17 cze 2010

No boundaries no cry

Na czas letnich promocji (w prezencie torba ekologiczna lub nowy mózg do wyboru!) przeprosiłam się ze Zwierciadłem - nasz rozwód po 10 latach był bolesny i skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie tęsknię czasem. No więc się przemogłam - i nie pożałowałam!

Panowie i Panie - temat: wychowanie! W temacie wychowania każda Matka-Polka-Pracująca-Nigdy-Nie-Śpiąca musi być wszakże wyedukowana perfekcyjnie, nadążać za trendami, spełniać europejskie normy i wymogi. Czytam więc z zapartym tchem i robię notatki. Warto!

Dzieci nie wolno karać. Nigdy! Każda kara to trauma niszcząca dziecięcą psychikę na wieki. Nie należy też im stawiać granic. Nie trzeba! Dzieci same świetnie znają granice. Wystarczy z nimi tylko porozmawiać*. Gdy pięcioletni syn pani, nazwijmy ją Zofią, skacze po schodach, dławi ona w sobie rozpaczliwy krzyk upomnienia. Zofia wie, że to jej wewnętrzna potrzeba poczucia bezpieczeństwa tak krzyczy w niej i wyje, niepomna na dobro syna, gotowa rzucić mu się do gardła i zdusić jego młodzieńczą kreatywność. Dlatego pani Zosia mówi synowi spokojnie „Synu! Twoja potrzeba silnych wrażeń koliduje z moją potrzebą bezpieczeństwa, znajdźmy rozsądny kompromis!” I syn się ochoczo zgadza i kompromis znajduje. A potem żyją długo i szczęśliwie.

Przejęłam mnie ta historia do głębi. Rozmyślam o niej gdy na przejściu dla pieszych Dziobalinda próbuje wyrwać się z mego matczynego uścisku i uskutecznić homerun pod koła przejeżdżających samochodów. Bo ja złą matka jestem, zaciskam uścisk i warczę „Nie teraz, teraz za rączkę, bo samochody jadą!”. Zamiast tego powinnam wszakże rozpocząć z Dziobalindą spokojna rozmowę - usiąść, ja w pozycji baddha_konasana, Dziobalinda w pozycji dandasana, na środku pasów, i odbyć spokojną konwersację „Córko! Twoja potrzeba przeżywania silnych emocji kłóci się z moja potrzebą widzenia Cię całą i żywą. Zajrzyj w głąb swej jaźni, a sama przekonasz się, ze wiesz o tym, znasz granicę i nie chcesz jej wcale przekraczać. Proponuję kompromis - zaspokoimy twe potrzeby, wrzucając pod samochód sąsiadkę!”. Na pewno poskutkuje.

Poskutkuje zapewne i na ulubioną ostatnio zabawę Dziobalindy w „Chcę -Nie chcę!”. Prosi dziewczę o coś, a gdy to dostaje, komunikuje zmianę zapatrywań na dany przedmiot. Na gromkie „Nie chcę!” rodzic ofertę wycofuje, Dziobalinda wpada w lament i „Chcę” usilnie powtarza, po to tylko, by za chwilę rzecz otrzymawszy znów wyrzucić ją ze wstrętem „Nie chcę!” krzycząc. Jako zła matka wytrzymuję tej zabawy góra 15 minut, następnie zaś sprawę ucinam krótkim „Nie to nie”. Gdy tymczasem powinnam zaparzyć nam nieco zielonej herbaty, łyknąć dla kurażu kieliszeczek prany i wyrzec: „Córko! Rozumiem Twą wewnętrzną potrzebę popadania w rozpacz nad niemożliwością dokonania wyboru! Interesy nasze są zbieżne, gdyż i ja w taką rozpacz popadam - rozpaczajmy więc wspólnie!”. Następnie włączałybyśmy sobie po kolei spoty wyborcze z youtuba i przy każdym kolejnym kandydacie krzyczałybyśmy i lamentowały „Nie chcę! Nie chcę! Nie chcę!”. Ciekawe, kto pierwszy by wymiękł.


***

Przerwa urlopowa nastąpi od jutra, gdyż do wód udajemy się w celu zażycia relaksu, oddechu i uspokojenia palpitacji wszelkich. Na obczyźnie zatem głosować mi przyjdzie.


* na temat granic coś pewnie popełnię, jak z urlopu wrócę

1 cze 2010

Balans

Naszła mnie myśl ostatnio - zapewne ani trochę odkrywcza - że życie jest ciągłym szukaniem balansu. Jak taniec na linie - chyboczemy się mniej lub bardziej pewnie na drodze do celu, a momenty, w których udaje nam się utrzymać perfekcyjną równowagę, można policzyć na palcach jednej ręki. Lub dwóch - jeśli jest się Ghadnim, Dalajlamą lub Szymonem Słupnikiem. Choć i to wcale nie jest pewne.

Często się łapię na tym, że dopada mnie niebotyczny atak pierdolca na myśl o nieustannym wylewaniu dziecka z kąpielą w procesie "postępu cywilizacji". Jest coraz lepiej, to prawda, ale nadal nie jest dobrze. Czy będzie kiedykolwiek? Historia ludzkości to historia popadania ze skrajności w skrajność, zwalczania ognia żelazem, odpłacania złem za zło lub przedobrzania w szlachetnych intencjach. Walczyliśmy z wyzyskiem, zastępując go innym wyzyskiem, walczyliśmy z zabijaniem - karząc za zabijanie zabijaniem, walczymy z przemocą fizyczną, zastępując ją przemocą psychiczną. Nie wiemy już co lepsze - więcej państwa (uwaga! totalitaryzm!) czy więcej prywatnej swobody (uwaga! anarchia!), więcej prawa (uwaga! faryzeizm!) czy więcej ducha (uwaga! tumiwisizm!). I czemu wciąż nie jest dobrze? Czemu wciąż nie znaleźliśmy idealnego rozwiązania?
A bo nie da się. Bo my sami - my ludzie - nie jesteśmy idealni i idealne rozwiązania nie leżą w naszych możliwościach. I może tak właśnie jest idealnie? Bo rozwój wymaga ruchu, a ruch wymaga celu.

Gdy zdaję sobie sprawę z tego, że jestem skazana na wieczne balansowanie, to trochę mi smutno, ale jeszcze bardziej mi lekko. Bo przestaję od siebie oczekiwać, że osiągnę ideał i przestaję się pytać, czemu tak wolno, czemu jeszcze nie dziś - odpuszczam. Nie ja sama jestem swoim celem. Moim celem jest To, co jest - Ten, który jest, a nic o nim nie wiem tak naprawdę poza tym, że jest. I że daje mi czasem znaki. Do Niego dążę chwiejnym krokiem, a moim zdaniem jest zachować równowagę na tyle, żeby się sromotnie nie wyrżnąć, nie potłuc i nikogo nie poturbować przy okazji. Ale jeśli już się wyrżnę - no trudno. Wstanę. Pójdę dalej. Do celu.

Ktoś tam się wściekał podobno na Matkę Teresę, że zamiast zrobić rewolucję, dążyć do światowego ładu, to ona czas marnowała siedząc z jakimiś biedakami na ulicy. A ja sobie myślę, że ona wiedziała więcej po prostu. Wiedziała, że prawdziwa rewolucja zawsze zaczyna się i kończy na jednym człowieku. Że światowy balans (nie ideał!) jest możliwy tylko wtedy, gdy każdy z nas się jako tako jest w stanie zbalansować. A że to trudne, to się musimy nawzajem podtrzymywać w tym tańcu na linie. "Jedni drugich brzemiona noście".

Operatorzy łapią balans kamery na czystej, białej kartce (albo innym białym elemencie). Bo balans tzreba łapać w odniesieniu do czegoś - do idealnego punktu równowagi.

Mam za sobą dwa ciężkie tygodnie, takie od których łeb urywa i flaki butwieją (albo poślad rwie i strzyka ;)) - potrzebuję czystej białej kartki właśnie. Z białym winem może być. Byle z dala od instrumentów finansowych i usług inwestycyjnych pliz.