Żegluga domowa
Strudzony małżonek po wielu wędrówkach powrócił na łono rodziny, a tymczasem ja dopiero po jego powrocie zaczynam pruć tkany przez ostatnie 2 tygodnie kilim (w zasadzie to makatkę) pt. "Jestem dzielna i daję sobie radę". Gdyż albowiem teraz, gdy już się czuję bezpieczna i zaopiekowana, dotarło do mnie, że w ostatnim czasie działałam w trybie awaryjnym. Co mnie mocno wyczerpało jednak. Taka ze mnie Penelopa, jaka z naszego Okrągłego Osiedla Itaka. Kieszonkowa. Po tygodniu w domu Topik je i tyje koncertowo, Dziobalinda zaś walczy z całą gamą sprzecznych emocji. Sekunduję jej w tym dzielnie, gdyż i mnie emocje kotłują się w głowie - od euforii po strach, od zdziwienia po dziwaczne próby działania "po dawnemu". Jednak co by nie mówić, przeszliśmy jako rodzina do następnego etapu i wszyscy musimy się teraz jakoś w nim odnaleźć. Żeglujemy więc dalej w nieznane, momentami targani objawami morskiej choroby, ale bardzo ciekawi, co nas w tej żegludze jeszcze spotka. Jak...