12 paź 2012

Zamotać robaka



Dziobalinda zachorowała. Na Weltschmerz.  Choroba poważna, a także, jak się okazuje, zakaźna. Ból istnienia zaczęliśmy odczuwać wszyscy w trakcie niezliczonych awantur na temat: chcę jeszcze jedną bajkę, chcę zostać na placu zabaw, chcę pójść do domu G., chcę lizaka, chcę Zyzgaka oraz przede wszystkim nie chcę znać ciebie mamo i ciebie tato. A kysz. Oraz płacz i zgrzytanie zębów. Co tam płacz. Krzyk, ryk, trąby jerychońskie. 

Bardzo się z Małżonkiem stropiliśmy i zaczęliśmy szukać przyczyn. I tak po rozlicznych nocnych rodziców rozmowach doszliśmy (tak, dopiero teraz, o zgrozo!) do nieodkrywczego wniosku, że Dziobalinda bardzo źle znosi detronizację, jaką w jej oczach stało się pojawienie Giganny. Bo też my głupio uparliśmy się starać, żeby było jak dawniej. A to przecież nie jest i nigdy nie będzie jak dawniej. Nie da się ukryć faktu, że oto ktoś mały i całkiem nowy zamieszkał na stałe w maminych ramionach i w rodzicielskim łożu leży co rano przyssany do maminej klatki piersiowej. Że krzyczy, kiedy leci ulubiona bajka i trzaska wielką kupę wtedy, gdy akurat tata robi pyszną kolację. Nie jest jak dawniej i nie będzie. A zatem, pomyśleliśmy z Małżonkiem, a zatem niechaj będzie właśnie inaczej. 

Wiedziona przeczuciem postanowiłam złożyć Dziobalindzie niemoralną propozycję. Zapytałam mianowicie - ją, która od ponad roku porusza się już tylko rowerem lub perpedesem - czy ma ochotę, abym ją do przedszkola zaniosła w chuście (tak, czterolatek w chuście – profesorowie filozofii i e-mamy po raz pierwszy zjednoczeni przez wspólnego wroga piszą listy protestacyjne do Wysokich Obcasów!). Nasza chusta udźwig ma do 30 kg, toteż 17 kg mojego brązowookiego szczęścia zmieściło się bez uszczerbku na zdrowiu, a nawet odrzekło, że mu wygodnie. Zamotałam i zaniosłam do przedszkola, gotowa wzbudzić sensację. Co tam sensację zresztą. Skoro w liceum mogłam przez rok nosić wojskowy plecak z przytwierdzoną do niego ogromnych rozmiarów  gumową, dmuchaną rybą, to i czterolatkę w chuście mogę bez obciachu nosić. I całujcie mnie wszyscy pod kolano. 

O dziwo, zaniesiona w chuście Dziobalinda przez kolejne 2 dni nie popadła w ani jedną czarną otchłań rozpaczy. Uśmiech znowu zagościł na jej twarzy, a ust zaczęły znowu wyfruwać skrzydlate słowa „tak, oczywiście, nie ma sprawy, zróbmy to”. Pysk zły i obrzydliwy Rodzinnej Rozpierduchy zaczął znowu w pokrzywach się chować. Czy na długo, to się jeszcze zobaczy.

13 komentarzy:

  1. nie będę się wypowiadać na temat treści, bo potomstwa nie mam więc się nie znam, ale Twoje teksty są naprawdę rozbrajające.. zatrudnij się gdzieś do pisania felietonów, a zrobisz Kobieto karierę! no i ta Giganna... piękne... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Magda Fou: Za Gigannę gratulacje należą się Dziobalindzie, gdyż jest to pseudonim jej autorstwa :) Co do reszty zaś - ja się z chęcią zatrudnię, serio! Znasz jakieś dobre miejsca dla mnie? ;)

      Usuń
    2. czytywałam swego czasu felietony Twojego Stylu, i myślę, że bardzo byś tam pasowała! powinnaś się do nich zgłosić:)

      Usuń
    3. @Magda Fou: Hmm, jest o czym myśleć :)

      Usuń
  2. Świetnie piszesz Dzielna Kobieto:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @PS: Bardzo dziękuję za miłe słowa i w pas się kłaniam :)

      Usuń
  3. Cudny pomysł!
    Można jeszcze spróbować przedsięwziąć Plan: że na przykład raz na tydzień sam na sam z mamą lub tatą wspólna wyprawa (do kina, do sklepu, teatru, restauracji, lasu, łorewa)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Luca: Ten plan już jest :) Z tatą samotnych wypraw było już wiele, niestety ze mną nie bardzo. Muszę bowiem na ten cel odpompować co nie co, a Giganna je tak często, że nie wiem, kiedy to uczynić. Ale uczynić w końcu muszę.

      PS. Czy wybierasz się do mnie w odwiedziny, skorośmy teraz sąsiadki przez bazarek? :)

      Usuń
  4. Waćpani jesteś genialna. Bez cienia ironii składam pokłon - mistrzowski pomysł obłaskawienia Dziobalindy. A czy na długo, czy na krótko - czas pokaże. Teraz to nieistotne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dragonella: Niestetyż, czar powoli pryska ;)

      Usuń
  5. Genialne! Ale podejrzewam, że jeszcze nie jedna gimnastyka przed Wami... Powodzenia!
    Magda

    OdpowiedzUsuń