9 paź 2012

Stridor dentium Synafiae

To nie jest śmieszne, kiedy ktoś wkłada ci ręce w majtki, nawet jeśli sprytnie podszył się pod fachowca od naprawiania windy.

To nie jest zabawne, kiedy ktoś cię gwałci, upokarza, traktuje jak przedmiot, nawet jeśli jest twoim "szefem", a ty sprzątasz jego mieszkanie.

To nie jest nieistotne, że po tym, jak tracisz ukochaną osobę, ktoś bez szacunku traktuje jej ciało, nawet  jeśli to ciało jest już martwe.

To nie jest bez znaczenia, czy w rodzinnym grobie chowasz szczątki sowich bliskich, czy kogoś innego, nawet jeśli pogrzeb odbywa się na koszt państwa.

To nie jest kwestia polityki. To nie jest kwestia wolności słowa. To nie jest kwestia poczucia humoru.

To są ludzie - może ich nie widzimy, kiedy rozmawiamy na ich temat, może nie zgadzamy się z ich poglądami, ale to nadal są ludzie żyjący tuż obok nas. Ludzie, którym my wtykamy paluchy w ich intymność, w ich traumy, w ich cierpienie, w ich godność - bo cenimy sobie przecież swoje prawo do swobody wypowiedzi i poglądów.

Gdybyśmy tylko umieli cenić prawa innych tak, jak cenimy własne, to żadnej z powyższych kwestii nie musielibyśmy dyskutować na niezliczonych rodzinnych obiadkach, przy piwach i na fejsbuniu - zwyczajnie by nie zaistniały.

Ale wtedy byłoby nudno, och, jak nudno i purytańsko, prawda?


38 komentarzy:

  1. Nie wkładam paluchów w cudzą intymność, traumy, cierpienia, a tym bardziej godność. To ci ludzie wtykają mi je w moje oczy i moje uszy, czy chcę, czy nie chcę. Nie chcę, jestem zmęczona i zażenowana, ale jako obserwator poniekąd biorę w tym udział.

    OdpowiedzUsuń
  2. @Bluuu: Przypuszczam, że odnosisz się do kwestii pochówków, a nie molestowania kobiet (ja odnoszę się do obu naraz, bo widzę w nich wspólny mianownik).

    W tej kwestii mam zdanie takie: nikt nie zmusza nikogo do czytania artykułów, oglądania telewizji - gdy mnie nie interesuje jakiś temat, po prostu w niego nie wchodzę. Natomiast ci ludzie, którzy stracili swoich bliskich, nie mogą sobie "wyłączyć" tego, co się stało. Być może dlatego, że sama pochowałam kogoś, kogo kochałam, a może dlatego, że ktoś bliski mi zginął w katastrofie - jestem przekonana, że czyjekolwiek zmęczenie i zażenowanie nie jest w najmniejszym stopniu porównywalne z cierpieniem po stracie ukochanej osoby. Zwłaszcza, gdy to cierpienie jest w jakiś sposób publiczne, a zatem narażone na ocenę publiczną.

    "Ci ludzie' nie robią niczego ani Tobie, ani mnie. To nie o Ciebie i nie o mnie w tym chodzi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozumiem Bluuu w jednej kwestii: przy obecnym rozwoju techniki i środków przekazu nawet, jeżeli ktoś naprawdę nie chce brać udziału w rozgrzebywaniu intymności innych, to czasem i tak nie ma wyboru. Media są wszędzie. Co z tego, że nie mam telewizora - jest radio, Internet, ba, wystarczy, że stanę koło kiosku i atakują mnie nagłówki. Nie ma jak przed tym uciec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dragonella To jest najokropniejsza strefa, o której nie mogę spokojnie myśleć. Tak jak piszesz - kiosk atakuje sam sobą, nawet gdyby odwracać głowę i uszy od każdego medium, to ten kiosk cię dopadnie.

      Czasem mam taką refleksję, że skoro społeczeństwo ma tak wielką potrzebę wypełniania świata wokół siebie coraz większą ohydnością, coraz syfniejszym szumem, to taki ma też stosunek do swoich wyborów w życiu prywatnym i społecznym. To temat niepopularny, ale mi bardzo bliski, uwielbiam politykę i uwielbiam głosować. Ale kiedy myślę o tych "kioskach", to wolę, żeby zapanował ustrój ponad-demokratyczny, żeby ludziom oglądającym namiętnie te "kioski" odebrać prawo głosu.

      Usuń
    2. A ja nie rozumiem.Nie rozumiem stanowiska Bluuu nawet jeśli udziergać te trzy zdania do jednego aspektu typu media. Bluuu oczekuje od mediów, od nośników i przekaźników informacji że spełnią jej oczekiwanie taktu i nieinformowania o sprawach które jej Bluuu nie interesują bądź budzą jej zażenowanie.
      Pomijam przy tym dość oczywistą konstatację że z jej komentarza wynika iż to ofiary i ich rodziny są winne chorobliwemu nagłaśnianiu tych spraw w mediach.

      Usuń
    3. Anonimowy [notabene, może należałoby się podpisać...?] - przeczytałam jeszcze raz wypowiedź Bluuu i Twoja "oczywista konstatacja" mnie nie wydaje się taka oczywista. Ona napisała dokładnie "ci ludzie". Skąd wniosek, że chodzi o ofiary? Ja zrozumiałam, że miała na myśli media, dziennikarzy, ale widać każdy rozumie to, co chce zrozumieć.

      Co do samych ofiar, to tu nie można generalizować. Myślę, że każdy przypadek jest inny. Są niestety ludzie, którzy z osobistych tragedii robią za wszelką cenę show, opowiadając w każdym brukowcu, jak strasznie cierpią [to się chyba nazywa "mieć parcie na szkło"] i rzeczywiście, takie podejście jest dla mnie niesmaczne. Tym bardziej, że na podobnych wywiadach zarabiają, a to już naprawdę robi się obrzydliwe.

      Usuń
    4. W poście inicjującym autorstwa Synafii czytamy:
      "To są ludzie - może ich nie widzimy, kiedy rozmawiamy na ich temat, może nie zgadzamy się z ich poglądami, ale to nadal są ludzie żyjący tuż obok nas. Ludzie, którym my wtykamy paluchy w ich intymność, w ich traumy, w ich cierpienie, w ich godność - bo cenimy sobie przecież swoje prawo do swobody wypowiedzi i poglądów.
      Gdybyśmy tylko umieli cenić prawa innych tak, jak cenimy własne, to żadnej z powyższych kwestii nie musielibyśmy dyskutować na niezliczonych rodzinnych obiadkach, przy piwach i na fejsbuniu - zwyczajnie by nie zaistniały. "


      W odpowiedzi autorstwa Bluuu czytamy:
      "Nie wkładam paluchów w cudzą intymność, traumy, cierpienia, a tym bardziej godność. To ci ludzie wtykają mi je w moje oczy i moje uszy, czy chcę, czy nie chcę. Nie chcę, jestem zmęczona i zażenowana, ale jako obserwator poniekąd biorę w tym udział."

      Oczywiście można założyć że najprostsza droga z Łodzi do Warszawy wiedzie przez Świnoujście jednakowoż są podstawy do tego by uznać że "To są ludzie" i "To ci ludzie" to ci sami ludzie.

      Oczywiście uszanuję Dragonello twoją sugestię w kwestii podpisu.
      Koło Kwintowe.

      Usuń
    5. Dziękuję Koło - tak się o wiele lepiej rozmawia [zamiast zwracać się do "Anonima"].

      Z wypowiedzi Synafii też nie wynika jednoznacznie, że chodzi o ofiary - przecież same tych historii nie opisały i same ich nie nagłośniły. Moim pierwszym skojarzeniem byli dziennikarze jako Ci, co wtykają paluchy. Twoją metaforę kolejową uważam za niesprawiedliwą - pozostając w tej samej przestrzeni leksykalnej, moje myśli biegły po prostu innymi torami, niż Twoje. A może... wybrały samolot? :)
      Choć w zasadzie to powinniśmy poczekać na odpowiedź Bluuu, co ona miała na myśli.

      Usuń
    6. @Dragonella (2): Nie chodziło mi o dziennikarzy, tylko o nas - o mnie, Ciebie, wszystkich, którzy się na ten temat wypowiadamy. Ale pisząc "Ludzie, którym my wtykamy paluchy w ich intymność" miałam na myśli oczywiście ofiary.

      A Bluu napisałą (parafrazuję) " ja im nie wtykam paluchów, to oni wtykają je mi. Też zrozumiałam, że chodzi o jej o ofiary, nie dziennikarzy.

      Usuń
    7. Ok, przyjmuję na klatę. Jak widać miałam nietypowe skojarzenie - bo mnie się naprawdę w mózgu zapaliła lampka "dziennikarze". Cóż, materiał badań dla psychoanalityka, dlaczego tak, a nie inaczej :)

      Usuń
    8. @Dragonella (2)gorąca prośba:
      nie Koło a Koło Kwintowe.
      Kiedy piszesz Koło to zmieniasz sens co mnie osobiście dotyka do żywego. To tak jakbym ja napisał "Drag" a tego nie robię :)

      Koło Kwintowe

      Usuń
    9. W porządku Koło Kwintowe, nie chciałam Cię dotknąć. Potraktowałam to jako imię i nazwisko, ale jak widać błędnie, za co przepraszam.
      Nawiasem mówiąc, mnie często zdrabniają "Drago" - nie przeszkadza mi to, więc jak by co, to można :).

      Usuń
  4. @Dragonella: To prawda, że jesteśmy atakowani różnymi treściami i że nie da się zupełnie od nich odciąć. Ale możemy wybierać, możemy powiedzieć "nie", możemy w końcu krytycznie analizować - nikt z nas nie jest "bezwolną ofiarą przekazu medialnego" o ile nie zechce nią zostać.

    A mi w tym wpisie chodziło o jedno. Że w kliku ostatnich głośnych sprawach - w sprawie zamiany ciał ofiar katastrofy też, ale i w sprawie molestowania seksualnego kobiet i robienia sobie żartów z tegoż - czytałam wypowiedzi nie tylko internautów, ale i różnych postaci medialnych, które nie dość, że uważały, iż żarty i drwiny z czyjegoś cierpienia są dopuszczalne, to jeszcze wszelki wobec nich sprzecwi jest krepowaniem wolności słowa oraz syndromem powsiadania przysłowiowego kija od szczotki w zadku.

    Przeraża mnie, że można tak dalece stracić z oczu drugiego człowieka, żeby drwić z niego nawet w takich sytuacjach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Synafia - no ja bym taką optymistką nie była... Mogę co prawda krytycznie analizować, ale nie mogę w ogóle od tego uciec. Przypomniała mi się "sprawa Madzi" - naprawdę miałam po wyżej uszu grzebania w tym temacie, ale gdzie się człowiek nie odwrócił, tam Madzia i Madzia. Musiałabym się chyba zamknąć w ciemnej, wyciszonej piwnicy.

      Te osoby medialne jak przypuszczam robiły to dla rozgłosu, potrzeby zaistnienia. Najlepszą na to metodą byłoby ignorowanie, ale niestety - tak długo, jak są ludzie, którzy lubią tego typu żenujące komentarze poczytać sobie do kawy, tak długo znajdą się osoby, które będą się wypowiadały w ten sposób.

      Usuń
    2. @ Dragonella: Jest popyt, jest podaż. Dlatego celowo piszę, że to "my' wtykamy te paluchy. Bo to relacja media-odbiorca nakręca tę spiralę w nieskończoność.

      Ale nie jest zupełnie beznadziejnie. Czytam dziś, że za wywiad z Jerzym Urbanem, w którym to padły słowa, będące jedną z powodów mojej notki, autorki zostały nominowane do tytułu Hieny Roku.

      Usuń
  5. @Koło Kwintowe: W sprawie katastrofy - dziwiłabym się, gdyby tego tematu nie było w mediach. Czy jest jakiś inny bardziej "medialny" temat? Bardziej podgrzewający emocje? Zwiększający oglądalność i klikalność? Bardziej dający temat do różnych, nie tylko politycznych, debat? Nie wydaje mi się.

    Ale nie ma w tym przecież winy rodzin ofiar (tak, ja też uważam, że sugestia w komentarzu Bluu jest więcej niż czytelna). Gdybym ja jako Synafia poszła do mediów dzielić się żalem po śmierci mojego ojca, to nikt by o tym pisać nie chciał. Media piszą, bo chcą pisać - po prostu. Jeśli zgłaszać pretensje - to tylko do nich.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Synafia - zależy, do jakich mediów byś poszła. Taka Drzyzga przyjęłaby Cię z otwartymi ramionami... I jeszcze by zapłaciła. Właśnie to jest obrzydliwe.

      Usuń
    2. @Dragonella: Owszem, jest. W sumie w takich warunkach rzeczywiście trudno jest pamiętać o tym, żeby szanować cudze uczucia - skoro nie szanujemy nawet własnych :(

      Usuń
  6. @Ania: A może to właśnie ten kiosk? Może ten kiosk sprawił, że tracimy wrażliwość, zamieniamy ją na ten "syfny szum", który sobie cenimy jako niezbywalne prawo?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie to mam na myśli. Napisałaś - jest popyt jest podaż, no i właśnie goniące się w obrzydlistwie popyt i podaż mnie przerażają. Ludzi chcą więcej krwi, mają więcej krwi, więc chcą jeszcze więcej krwi. A ja krwi nie chcę, ale muszę ją i tak dostać - w "kiosku" czyli wszędzie.


      PS. Synafio, tak mi przykro, ale nie zgadzam się z Dragonellą - Drzyzga by Cię nie wzięła, nie zapłaciła, bo byś powiedziała rzeczy zbyt mądre, a tego nie wolno robić :(

      Usuń
    2. Aniu, nie doceniasz Drzyzgi - ona by to tak zmontowała i przerobiła, że wyszedłby stek banałów, w sam raz na potrzeby "Rozmów w toku" :P

      Usuń
    3. Znów się nie da wcisnąć "Lubię to!" ;)

      Usuń
    4. To co dziewczęta, mam zrobić fanpage "Palpitacji" na FB? ;)

      Usuń
    5. @Dragonella: You're so right. Mam za sobą doświadczenie z produkcjami telewizyjnymi, w tym z newsami. I wiem, bo widziałam, że montaż działa cuda. Można z czyjejś wypowiedzi zrobić kilka różnych, dowolnie pasujących do poglądów redaktora. Toteż jeśli chodzi o media jestem w ogóle raczej ostrożna, bo mam świadomość, że w każdym medium dostajemy tylko trochę informacji, które musimy sami pieczołowicie wyławiać z poglądów dziennikarzy.

      Usuń
    6. A mnie nie ma na FB - Dragonka outsiderka :P

      Usuń
  7. Ciekawe co ma Bluu do powiedzenia na temat interpretacji jej słów;-)
    W normalnych okolicznościach nie byłoby nawet powodu do takiej dyskusji, ale w naszych polskich realiach tragedia taka jaką była katastrofa w Smoleńsku jest wykorzystywana jako oręże do politycznych celów, przez właśnie niektóre [zaznaczam, niektóre!] rodziny ofiar. Można się zgadzać lub nie z ideologią poszczególnych frakcji politycznych, ale wypadek był ponad 2 lata temu, więc czas na złożenie broni i naprawę Polski a nie ciągłe walki podjazdowe. Ludzie są tym zmęczeni i rozdrażnieni stąd biorą się zapewne żarty z tej tragedii. I tak jak współczuję 100% rodzin ofiar, bo śmierć to śmierć i nikomu jej nie życzę, to mam dosyć słuchania o podpiłowanych skrzydłach, bombie i Rosjanach mordujących naszego prezydenta. Co do kolejnych ekshumacji jest to przerażające i nie mogę sobie wyobrazić co czują Ci ludzie (znaczy rodziny), a z drugiej strony trzeba pomyśleć, jak ciężka była identyfikacja ofiar z uwagi na stan ciał. Ofiar było 96, trumien przywieziono paręset...

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja w sumie zgadzam się z Magdą.

    Oraz faktem, że mamy takie media, jakich społeczeństwo potrzebuje. nieustannie mielą te same tematy, żerują, jątrzą. CZemu ludzie kupują takie szmaty jak Fakt czy SE? Dlatego, że uwielbiają to, potrzebują tych obrzydliwych zdjęć i potwornych artykułów. Ludzie mają gówno w głowie i potem rzucają nim w innych. Kropka.

    Tak, Synafio, to jest okropne, nieludzkie i niedopuszczalne. W gruncie rzeczy media to wielka siła, zauważ też, że "część rodzin smoleńskich" występuje w nich co chwilę. Sama czytałam z 10 wywiadów z panią Racewicz. Mogę przytoczyć też inne nazwiska, ale po co? Jeżeli ktoś po raz setny wylewa łzy przed kamerą to te łzy po dwudziestym razie przestają wzruszać ...
    Mamy przesyt. To znaczy ja mam- mam dość Smoleńska, naprawdę.

    Ale to nie znaczy, że ośmieliłabym się drwić ze smierci, z gwałtu. I, masz rację, to nie jest kwestia wolności słowa. To jest kwestia człowieczeństwa i zwykłego szacunku.

    OdpowiedzUsuń
  9. @Magda: Nie chodziło mi w tym poście o katastrofę smoleńską jako taką, ale oczywiście odniosę się i do tego.

    Nie dziwię się, że wszyscy jesteśmy zmęczeni i rozdrażnieni - sprawa ciągnie się 2 lata i nie dość, że nie widać końca, to i początek wygląda coraz nieciekawie. Ja jednak jestem zdania, że sprawę wyjaśnić należy. Po pierwsze dlatego, że rodzinom należy się prawda, tak po ludzku. A po drugie dlatego, że to jest ważne właśnie dla naprawy Polski. Bo np. najważniejsze osoby w państwie zginęły w katastrofie lotniczej i przez 2 lata nie zrobiono w naszym kraju nic w sprawie polepszenia bezpieczeństwa lotów VIP. Kolejny prezydent lata już nie starym tupolewem, ale za to samolotami rejsowymi. I to w warunkach, na które sam skarżył się publicznie. A przecież zwłaszcza, jeśli to był zwykły wypadek (a tak ja uważam), należałoby uczyć się na własnych błędach i wyciągać wnioski. Toteż w tej sprawie jest nadal dużo do zrobienia moim zdaniem i fakt, że zamiast sprawnych działań mamy nieustanną jatkę męczy mnie także mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Podpisuję się pod tymi słowa rękoma i nogami;-) W Polsce nie uczymy się na błędach, bo "jakoś to będzie". Mamy przerażające pustki w państwowej kasie i bijące w oczy marmury instytucji pożytku publicznego (ZUS, US) jakbyśmy co najmniej siedzieli na ropie. Jestem bardzo młodą osobą i jeszcze nie zaczęłam pracy zawodowej, ani nie utrzymuję się sama i zastanawiam się, czy dam radę żyć w tym kraju kumoterstwa, nepotyzmu i wszechogarniającej biurokracji. Może głupio, ale jestem optymistką i liczę na to, że to się zmieni w ciągu kolejnych lat i doczekam czasów, kiedy nie wszystko będzie idealnie, ale właśnie będziemy uczyć się na swoich błędach i podpatrywać mądre rozwiązania u innych. A jak na razie czerpię pozytywną energię z Twojego bloga, bo utwierdza mnie on w przekonaniu, że żyją jeszcze w Polsce ludzie myślący, więc mamy szansę na lepsze jutro;-)

      Usuń
    3. @Magda: Ja też jestem optymistką :) A za Twoje miłe słowa bardzo, bardzo dziękuję w imieniu wszystkich, którzy tego bloga ze mną tworzą - czyli wszystkich czytaczy komentujących, z Tobą samą :)

      Usuń
  10. @J: Przesytu w takim sensie, o jakim piszesz, nie mam, bo nie czytałam/widziałam żadnego wywiadu z nikim - dość mocno się przed tym chronię. TV wyrzuciłam z domu 4 lata temu, czytam tylko 2 tygodniki i jeden portal informacyjny. Nie mam więc pojęcia, kto się "lansuje" gdzie.

    Ale masz rację, że im więcej, im ostrzej, im mocniej media epatują tragedią, tym bardziej stajemy się obojętni. Z tym, że ja w tym poście nie odnosiłam się do obojętności jako takiej, a do pogardy i agresji.

    I nie chodziło mi tylko o kwestię ofiar katastrofy smoleńskiej. Bezpośrednim impulsem do napisania tego postu była dyskusja na fb na profilu Rafała Betlejewskiego dotycząca żartów tegoż z molestowania kobiet. "Argumenty" padały takie: w tym kraju wszyscy czują się czymś urażeni, już nic powiedzieć nie można, nie macie poczucia humoru, macanie lasek w windzie hłe hełe niezły wypas.

    Czyżby kwestia przemocy wobec kobiet też już się wszystkim przejadła? Czy może jest jednak z nami coś grubo nie w porządku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przypomniał mi się rechot Leppera, że przecież nie można zgwałcić prostytutki...

      Myślę, że akurat kwestia przemocy wobec kobiet się nie przejadła - bo to jak widać wciąż uważane jest za wstydliwy temat, który lepiej zamieść pod dywan. A robienie sobie z tego jaj [specjalnie używam tego określenia] jest w dyskursie publicznym sposobem na deprecjonowanie ofiar przemocy. O wiele łatwiej jest trzymać ze sprawcą, bo sprawca jest silniejszy. A ofiara sama sobie winna, czyż nie? Przyjmując taki punkt widzenia nikt nie musi sobie stawiać niewygodnych pytań i narażać się na dysonans poznawczy.

      Usuń
  11. @Dragonella: Albo JMK twierdzący, że nie da się zgwałcić własne żony. I że kobiety mówią "nie", a myślą "tak".

    Tylko że ja naiwnie wierzyłam, że w XXI w. już naprawdę wstyd jest takie rzeczy mówić i myśleć. A tu zonk! Nie dość, że nie wstyd, to jeszcze poparcie można zyskać szerokie :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwracam Ci uwagę, że poparcie, które zyskałaś wyścigiem komentarzy pod tym postem każe raczej wierzyć, że trochę osób nie lubiących żartów-z-gwałtów zostało. Uf.

      Usuń
    2. @Ania: Prawda, święta prawda. I już mi stridor dentium przeszedł w zasadzie :)

      Usuń
  12. Dokładnie tak! Trafiłaś w samo sedno.
    Magda

    OdpowiedzUsuń