22 gru 2010

Dziwka Nately'ego

Podczas drugiego tygodnia spędzanego na zwolnieniu lekarskim odkrywam, że w istocie jestem niczym dziwka Nately'ego*. Dajcie mi się wyspać, a stanę się nowym człowiekiem! Życie mi pachnie fiołkami, własne mieszkanie jawi mi się niczym królewski pałac, tryskam miłością do świata i bliźnich, jestem spokojna niczym kwiat lotosu na jeziorze kropli walerianowych. Wszystko to dzięki temu, że już drugi tydzień z rzędu nie muszę zajmować się Dyrektywą MiFID, nie muszę wstawać o 6.00 ani robić prania o północy - ze względu na to, żeśmy obie chore, siedzimy z Dziobalindą cały dzień na tylnych częściach naszych ciał, pokrytych peplum tkanym z najcieńszego lnu, wcinamy pierogi z mrożonki, puszczamy bańki mydlane i słuchamy Izraela, Armii i Siekiery (no dobra, Siekiery słucham sama jak Dziobalinda już śpi), oglądamy Madagaskar i Krecika odbierającego poród króliczycy. Bardzo jesteśmy cool, zen i happy.

Pójdźcie w me ramiona, niechże Was uściskam!




*Paragraf 22

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz