20 lis 2011

Remont


Jestem, a nawet nie ma mnie, bo trwa remont. Ja jestem w remoncie. Leżę rozgrzebana, rozebrana na części pierwsze. Wokół mnie w jesiennej ciszy powiewają biało-czerwone, foliowe taśmy. Spadające liście cicho stukają o rozstawione na mnie tablice ostrzegawcze. Gdzieś niedaleko mój Anioł Stróż – lub może Daimonion – siedzi na krawężniku i melancholijnie odwija z papierka bułkę z kiełbasą. Mamy fajrant obydwoje. On żuje, wpatrując się w dal, myśląc o kolejnym papierosie. Ja leżę, obok pyka nostalgicznie żółte światełko ostrzegawcze – nie wchodzić, remont jest. 

Leżę, wpatruję się w dal. Niebo pochmurne nad mną, pan Bóg majstruje we mnie. Spokojnie, z nieśmiałą radością, choć i z obawą, oczekuję przyszłości. 

Bo ten remont, ten remont skończy się zapewne. I wtedy nastanie nowe.