Per aspera ad aspera
Mój Tata, pieszczotliwie zwany Albatrosem, zwykł mi mawiać w chwilach krytycznych (np. gdy dzwoniłam do niego o 1:00 w nocy płacząc, że mój świeżo poślubiony małżonek nie wrócił jeszcze z pracy i nie odbiera telefonu, i może mu się co zdarzyło, może go napadli?), że powinnam być „odporna na trudy służby”. Nie byłam. Odkąd pamiętam, byłam nieodporna jak się patrzy. Płakałam, lamentowałam i biadałam zawzięcie. Tata mówił o mnie, iż byłam „dzieckiem łatwo wzruszającym się”, co w praktyce oznaczało, że od niemowlęctwa do ok. 6. roku życia darłam się bez opamiętania, a potem dorosłam i to darcie zamieniłam w szlachetne, uprawiane regularnie histerie i rozpacze. Mimo mej oczywistej przypadłości Małżonek nie porzucił mnie uciekając w trwodze, ale dzielnie stawił czoła atakom lęku i rozpaczy. To pewnie jego imponująca odwaga pociąga mnie w nim tak ogromnie, że chciałabym mieć z nim wiele, wiele dzieci, tymczasem wiem jednak, że nasze dwie córki wystarczą w zupełności, aby i mnie n...