Posty

O budowaniu mostów zamiast murów

Obraz
Tło plik wektorowy utworzone przez rawpixel.com - pl.freepik.com

Tak już mam, że odkąd pamiętam, nie lubiłam gier zespołowych. Nigdy nie należałam do żadnej drużyny -  ani w sporcie, ani w żadnej innej dziedzinie. Nigdy nie poznałam tego podobno bardzo przyjemnego uczucia, kiedy "my wygrywamy" a "oni przegrywają". Nigdy nie czułam się pełnoprawnym członkiem "tych, którzy mają rację" - choć czasem dałam się porwać przyjemnej iluzji. Zwłaszcza, kiedy byłam młodsza, łatwiej było mi oszukiwać siebie samą, że wiem lepiej, że mam odpowiedzi, a już zwłaszcza, że rozumiem i mam prawo osądzać motywacje innych. Byłam gotowa krzyczeć hasła i iść z pochodem na barykady. Dziś już nie. Dziś nawet wtedy, gdy jestem pewna tego, co myślę na dany temat, nie czuję, że „gram w czyjejś drużynie” – mogę odpowiadać jedynie indywidualnie za samą siebie. 
Im jestem starsza, tym trudniej mi się oszukiwać. Piszę to z pewną goryczą, bo wraz ze świadomością, że wcale nie wiem, nie ro…

O doskonałej niedoskonałości

Obraz
Nie było mnie tutaj 3 lata i w tym czasie wiele się w moim życiu pozmieniało. Dzieci urosły. Mąż zyskał kilka siwych włosów. Ja zyskałam kilka dodatkowych kilogramów. Spełniłam też kilka marzeń - zaczęłam uczyć komunikacji, wydałam książkę dla dzieci, zaczęłam śpiewać w chórze. To był czas pełen nowości, pełen pracy, pełen zmian - dlatego też tak długo nie pisałam. Teraz mam wrażenie, że te zmiany powoli stają się codziennością, a we mnie znowu pojawiły się słowa, dużo słów, których nadmiar potrzebuję przelać na zewnątrz, podzielić się z Wami, przemyśleć je wspólnie. 
Co się również w moim życiu zmieniło, to że prawie całkowicie zrezygnowałam z jedzenia mięsa, a od jakiegoś czasu staram się też ograniczać zużycie plastiku - używam wielorazowych płóciennych toreb, nie biorę foliówek w sklepach, kawę na wynos biorę we własnym kubku, robię własny płyn do czyszczenia w domu. Celowo piszę, że ograniczam i że prawie całkowicie rezygnuję, a nie że jestem wegetarianką lub że żyję ekologiczni…

O Okruchach Dobra

Obraz
Spontanicznie pojawiła mi się w głowie miniseria Okruchy Dobra. Jestem bowiem głęboko przekonana, że Dobro to nie tylko wielkie gesty i heroiczne czyny, ale także codzienne, drobne zdarzenia, uśmiechy, pomocna dłoń czy nawet powstrzymanie się od sarkastycznego komentarza. I wcale nie musimy mieć wielkich funduszy i sił Herkulesa, każdy z nas może pomnożyć trochę Dobra codziennie. Ja wciąż widzę dużo Dobra, mimo trudności, tragedii, smutku, szukam tego Dobra i znajduję. A Dobro jak plastikowe torebki - tu mały kawałek, tam mały kawałek, i zaraz się zbiera wieeeeelka góraaaa.
Z plasitku staram się rezygnować już od jakiegoś czasu, a tymczasem wrzucam mój poranny okruch.

Mam teraz pracujący weekend (zjazd egzaminacyjny na uczelni) i zaczynamy od 8:00 rano. Uprawiam więc o świcie znaną chyba wszystkim dyscyplinę olimpijską „bieg przez śnieg do autobusu”. Takoż dziś biegłam przez zaspy do autobusu, który już stał na przystanku od jakiegoś czasu, a ja wiedziałam, że moje szanse są nikłe.

O zawieszeniu

Kochane i Kochani moi, którzy tu jeszcze zaglądacie.

Zorientowaliście się już na pewno, że stopniowo przestaję pisać. Dzieje się tak, ponieważ mój zasób słów do napisania uległ wyczerpaniu. Przez 7 lat pisałam do Was i do siebie samej zarazem, i to pisanie dawało mi wiele radości. Jeszcze większą radość dawały mi rozmowy z Wami - te w komentarzach na blogu, te w mailach, czasami nawet telefoniczne lub "w realu". To był wspaniały okres, w którym poznałam wspaniałych ludzi - i tych właśnie ludzi czyli Was żal mi teraz opuszczać.

 Nie wiem, czy opuszczam Was na zawsze, czy może kiedyś wrócę. Nie wiem też, czy wróci Synafia,  czy może wrócę w jakiejś innej postaci. Na ten moment nic nie wiem oprócz tego, że nadszedł w moim życiu czas słuchania, myślenia, milczenia - ale nie pisania. Z tego powodu nie widzicie mnie ani tutaj, ani na swoich blogach - czytam, ale nie piszę. Nie mam w sobie sensownych słów.

Niemniej moja skrzynka mailowa pozostaje otwarta, jeśli ktoś chciałby tak po…

O tym, że tylko dzisiaj jest wieczność

Obraz
Wybrałam się dziś na samotny spacer po zimowym lesie. Bardzo potrzebowałam ciszy i samotności choć na godzinę. Jestem co prawda typowym ekstrawertykiem, ale nawet typowy ekstrawertyk potrzebuje czasem usłyszeć myśli we własnej głowie. O co trudno, gdy się nie nieustannie rozmawia z kimś innym, niż ja sama. 
Przez pierwsze pół godziny odczuwałam głównie bieganinę myśli w głowie – ścigały się chyba, tupały, podstawiały sobie nogi… dałabym słowo, że trzaskały drzwiami! Po jakimś czasie jednak uspokoiły się i ucichły. Pojawiły się za to nowe. Te nowy były tak jakby… starsze. 
Gdy przystawałam, żeby wysłuchać dzięcioła albo przyjrzeć się ośnieżonym drzewom, gdy wciągałam nosem mroźny, lekko jakby przydymiony zapach lasu, przyszła do mnie myśl o tym, że oto właśnie jest życie i oto właśnie jest – wieczność. Nie ma sensu w swoim istnieniu szukać przyczyny i celu. Nie ma sensu skupiać się na szukaniu… sensu. To, co jest tu i teraz – jest. Tylko to jest tak naprawdę realne – przeszłość nie je…

O tym, że się wyspałam

Obraz
Otóż wyspałam się!


Taki mam pyszny świąteczny urlop za sobą, że się wysypialiśmy, jedliśmy, spotykaliśmy z przyjaciółmi oraz czytaliśmy książki – udało mi się nawet dotrzeć do biblioteki 31 grudnia i zrobić zapas książek na nowy rok. Tak więc spędzałam dnie i wieczory z ulubionym Małżonkiem i Dziewczętami, które - wyspane i najedzone - były dla rodziców swych pełne miłosierdzia. A także z choinką, bigosem, pierniczkami, Pilchem, nową (starą?) Bridget Jones i Malalą Yousafzai (wiem, wiem, zestawienie zaiste dziwaczne i trącące pomięszaniem psychicznym) - same dobre rzeczy! Udało mi się nawet pobiegać dwa razy, przy czem drugi bieg nastąpił 1 stycznia, przy temperaturze -15 i wyniósł prawie 6 km, toteż dumna jestem z tego powodu i blada. Chuda nie, chuda nie jestem ni trochę, przeciwnie raczej, bo przecież bigos, pierniczki i jeszcze więcej bigosu. Gdyż albowiem kocham bigos miłością ogromną. A Małżonek mój robi bigos najlepszy na świecie!
Taka jestem więc wypoczęta i wyspana, niczym to …

O narodzinach nadziei

Obraz
Ciężko mi ostatnio zaglądać do internetu...  mamy swoje własne, rodzinne problemy, a tymczasem świat wokół zdaje się taki trudny i ciężki do zrozumienia. Myślę sobie, że im musiało być jednak stokroć ciężej. Tylko we dwoje, w nieprzyjaznym świecie, bez dachu nad głową - i z nowo narodzonym dzieckiem. Czy bardzo się bali? Czy czuli się samotni i słabi? Czy z niepokojem patrzyli w przyszłość? Zapewne tak. 
Ale znaleźli w sobie siłę, znaleźli nadzieję, zapewne tak jak my wszyscy - z miłości. Z miłości do swojego syna. I z miłości Syna do nich. Bo to małe, bezbronne dziecko miało zmienić wszystko, miało przynieść nadzieję - nie tylko im, ale całemu światu.
Ten czas jest trudny nie tylko dla mojej rodziny. Jest trudny dla wielu znanych mi ludzi, którzy przeżywają rodzinne tragedie, choroby swoje i choroby bliskich osób, strach, poczucie odrzucenia... Jest trudny dla obcych mi ludzi uciekających przed złem, bojących się zła, tracących zaufanie i wiarę w bezpieczny świat obok. Jest trudny z…