I znów nastał czas pasyjny w moim życiu. Nie będę udawać, że mam jakąś wprawę. To dopiero czwarty świadomy Wielki Post dla mnie. Zawsze czuję się w nim jakoś zagubiona. Ale wierzę, że małymi kroczkami kiedyś w końcu się odnajdę. A raczej – dam się odnaleźć. Ciężko mi było postanowić, bez czego mam przeżyć moje 7 tygodni bez . Bo chciałabym wyrzec się czegoś, co pochłania mnie tak bardzo, że odcina mnie od rzeczywistości, od ludzi, od Słowa i od Boga. A co to takiego może być? I wyszło mi, że to ja sama jestem. A dokładnie moja kultywowana od dzieciństwa namiętność – słowa. Bo ja pasjami uwielbiam gadać. Pamiętam, jak kiedyś, w mych wczesnych latach szkolnych, rodzice założyli się ze mną, że nie wytrzymam 10 minut milcząc. Poczułam się tak urażona (jak to nie wytrzymam?!), iż rzeczywiście zamilkłam. Na jakieś 3 minuty. Każdy, kto ze mnę rozmawiał, że tak się wyrażę, ustnie, potwierdzi, że mówię dużo i szybko. Zwłaszcza zaś, gdy mnie temat emocjonuje, mówię nie...