O tym, że tylko dzisiaj jest wieczność

Wybrałam się dziś na samotny spacer po zimowym lesie. Bardzo potrzebowałam ciszy i samotności choć na godzinę. Jestem co prawda typowym ekstrawertykiem, ale nawet typowy ekstrawertyk potrzebuje czasem usłyszeć myśli we własnej głowie. O co trudno, gdy się nie nieustannie rozmawia z kimś innym, niż ja sama. Przez pierwsze pół godziny odczuwałam głównie bieganinę myśli w głowie – ścigały się chyba, tupały, podstawiały sobie nogi… dałabym słowo, że trzaskały drzwiami! Po jakimś czasie jednak uspokoiły się i ucichły. Pojawiły się za to nowe. Te nowy były tak jakby… starsze. Gdy przystawałam, żeby wysłuchać dzięcioła albo przyjrzeć się ośnieżonym drzewom, gdy wciągałam nosem mroźny, lekko jakby przydymiony zapach lasu, przyszła do mnie myśl o tym, że oto właśnie jest życie i oto właśnie jest – wieczność. Nie ma sensu w swoim istnieniu szukać przyczyny i celu. Nie ma sensu skupiać się na szukaniu… sensu. To, co jest tu i teraz – jest. Tylko to jest tak naprawdę realne – ...