29 maj 2009

Merkantylnie raz jeszcze

Sklep Merlin upomniał nas, że mamy zapłacić za zamówienie, bo inaczej je anulują. Problem w tym, że już za nie zapłaciliśmy.

Odpowiedź Merlinowi wysłał Małżonek następującą:

"Być może w dobie kryzysu trudno w to uwierzyć ale przelew zrealizowano...
dokładnie zrealizowałam go ja sama*.
Książki i Monteverdi są mi potrzebne i nie przyjmuję do wiadomości
tego histerycznego tonu, że coś anuluje ktoś.
Kłaniam się zamaszyście MKG vel załącznik."

(*forma żeńska,bo konto jest na mnie)


UPDATE

Okazuje się, że w Merlinie czytają maile! (to się raczej rzadko zdarza obecnie ;p)
Oto niezwłoczna odpowiedź, jaką otrzymaliśmy:

"Dziękujemy za korespondencję i nadeśłane potwierdzenie przelewu. Pragniemy poinformować, iż mail, który Pani otrzymała informował o skompletowaniu zamowienia i naszej gotowości do wysyłaki zamówionego towaru. Jedyną przeszkodą była brak wpłaty, o czym jesteśmy zobowiazani poinformować klienta. W chwili obecnej kwota została przypisana do paczki. Gdy powstanie faktura do zamówienia, paczka zostanie skierowana do pakowalni i wysłana pod wskazany przez Panią adres. O terminie wysyłki zostanie Pani poinformowana odrębnym mailem.
Z poważaniem
Biuro Obsługi Klienta
xxxxx xxxxxxx"

Oczywiście od razu odpowiedziałam, uprzejmie dziękując i życząc "jak najmniej upierdliwych klientów" (czytaj: podobnych do nas) :)

24 maj 2009

Filozofia rodzima czyli good news for ya all

Jak się okazuje, jestem jeszcze nas tyle młoda, żeby pić tequilę do 4.00 nad ranem. Ale już na tyle stara, żeby potem pół dnia odczuwać nieśmiałe perturbacje trzewi i subtelne ćmienie w skroni.
A przecież Zenon z Elei uczy nas,że nic nie może być takie i inne jednocześnie, czyli, że starym i młodym naraz być nie można. Co za tym idzie - nie ma czegoś takiego jak starość lub młodość. I to jest bardzo dobra nowina dla wszystkich! Gaudeamus!

21 maj 2009

Impresje poranne

Bywają poranki pełne emocji i pouczających doświadczeń.
Szłam sobie dziś rano do pracy i w okolicach oryginalnych lokali gastronomicznych „Paragraf” oraz „Palestra” (zgaduj zgadula, jaka instytucja znajduje się w pobliżu?) ujrzałam nagle przed sobą absolutnie perfekcyjną pupę damską, odzianą w czarny dresik podkreślający kształty. Zamarłam aż z wrażenia i mimo, że prawie na pewno nie jestem facetem, poczułam pełen podziw i miłą ekscytację. I wówczas właścicielka pupy uzyskała połączenie i odezwała się do swojego telefonu mniej więcej: „Eee, Czesiek? Opłaty żeś zrobił? Opłaty mówię!” I wszelkie emocje odeszły jak ręką odjął. Ciekawe, czy gdybym tym facetem jednak była, to mogłabym pominąć to z godnością i pozostać przy fascynacji pupą. Przypuszczam, że gdybym była moim Małżonkiem, to jednak nie.

Jeszcze parę reminiscencji z podróży. Lokali systemu „Nowakowski gorąco polecam” raczej nie polecam. Jak kto chce bułkę, to można kupić gdzie bądź, a podgrzane pomyje zamiast kawy każdy może sobie wypić w pracy za free (tylko Luca nie może, Luca ma bowiem dostęp do prawdziwej kawy w pracy, więc po pomyje musi się udać gdzie indziej). Miast specjałów z „Gorąco polecam” wolałabym już chyba „Świeże ąc” z budki nieopodal, czymkolwiek były.

Jeśli ktoś szuka części do poloneza to z radością informuję, że są dostępne na Chłodnej 41. Za to na Wroniej 47 są całkiem ładne balkony. Rozmyślałam pod tymi balkonami o tym, czemu nie wzięłam aparatu ze sobą, którym mogłabym im zrobić zdjęcie, aby już pod firmą się zorientować, że mam całkiem niczego sobie aparat w komórce i mogłam spokojnie to zdjęcie zrobić. Czyli że pipą jestem. No ale to wiedziałam już wcześniej.

Dzień się zapowiada ekscytująco, gdyż przybywają Zuzanna z Hiszpanii i Joanna z Wielkiej Brytanii, i z obiema mam nadzieję się zobaczyć, a z jedną nawet upić. Pozostanę przy tej myśli zamiast się zastanawiać, czemu na Jowisza trzeba stać pół godziny pod drzwiami do firmy i się awanturować, żeby ktoś ze środka usłyszał i wpuścił. W sumie mogę zabrać tyłek w troki i pójść sobie na kawę do Luki, a jak w końcu firma wpadnie na to, że jednak na recepcji ktoś powinien siedzieć od rana, to wrócę.

20 maj 2009

Po czy poznasz, że jesteś człowiekiem sukcesu?

Gdy zostałeś ambasadorem Plusssz Up Hydrowitaminy!

A teraz przepraszam, ale idę się oporządzić, bom się z radości popluła i poplamiła Trivento swoją osobę wokół.

19 maj 2009

Najlepszy okres w życiu

Otóż już jakiś czas temu usłyszałam z tzw. drugiej ręki Tomaszowej opinię, wyrażoną przez miłe dwudziestoletnie dziewczę, że trzydziestka to najlepszy okres w życiu człowieka, a kto twierdzi inaczej, ten jest – cytuję – marudzącą pipką.

Ano proszę. Zaczynam przywykać do sytuacji, gdy mnie ktoś bardziej doświadczony ode mnie oświeca w kwestii stanu, w jakim się znajduję. Oświecano mnie już ostatnio w kwestii tego, jak trudnym jest dla mnie słowo „metafora” oraz skąd się bierze moja wiara i dlaczego jest ona pozbawiona sensu. A zatem i oświecanie mnie w kwestii tego, czy znajduję się w najlepszym okresie mego życia, również z radością przyjmę.

Mogłabym zatem odpowiedzieć parafrazując jedyne zdanie, jakie mi pozostało w pamięci po filmie „Słodko-gorzki” – W plecach mi strzyka, zasuwam jak resorak między jedną pełnoetatową pracą (w firmie BG) i drugą pełnoetatową pracą ( w firmie Szanowni Państwo z Szanowną Panienką plus Kot), zasypiam tam gdzie stoję niczym narkoleptyk, a Ty mi mówisz, że trzydziestka to najlepszy okres w życiu? Nieroztropna niewiasto!”

(tu konkurs: kto zidentyfikuje cytat? – zakładam się o piwo, że nikt oprócz PP.)

Nadmienić jeszcze mogę, iż:
· w wieku lat 30 większość z nas nie jest już na utrzymaniu hojnych rodziców i zarabia na chleb raczej nie w Hollywood, a w krajowej firmie za niewyszukaną pensję,
· większość wymarzonych posad przy bliższym poznaniu okazuje się mega nudą i tylko doborowe towarzystwo sprawia, że się nikt nie wiesza z rozpaczy na kablu od kserokopiarki,
· nie można się nawpieprzać frykasów i bezproblemowo schudnąć potem wykonawszy szybciutką szóstkę Weidera (czy też może Vadera raczej),
· pierwsze zmarszczki się robią,
· znajomi się starzeją (no my nie! my jesteśmy młodzi i nie marudzimy! ) i zamiast upijać się z nami przez całą noc z wtorku na środę u Bolka na chacie, to ględzą coś, że praca, że mąż/żona, że wyspać się muszą, same haniebne wymówki,
· z przerażeniem odkrywasz, że nudzi Cię idea Nocy Reklamożerców i wolisz w domu poczytać dobrą książkę; przy czym z jeszcze większym przerażeniem odkrywasz, ze dobra książka to już nie jest dla Ciebie Agnieszka Drotkiewicz.


Czyli że reasumując mogłabym rzec: mylisz się, miła niewiasto, trzydziestka – że się tak zagranicznie wyrażę – sucks hard.

Ale nie. Wyjątkowo się nie pokłócę i przyznam rację. Bo akurat ta moja zbliżająca się trzydziestka jest najlepszym okresem w moim życiu. Bo w tym czasie właśnie dane mi jest obcować z niezwykłym małym człowiekiem, który przez pewien czas przebywał w środku mnie, żeby potem wyjść i przewrócić nam życie do góry nogami. I powiem tak – w stolicach europejskich bywałam, Gwiazdy na żywo widywałam, w Wiśle nocą pływałam, różowe jelonki dosiadałam, w TVP siedziałam, filmy robiłam, studia skończyłam i co tam jeszcze, ale nic z tych rzeczy nie ucieszyło mnie tak, jak mnie dziś ucieszyła Dziobalinda gdyśmy się bawiły w kowboja na koniku, a ona się zanosiła śmiechem tak radosnym i tak szczerym, żem się prawie rozczuliła (ale prawie, bo cały dzień wisi nade mną system zarządzania bhp czyli witajcie intelektualne podniety).

A zatem proszę sobie zapamiętać, ze synafia nie zawsze się kłóci i zgadza się czasami też. O!

Kiedyś to się robiło z fantazją!

Drogie Państwo!
(jak mawiał ongiś szef mego taty w Kancelarii Premiera RP)
Zobaczyłam te zdjęcia i gacie mnie opadli z wrażenia!



źródło: Last.fm - dodany przez Martorelli 26 X 2008


Kto wie kto to jest? A dokładniej - kto tak wyglądał 30 lat temu? Jakieś pomysły? He?

Tak! To Peter Gabriel! W czasach, gdy był jeszcze wokalistą Genesis. Szał, nie?
Kto zna, niechaj ze mną kwiczy z radości wespół!

Kto nie zna, niech się wstydzi i niech się w tej chwili ogarnie i się zapozna:

18 maj 2009

17 maja 2009

W imieniu Dziobalindy pragnę serdecznie podziękować za życzenia,prezenty, całuski, uściski i ciepłe myśli, które napłynęły do nas zewsząd z okazji pierwszych urodzin.

Pragnę również w tym oto miejscu serdecznie podziękować memu Małżonkowi za to, że rok temu pozwolił się dotkliwie pogryźć na sali porodowej przez niżej podpisaną, a następnie powstrzymał się od zabicia niefrasobliwego lekarza, dzięki czemu jesteśmy teraz rodziną ekscentryczną, a nie więzienną.

Dziękuję też serdecznie Agnieszce, która rok temu poinformowała mnie uprzejmie przez gg, że właśnie zaczynam rodzić.

Dziękuję Bogu i dziękuję Akademii. To dla mnie wielki zaszczyt!

12 maj 2009

Teatrzyk Radykalny Szparag przedstawia: Rozmowy w metrze

Dramatis personae:
Tomasz
Synafia
Pan czytający książkę


Synafia: Spójrz, ten pan wygląda jakby czytał Teubnera.
Tomasz(przygląda się): Nie, to Biblioteka Narodowa.
S: Skąd wiesz?
T: Teubner ma grubsze kartki.
S: A masz rację.

Chwila ciszy.

S: Ale stary Teubner to mógłby być, on miał cieńsze kartki.
T: Ale nawet stary Teubner miał grubsze kartki. Mam tom Homera w starym wydaniu Teubnera i ma grubszy papier.
S: Masz rację, ja mam tom Herodota. Rzeczywiście grubsze kartki.
T: A zatem Biblioteka Narodowa.

Pan czytający książkę - czyta nadal.

Ludzie stojący obok - dyskretnie odsuwają się i szykują do ucieczki.

7 maj 2009

Przed użyciem zapoznaj się z innstrukcją obsługi

Uwaga! Instrukcja obsługi postu!

1. Wpierw musisz przeczytać tekst oznaczony numerem I. Nie II masz przeczytać i nie III. Masz tylko przeczytać I. I ma być tekstem, który przeczytać masz, i tekstem tym ma być I.
2. Następnie przejdź do II i odpal klip. Nie oglądaj go jednak, niechaj Cię ręka Boska broni, bo sam w sobie jest denny. Słuchać masz, nie oglądać.
3. Kiedy już klip jako drugi w kolejności odpalony zostanie, przejdź do III i słuchając czytaj sobie słowa, aby ci jaśniej w głowie i milej w uszach było.


A teraz post!

I.
Ilekroć słucham tej piosenki, myślę sobie, że to nie jest kurna śmieszne. To naprawdę jest o mnie. To ja śpiewam. Potwierdzi to niezwykle prawdomówna jedna z mych najpierwszych przyjaciółek, PP. (przyznasz sama, że to o mnie...).
Cóż, trzeba stanąć oko w oko z prawdą.
Proszę Państwa! I'm so worried by Terry Jones (nie oglądamy! słuchamy!):

II.


III.

I'm so worried about what's happening today,
In the Middle East, you know.
And I'm so worried about the baggage retrieval
System they've got at Heathrow.

I'm so worried about the fashoins today,
I don't think they're good for your feet.
And I'm so worried about the shows on TV
That sometimes they want to repeat.

I'm so worried about what's happening today,
In the Middle East, you know.
And I'm so worried about the baggage retrieval
System they've got at Heathrow.

I'm so worried about my hair falling out,
And the state of the world today.
And I'm so worried about being so full of doubt
About everything anyway.

I'm so worried about modern technology,
I'm so worried about all the things
That they dump in the sea.
I'm so worried about it, worried about it,
Worried, worried, worried.

I'm so worried about everything that can go wrong.
I'm so worried about whether people like this song.
I'm so worried about this very next verse,
It isn't the best that I've got.
And I'm so worried about whether I should go on
Or whether I shouldn't just stop.

I'm so worried about whether I ought to have stopped.
And I'm so worried because it's the sort of thing I ought to know.
And I'm so worried about the baggage retrieval
System they've got at Heathrow.

I'm so worried about whether I should have stopped then,
I'm so worried that I'm driving everyone round the bend.
And I'm so worried about the baggage retrieval
System they've got at Heathrow.

5 maj 2009

Jedni mają kupę (kasy), drudzy maja gówno

Podczas gdy jako typowa przedstawicielka smakoszy biurowych wspomagam czynnie Tomasza w układaniu rankingu zupek chińskich, w odległej galaktyce, w innej czasoprzestrzeni... a nie, przepraszam, pod wejściem do prywatnej szkoły, znajdującej się 5 min drogi od Sławetnego Okrągłego Osiedla (miejsca zamieszkania niżej podpisanej i nie tylko), stoją żadne tam gombrowiczowskie dziecka, a nowoczesne, imponujące, siedmioletnie Dzieci, i prowadzą dysputy. A zza zagrody zębów jednego z nich uleciały słowa skrzydlate i staranowały me nieszczęsne niskobudżetowe uszy zdaniem: „Ja tam nie muszę mieć żadnej średniej, żeby dostać quada!”.

Przepraszam, co? QUADA?
Lego, wycieczkę, nawet komputer zrozumiem, ale quada?
Po kiego czorta siedmiolatkowi jest quad, pytam się? I to nawet bez żadnej średniej? Ot tak, drogie dziecko, stać nas, to ci kupimy. Może od razu jacht? W sumie na jachcie chyba trudniej jest się zabić niż na quadzie. A może o to właśnie chodzi...

A ja dziś – proszę bardzo! – dostałam pochwałę od szefowej i aż się ucieszyłam, dopóki sobie nie przypomniałam, że moja pensja to chyba nawet na pół quada nie starczy. To może ja pójdę do zarządu, skoro taka świetna jestem, i zażądam quada! Albo chociaż jakiegoś dofinansowania na wielkie uroczystości urodzinowe Dziobalindy. Albo na zupki chińskie dofinansowania.

Póki co moje wewnętrzne dziecko w myślach zawróciło pod drzwi szkoły prywatnej, wywaliło jęzor i rzekło: A moja mama pracuje w Biurze Edukacji, i zamknie wam tę waszą szkołę, i będziecie chodzić do publicznej podstawówki, gdzie nie tylko nie ma komputerów w salach, ale nawet papieru w kiblach, a quada to wam od razu spod szkoły ukradną! O! Tara rara!”

O tempora o mores.