgiełku, w drodze, w niepewności, w ubogim otoczeniu, by nieść nadzieję i miłość światu, 
tak niech Wam (Nam) wszystkim wbrew wszystkiemu, nawet w smutku i wśród przeciwności, 
rodzi się nadzieja, wola przetrwania, miłość, nowe życie...
Obyśmy wszyscy odradzali się wciąż na nowo. 

Dobrych, niosących pokój i szczęście Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam wszystkim serdecznie. 



17 gru 2011

Pita pita

W związku z pączkującą i ewoluującą sytuacją życiową jestem na etapie gubienia się i odnajdywania na nowo w świecie, nieprawdaż, współczesnym. Prują mi się sensy, co je miałam już całkiem zgrabnie utkane. Nadgryzione przez małe a złośliwe strachy i leki, lecą w dół oczka w niekontrolowanej panice. Z oczek robią się okna na moją własną niepewność - mogę się jej przyglądać zdumiona, że tyle jej tam upchanej w podwórku, w piwnicach, że siedzi tam ona i zupełnie serio pyta mnie: czy masz prawo nazywać się pełnoprawnym członkiem społeczeństwa, skoro do standardów tego społeczeństwa nie dorastasz? Czy masz prawo sprowadzać na ten świat dzieci, skoro nie zapewniasz im dostatku, który inni uważają za dzieciom do życia niezbędny? Czy masz prawo żyć według własnych intuicji, czy też krzywdę wyrządzisz w ten sposób swoim najbliższym? I czy wiesz, co jest w życiu naprawdę ważne? Bo może jednak nie wiesz, może to jednak jest pokój oddzielny dla każdego domownika i lekcje nurkowania, a nie tak po prostu - bycie, życie, czucie?

Każdy sam sobie znajduje sens i sens ten w sobie hoduje i pieści. Ja jednak dla mojego sensu nie znajduję bezpiecznego schronienia, żeby mógł tam rosnąć i pęcznieć, wydawać owoce. Czegoś mi trzeba na ten mój sens. Może tego?



Pytanie: co Wy sobie zawiniecie w armeńską pitę - jakie sensy, jakie skarby?

11 gru 2011

Pomocy, Zenonie z Elei!

To taki paradoks kieszonkowy. Z jednej strony postrzegam się sobie jako istotę zwyczajnie przeciętną - jedynym wszakże mym osiągnięciem życiowym jest 4 miejsce w ogólnopolskiej olimpiadzie z łaciny. Z drugiej strony jednak gdzie nie pójdę, tam się czuję jakaś inna, niepasująca. Dziwaczna, rzekłabym.

Oczywiście, w jednych miejscach pasuję bardziej, w innych mniej. Idealnie się wpasowuję w salon Sykofanty, dziwnym zrządzeniem losu przypasowałam na spotkaniu z kilkoma fantastycznymi Babkami, z których każda była ode mnie starsza i każda była praktykującą katoliczką, ale jakimś cudem moja luterska osobowość zgrała się z tym gronem bardzo przyjemnie. Miejscem, gdzie występuję w sposób naturalny i liczny, jest firmowa kuchenka, w której o cyklicznych porach godowych skupia się całe stado (czyt. cały dział), by tokować o mukofagii i innych fenomenach ludzkiej egzystencji.

Tym niemniej poza tymi enklawami czuję się niedopasowana - tam, gdzie ludzie posiadają samochody, mokasyny, koszulki polo i kosmetyczki, gdzie chadzają na siłownię i do specjalnego fryzjera dziecięcego, gdzie znajdują upodobanie w strategiach marketingowych i agencjach ratingowych, tam ja się czuję jak bożek pogański w kościele podczas Święta Reformacji. Jestem żywo i życzliwie zainteresowana, co nie zmienia faktu, iż mam świadomość, że to nie mój świat i nie moja impreza. Nie wiem tylko, gdzie robią imprezę dla bożków pogańskich.

(Nota bebe: Jechałam ostatnio taksówką i pan taksówkarz powiedział "Lepiej już było, jak w tej reklamie, pamięta pani", a ja na to, że niestety nie pamiętam, bo nie mam w domu telewizora. Pan nie chciał wierzyć, zapytywał, jak ja żyję w takim razie, a gdy jeszcze dodałam, że nie mam też samochodu, odwrócił się do mnie i poważnie powiedział: "Pierwszy raz widzę kogoś takiego. Muszę matce opowiedzieć, że spotkałem  kogoś bez telewizora, bez samochodu, i to nie jakąś starą babę, ale młodą! Matka mi nie uwierzy, no nie uwierzy mi!". A potem na odchodne wyrzekł "A wie Pani, może ja spróbuję też choć jeden dzień telewizji nie oglądać", do czego go gorąco zachęciłam mówiąc, zgodnie ze swym szczerym przekonaniem, że będzie dzięki temu zdrowszy.)

Ot, cały mój paradoks, Panie Zenonie, może Pan coś mi na to pomoże.

PS. Na zwolnieniu lekarskim jestem, długim a leniwym, i z tego powodu nie ma mnie w necie, za co przepraszam tych, których zwykłam odwiedzać, a teraz nieco zaniedbałam. Obiecuję poprawę. Tylko jeszcze nie wiem, jak szybką.