10 wrz 2009

Przystanek Alaska

Zrobić dziecko jest bardzo przyjemnie.
Urodzić dziecko jest bardzo boleśnie.
Wychować dziecko jest bardzo przyjemnie i bardzo boleśnie i bardzo, bardzo trudno.

Bo żeby wychować dziecko, trzeba najpierw wychować siebie.
Jeżeli chciałabym, żeby moje dziecko coś umiało, muszę sama to umieć. Jeśli chciałabym, żeby ceniło jakieś zasady i wartości, muszę sama je cenić. Jeżeli chciałabym, żeby postępowało słusznie, muszę sama tak postępować. A ono ostatecznie i tak wybierze własną drogę i będzie mieć do tego prawo. Ja ze swojej strony chcę po prostu wyposażyć je w to, co uważam za najcenniejsze.
Wychowywanie samej siebie idzie mi - przyznam - opornie. Trzeba sobie zrobić w głowie przewrót kopernikański i zacząć od początku, z pełną uczciwością wobec samej siebie i bez żadnej taryfy ulgowej. Pierwsze, co musiałam sobie uświadomić, to ODPOWIEDZIALNOŚĆ. Bo od teraz przez najbliższe lata to my (rodzice) jesteśmy odpowiedzialni za nasze dziecko i to od nas ono się będzie uczyć. I to jest świadomość, która w pierwszym momencie nieco przygniata. W drugim zaś - zaczyna sprawiać, że perspektywa się poszerza.

Są pewnie ludzie, którzy to wiedzą od zawsze. Ale do mnie dopiero teraz z całą jasnością zaczęły docierać pewne sprawy.
Że to, co mówimy i robimy, nie tylko świadczy o nas samych, ale ma też wpływ na innych ludzi.
Że słowo naprawdę jest trwalsze od spiżu, a bywa też cięższe od pięści i skuteczniejsze od trucizny.
Że moja wolność kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka.
Że każda decyzja, każdy czyn i każde słowo, zwłaszcza te nieprzemyślane, mogą mieć realne i nieprzewidziane konsekwencje.

I tak oto byt nieznośnie lekki zamienia się w upierdliwie przyziemny i żmudny. Gdzie trzeba sobie samej nieustannie patrzeć na ręce. Chałupy gudbaj, Alaska łelkamtu.

Lecz okazuje się, że na Alasce powietrze mi służy! W Chałupach w sumie, to po tygodniu zdycham zawsze z nudów.

I nie żałuję ani jednej chwili na tej Alasce, i cierpliwie znoszę przytyki, że grubo wyglądam w zimowych ciuchach i że ta Alaska to kraniec świata, gdzie żadna oświecona dusza nogi nie postawi. A ja właśnie na Alaskę serdecznie zapraszam. Wcale nie trzeba mieć dzieci, żeby przyjechać.

10 komentarzy:

  1. To znana sprawa jest.
    Najbardziej lubię codzienne odrywanie przymarzniętego czajnika.
    Zapytasz zapewne: odrywanie od czego? bo jesteś uważną Czytelniczką/Czkiem.
    To bez znaczenia.
    Liczy się To co cię motywuje... i zorza w oczach Dzieciaka.
    Zresztą zapytaj pingwinów... wiedzą
    http://www.youtube.com/watch?v=R7jnhTDg4mk&feature=related
    choć ich tu nie ma ;]
    Tatałoś

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie się czasem bardzo przykro robi, jak widzę rodziców, którzy traktują dziecko, jako coś, co chcieli, ale już nie są pewni, albo jako coś, co się przytrafiło. I potem drą japę na dziecko, bo dziecko chciało iść na huśtawkę, gdy oni właśnie jako rozrywkę dla niego zaplanowali piaskownicę.

    Zresztą, jak wiesz droga Synafio, ostatnio odczuwam w ogóle wielką niechęć do ludzi i ostatecznie, jeśli już nasłoneczniony ganek i malinówka nie mogą mieć miejsca, to wybieram chatkę na Alasce z przymarzniętym czajnikiem i bez widoku z okna, bo okno śnieg zasypał. Jest tylko jedno ale! Wiatry są tam tak prędkie, że ludzi z przeciągiem w głowie wpuszczać już nie można, bo huragan nas wywieje!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie martw się, Sykofanto, ci z przeciągiem zazwyczaj wybierają się w tropiki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nigdy nie wyglądasz grubo!

    A odpowiedzialność to wielkie słowo i jeszcze większa rzecz. Potrafi przygnieść i to tak, że później trudno się podnieść, ale jest w życiu niezbędna - nadaje mu wartość.

    Ja się jednak ograniczę raczej do zwierząt, bo do dzieci to lepiej, żebym się nie zbliżała...

    OdpowiedzUsuń
  5. Salomea, chyba nic złego z Twoich kontaktów z dziećmi wyniknąć nie może, jakoś sobie tego nie wyobrażam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. jestem zagorzałą miłośniczką alaski i nigdy jej nie chciałam opuszczać. wstyd przyznać, ale w chałupach nigdy nie byłam, bo być nie chciałam - nie widziałam tam nigdy nic pociągającego. tylko dzieci trwale nie posiadam, więc zamiłowanie do chłodu umrze wraz ze mną

    OdpowiedzUsuń
  7. niby wszyscy to wiedza,a wlasciwe moze prawie wszyscy,tylko pomimo tej wiedzy i odpowiedzialnosci tak trudno zastosowac to w zyciu,to co nam sie wydaje wazne i wlasciwe inni moga postrzegac zupelnie inaczej,ale mimo wszystko powinno sie bronic wartosci ktore w nas sa piekne i probowac przekazywac je dalej

    OdpowiedzUsuń
  8. Wilk -> zamiłowanie do chłodu rozprzestrzenia się niekoniecznie genetycznie, wszystko jeszcze przed nami ;)

    Blog niedzielny -> Tak, wszyscy niby to wiemy, a w praktyce jakoś często nie wychodzi. Ale masz rację, trzeba się starać, właśnie o to chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cóż, ta odpowiedzialność przygniata a mnie czasem też przeraża. Tak bardzo, że zdara mi się popełnić "głupstwo" z powodu źle pojętej odpowiedzialności. A tak z innej beczki - blog jest świetny, poruszasz ciekawe tematy i dla mnie w sposób odkrywczy. Mam nadzieję, ze będziesz pisać nadal - bo właśnie przybyła Ci wierna czytelniczka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Sylwia, witaj :) Cieszę się, że mnie odwiedziłaś :)

    OdpowiedzUsuń