6 gru 2012

Myśli nie moje

"Mam wrażenie, że wielu z uznających się za ateistów, a zwłaszcza ci, którzy powołują się na naukę, ewolucję, przypadki, odrzuca takiego Boga, którego ja też bym odrzucił. Źle Go sobie wyobrażają."

ks.prof. Michał Heller
"Książki" nr 4(7)  grudzień 2012

"Pozostaje mi zamilknąć. O quam salubre, quam iucundum et suave est sedere in solitudine et tacere et loqui cum Deo! Rychło połączę się zmoją zasadą i nie sądzę już, by był to Bóg chwały, o którym powiadali mi opaci mojego zakonu, albo radości, jak sądzili ówcześni minoryci, może nawet nie zmiłowania. Gott ist ein lautes Nichts, ihn ruhrt kein Nun non Hier... Zapuszczę się wkrótce na tę pustynię rozległą, doskonale płaską i niezmierzoną, w którą serce naprawdę pobożne zapada się szczęśliwe. Zanurzę się w Boskim mroku, w niemej ciszy i w niewysłowionym związku, i w tym zanurzaniu zatraci się wszelka równość i wszelka nierówność, i w tej otchłani mój duch zatraci sam siebie, i nie pozna już ani tego, co równe, ani tego, co nierówne, ani niczego; i zapomniane zostaną wszystkie odmienności, będę od podstaw prosty, będę w pustyni milczącej, gdzie nigdy nie spotka się odmienności, w intymności, gdzie nikt nie znajdzie się na swoim miejscu. Opadnę w boskość milczącą i nie zamieszkałą, gdzie nie masz ni dzieła, ni obrazu."

Umberto Eco "Imię róży"


12 komentarzy:

  1. Skąd wziąć tego "prawdziwego Boga"? Szukam i nico.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Ania: Nie mam pojęcia. Sama mogę powiedzieć tylko tyle, że Boga przeczuwam, więc wierzę. Ale pewności tutaj i teraz nie ma chyba nikt. Sama się zastanawiam, jakie jest naprawdę, i wiem, że wszystko, co teraz o Nim przeczuwam, może okazać się złudne. Podejmuję jednak ryzyko, bo czuję pewność, że to moja droga jest.

      Usuń
    2. No to skąd to "czucie", które czujesz w ostatnim zdaniu? Jeśli to czucie jest łaską Boga - to super, bo nie muszę się starać, tylko Bóg sam się da lub nie..!

      Usuń
    3. @Ania: Nie wiem, skąd to czucie. Zobacz, 15 lat temu Ty wierzyłaś gorliwie, a ja nie bardzo, błąkałam się, byłam daleko. Nie próbowałaś mnie przekonać na siłę, ale nawet, gdybyś próbowała, to nic by to wtedy nie dało. Teraz sytuacja jest odwrotna - jak to się stało? Nie wiem. Mam wrażenie, że wiara jest łaską, ale że można się na nią i zamknąć i otworzyć, można jej nie przyjąć, ale można też poszukiwać jej bezskutecznie, nie wiem czemu. Wielu ludzi wierzących pisało po poczuciu pustki i opuszczenia przez Boga. Czasem myślę, że wiara jest bardziej postawą niż uczuciem. Ale tak naprawdę jestem za mała na to, zdecydowanie. Odpowiedzi, których udzielam sama sobie, nie muszą przekonać innych. I wcale nie łudzę się, że przekonają.

      Usuń
    4. Jesteś moją mentorką, nic na to nie poradzę!

      Usuń
    5. @Ania! Ty jesteś jednym z tych ludzi, którzy mnie bardzo mocno ukształtowali! Jeśli więc miałabym być w najmniejszym stopniu inspiracją dla Ciebie, to de facto Ty sama jesteś tą inspiracją. Naprawdę :)

      Usuń
    6. W razie gdyby ktoś chciał myśleć że poniższe słowa są takie, jakimi przemawiam na co dzień, to mówię: nie, nie przemawiam, ale mi tak przyszły do głowy, bo nie dość, że oddają nastrój słodkiego pierdzenia se z Synafią w linijkach powyższych, to są w dodatku czystą prawdą:
      Bogu niech będą dzięki za to, że z zatrutego drzewa zdrowy owoc może się urodzić!

      Usuń
    7. @Ania: No wiesz, Pismo mówi, że poznamy po owocach. Jeśli owoc dobry, to znaczy, że drzewo nie mogło być zatrute ;)

      Usuń
  2. Zgadzam się ze słowami ks. Hallera - wyjąwszy ostatnie zdanie. Stwierdzenie, że "źle sobie wyobrażam" zakłada, że to ja popełniam błąd, bo przecież Bóg nie może być zły. Rozumiem, że dla księdza aksjomatem jest stwierdzenie, że Bóg jest dobry, wszechmocny i kochający, ale DLA MNIE już to aksjomatem nie jest.

    Mój ateizm można by w sporym uproszczeniu ująć tak:
    Wolę myśleć, że Boga nie ma - bo jeśli istnieje, to jest to kawał cynicznego drania, z którym i tak nie chcę mieć nic wspólnego. Naprawdę, dla mnie odkrycie, że Bóg istnieje, byłoby tragedią, bo oznaczałoby, że światem kieruje psychopata. Brr. Aż mnie ciarki przeszły.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dragonella:

      Najpierw Ci wyznam, że długo się zastanawiałam, czy ten cytat opublikować. Nie chciałam urazić moich znajomych ateistów. I mam nadzieję, że nie uraziłam Ciebie.

      Oczywiście domyślasz się, że ja nie wierzą w tego Boga, w którego i Ty nie wierzysz. W cynicznego psychopatę. Ani ks. Heller w niego nie wierzy. Takie Boga rzeczywiście odrzucamy. W dalszej części wywiadu z "Książek" ks. Heller napisał, że wyobraża sobie Boga jako matrycę rzeczywistości. Jako Matematykę pisaną wielką literą. Ja z kolei skłonna jestem wyobrażać sobie Boga bardziej, jak w tym drugim cytacie - jako Boską pustkę. Myślę, że Bóg jest Istnieniem samym w sobie, a Istnienie samo w sobie jest pojęciem pustym, ale dlatego właśnie -Absolutem. Z tym, ze jako chrześcijanka wierzę też, że to Istnienie jest też Miłością, że Istnieje ku dobru, nie ku złu. I że my, jako obdarzeni wolną wolą, możemy z Istnieniem współgrać, tworząc dobro, lub działac przeciwko Istnieniu, tworząc zło.

      Tu sie jeszcze zaczyna całe pole do dyskusji o tym, czym jest dobro i zło, czy jest kategorią fizyczna czy moralną. Czy złem jest cierpienie samo w sobie, czy złem jest intencja spowodowania cierpienia? I czy Bóg może ingerować w wolną wolę człowieka? To nie są pytania, na które chrześcijaństwo odpowiada en bloc tak samo, to sa problemy nad którymi się głowimy od stuleci. Mam swoje odpowiedzi na użytek prywatny, ale i one mogą mogą się zmienić, jak zmądrzeję (lub zgłupieję ;)).

      Ale podsumowując - każdy z nas ma prawo wyobrażać sobie Boga inaczej, przyjąć Go lub odrzucić, nie wierzyć lub wierzyć. Nie po to ta notka z mojej strony, żeby nakazać komuś wiarę. Raczej, żeby pokazać, że pojmowanie Boga może być różne, i że to, iż my chrześcijanie wierzymy, nie oznacza, że jesteśmy z konieczności bandą głupków modlących się do brodatego pana na chmurce :)

      Usuń
  3. Nie poczułam się urażona - trochę Cię już zdążyłam poznać "między spacjami" by rozumieć, że post był czymś w rodzaju "zaproszenia do myślenia". Zaprotestowałam przeciwko słowom ks. Hallera, bo w moim odczuciu pobrzmiewa z nich niestety typowa wyższość wobec ateistów na zasadzie: "Biedne nieuświadomione niewierne Tomaszki".
    Tutaj myślę, że obie strony często "grzeszą" [by tak użyć terminologii chrześcijańskiej] nadmierną pychą. Ateiści myśląc o wierzących jako o naiwnych głupkach modlących się do brodatego pana na chmurce - a wierzący uważając ateistów za bandę ślepców, którzy nie przyjmują do wiadomości niczego, w co nie mogą osobiście wsadzić palucha.

    Muszę przyznać, że pojmowanie Boga jako matrycę rzeczywistości jest dla mnie zbyt dużą abstrakcją. Wg mnie światem rządzą prawa z dziedziny fizyki, chemii, biologii etc. - być może inni dostrzegają w tym Boga. W gruncie rzeczy wszystko mi jedno, jak się to nazywa, dopóki świat działa i się nie wywraca.

    Nie odebrałam Twojej notki jako próby nakazania komuś wiary - bo wiary nie da się przecież nakazać. Ona albo jest, albo jej nie ma. Nie wpływa to na moją ocenę człowieka, dopóki jest szczery sam przed sobą. Mam ogromny szacunek do ludzi, dla których wiara jest sensem życia - ale jednocześnie nic mnie tak nie wkurza, jak hipokryzja, wykorzystywanie zasad wiary tak, jak komu wygodnie. Piękni są ludzie, którzy dzięki Bogu stają się lepsi, natomiast na wymioty zbiera mi się, gdy widzę takich, którzy Bogiem tłumaczą swoje niegodziwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dragonella: W zasadzie zgadzam się z każdym Twoim słowem powyżej :)

      Usuń