Pecunia i jęki powszednie
W przedszkolu Dziobalindy koleżanka z grupy będzie wkrótce fetować swoje 4. urodziny. Fetować będzie przedstawieniem teatralnym, na które zaproszone są dzieci z trzech grup. Łącznie prawie setka. Setka przedszkolaków będzie celebrować urodziny dziewczęcia, w dużej części nie znając jubilatki, a może i powodu owej celebracji się nie domyślając. Jest w tym coś starożytnego, coś cesarskiego, coś z pochodu triumfalnego Dolnej Deski z Łoża Nikomedesa . Igrzyska ku czci! Chojny gest i radość uszczęśliwionego ludu! Niestety, nie udało się przedstawienia zorganizować w Cyrku Flawiuszów, więc z konieczności odbędzie się w przedszkolu. Ale nie traćmy nadziei, to dopiero czwarte urodziny. Najlepsze jest wciąż przed nami. Oczywiście czysta to gorycz przemawia przeze mnie, bo ja Dziobalindzie nie urządzam ani takiej, ani inszej fety, tylko stare niemodne urodziny z tortem i świeczkami. I nie mogę przecież oczekiwać, żeby się do moich anachronicznych przyzwyczajeń dostroił świat pędzący chyżo do p...