25 sie 2009

Ni mo casu krucabomba!

Żebym tak tyle ważyła, ile mam wolnego czasu!

Chociaż nie, Luca donosi, że na tak chudą postać nie sposób kupić ubrania. Może inaczej - żebym miała tyle zer na koncie, ile godzin codziennie zap.....m! Byłabym pierwszą w historii sryliarderką.

Nie, żebym nie odpoczęła na urlopie. Wręcz naprzeciwko. Mimo iż wyjazd do wód musieliśmy odłożyć, gdyż spółdzielnia uprzejmie zaplanowała nam inne atrakcje w postaci remontu balkonu, nie tracąc ducha urlopowaliśmy w mieście. Urlopowanie zawierało w sobie wycieczki turystyczne, obiadki w knajpach, wieczory z książką i winem oraz poranne rozmowy towarzyskie z panami robotnikami na balkonie, wspólne picie kawki przez okno, a nawet czasem - dla miłośników mocnych wrażeń - poranne ewakuacje pod ostrzałem decybeli, dobywających się z maszyny do zrywania betonu czy co tam pokrywało nasz balkon. Teraz będą go pokrywać płytki, mozaiki, kolumny, freski, złota lama i diamenty. Żyć nie umierać.

Urlop wykorzystała też Dziobalinda na nabywanie nowych umiejętności. Oprócz wprowadzenia do swego słownika całego zasobu nowych słów (z „chłopczyk” na czele, w języku dziobalińskim „opczy”), nabyła też umiejętność chodzenia na poziomie eksperckim oraz umiejętność stosowania szantażu emocjonalnego na poziomie zaawansowanym, czym mocno powiększyła ilość punktów many i zaczęła wyrównywać szanse siłowe w kampanii „Wychowanie - zmierzch królestwa Równowagi psychicznej”. Stosowanie na przemian zaklęcia „Rzuć się na ziemię i krzycz” oraz zaklęcia „Zrób słodkie oczka” w połączeniu ze „Zrób sówkę” daje mocne efekty - musieliśmy wycofać się na z góry upatrzone pozycje i obmyślamy nową strategię. Bądź co bądź mamy jednak więcej punktów doświadczenia i bardziej zaawansowaną dyplomację. Nie poddamy się bez walki.

A tymczasem kto wychynął z domu wieczorem ten zauważył, że chyłkiem zza węgła zaczyna w tyłek podszczypywać jesień. Jesień mnie zawsze przyprawia o miły dreszczyk emocji. Lubię, jak się szybko ściemnia i można wieczorami zaglądać ludziom w okna. Lubię, jak pachną jesienne liście i lubię rześki jesienny wietrzyk. Lubię atmosferę spowolnienia i refleksji, i nasycenie kolorów - już nie tak krzykliwych jak latem, cieplejszych i dojrzalszych. Lubię jesień. Mimo iżem „warzywem nie pierwszej świeżości” (jak mawia Tomasz), nadal myślę kalendarzem szkolnym - jesień to dla mnie początek nowego roku. A w TV - nowa ramówka. Nie mam co prawda TV, ale i u mnie nowa ramówka będzie może - przeczytałam już bowiem część książek od Caviardage i może mi się zechce rzucić słów kilka, coby się wrażeniami podzielić. Kącik czytelniczy zrobię czy co.

Tymczasem Fabryka Łelkamtu. I czekam na te zera na koncie.

9 komentarzy:

  1. Napiszę krótko! O k**wa, ja pi**dole, w pi**u... lub innymi słowy: ach, na zgniłego liścia i poprzewracane chrabąszcze, nudzi mnie się zupełnie jak hubie na drzewie. Nie wytrzymam już aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Synafio, jak się robi sówkę? Tu kilka dla przykładu: http://halbot.haluze.sk/?id=4998

    Sykofanto, uwielbiam cię! Czy mogę cytować twoje znudzeniowe teksty na sympozjonach ku uciesze zgromadzonych?

    OdpowiedzUsuń
  3. Sykofanto, myślę, że huba na drzewie nudzi się mniej.

    Irena, nie opiszę Ci "sówki", bo nie umiem, za to jak się spotkamy kiedyś, to Ci ją zrobię, deal? ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Majkul, bo Ty wiesz co Ty musisz? Wiesz.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zrób mi kiedyś sówkę, proszę:) Trzymam cię za słowo.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jak ty zakładasz kącik czytelniczy to ja będę chyba musiał bibliotekę...;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetnie się czyta Twojego bloga.Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Caviardage -> Masz ku temu wszelkie predyspozycje ;)

    Daszka -> Bardzo dziękuję i witam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń