28 sty 2009

na dzień dobry rozważania paraliterackie

Mam taki plan, że zostanę znaną felietonistką. Wstawać będę rano, siadać na mym kwiecistym tarasie ubrana w białe kimono, z kubkiem kawy i notebookiem, i smukłymi placami (które na pewno jakoś wówczas nabędę) będę wystukiwać elokwentne felietony dla inspirujących czasopism.
Póki co sama muszę poszukać inspiracji.
„Zwierciadło” w nowym roku pełne jest Nowych Felietonistów. Toż to krynica inspiracji! Gaudeamus igitur i czytajmy.

Na początek Starsza Siostra Śpiewająca. Dowiaduję się oto, że Siostry płyta nie sprzedaje się w Empikach, ale że ona wcale nie chce, żeby się ta płyta sprzedawała, ona chce ćwiczyć w zaciszu domowym jogę. To miło. Ale gdzie ten felieton co miał być? Ja czytam tu bloga Siostry chyba, bo felieton to nie jest.

Zatem Młodsza Siostra Śpiewająca. O lepiej – o ciąży jest. Ciąża modna ostatnio, temat z pierwszych stron gazet, będzie git. Czytam, czytam – że o ciąży pisali na Pudelku, i że Siostra bardzo krzyczała przy porodzie. Tak, też krzyczałam, ba, ryczałam jak stado Hunów przy ataku, więc tu mamy jakieś wspólne doświadczenie. O proszę, nasze dzieci nawet tak samo na imię mają. No a jak ktoś nie krzyczał przy porodzie, ma syna o imieniu Pawełek, albo – co gorsza – w ciąży nigdy nie był? To znów się wynudzi. Znów bloga czytamy, bo felietonu to na pewno nie.

Ale szukajmy dalej. Jest i Znany Aktor, syn Znanego Aktora. Zapowiada się dobrze. Cóż czytam? Ano Znany Aktor gdy słyszy zespół Feel, to ma śmieszne skojarzenia. On zamiast „Pokaż na co Cię stać” słyszy „Pokaż Nacocie stać”. I teraz rozważa, czym jest stać pana Nacota. Jako pięciolatka o żywej wyobraźni zamiast „dokąd tupta nocą jeż” słyszałam „dokąd tu ptanocą jeż” i się zastawiałam, co to za piękny rodzaj nocy, ta ptanoc. To świetne na felieton jest, nie?

Przypomina mi się, jak onegdaj niektórzy pomstowali na Ludwika Stommę, skądinąd jednego z niewielu naprawdę dobrych obecnie felietonistów, że raz na 50 felietonów wspomina o swojej żonie Basi, a to przecież nikogo nie interesuje, bo felieton ma być osobistym spojrzeniem autora na wspólną wszystkim rzeczywistość, a nie pamiętnikiem. Ale to było dawno temu, od tego czasu czytałam w felietonach, że Agnieszka D. (obiecująca młoda autorka jednej książeczki) lubi ketchup, że naprawdę świetna piosenkarka i autorka tekstów spotkała znajomych na ulicy i że spać nie mogła w nocy, że znany reżyser wkurzony jest na swoją byłą żonę Zośkę i to jest temat na comiesięczny felieton, bo przecież wszyscy znamy Zośkę i co to za sucz żeby znanego reżysera tak po prostu zostawić.

No to ja widzę tak. Albo bycie dobrym aktorem/reżyserem/piosenkarką wcale nie czyni automatycznie dobrego felietonisty, albo ja jestem felietonistycznym talentem czekającym tylko na odkrycie.

No to od bloga sobie zacznę zatem.

Dziś na śniadanie jadłam banana. Dziękuję uprzejmie. Oklaski.

6 komentarzy:

  1. Otóż, moja droga...

    Po pierwsze dawno się tak nie uśmiałem, a śmiech to był piękny, bo perlisty i z lekka gruźliczy. Dostałem po prostu napadu i nie mogłem się powstrzymać.

    Po drugie, wiem, że to okrutne, ale musisz moja droga wiedzieć, że obecnie czytelnicy gazet już nie chcą wiedzieć, jakie jest osobiste spojrzenie pana jakiegoś tam na "Bardzo istotną kwestię", bo to za bardzo ich głowy zaprząta. A zresztą dużo lepiej jest dowiedzieć się, co i gdzie jadła podła pisarka i kto kogo spoktał na ulicy, bo jak się tam pójdzie, to może i się zje to samo co pisarka i się spotka kogoś ważnego.

    Nawiasem mówiąć, ja jako dziecko w słowach pewnej zacnej kolędy "by nas wyrwać z Czarta mocy" słyszałem "by nas wyrwać z czar tanocy" i zupełnie nie rozumiałem, czemu ktoś chciałby nas wyrwać z czaru, ani czym jest "Tanoc".

    Po trzecie przypominasz sobie zapewne słynne felietony znanego reżysera, który każdy z nich zaczynał od: "Gdy bawiłem w Madrycie...", "Kiedy byłem z gościną u biskupa Lizbony...", "Kiedy ostatnio powracałem z Honolulu..." - co zapewne miało w nas wzbudzić podziw, ale wzbudzało jedynie nudę.

    OdpowiedzUsuń
  2. O tak, te słynne felietony pamiętam, były równie porywając jak filmy tego reżysera.

    Swoją drogą patrz, czy tanoc nie jest aby jakąś odmianą ptanocy, proszę ja kogo, je prie quelqu'un?

    OdpowiedzUsuń
  3. jako że łaciny nie znam, a greką, choć biegle, to jedynie w mowie władam, skomentuję to tak: "brawooooooo... dla banana". Amen

    OdpowiedzUsuń
  4. podziękowania w imieniu banana

    OdpowiedzUsuń
  5. Och! Nareszcie!! Ja otóż od dawna czekałam. Czekałam i wiedziałam, że przyjdzie ten dzień, alleluja. I teraz nareszcie będę sobie mogła raz na jakiś czas poczytać, co jadłaś, jaki felieton Cię (nie)urzekł i co zrobiło dziecię/kot/partner. Fantastycznie:)

    OdpowiedzUsuń
  6. o tym co jadłam na pewno będzie, i jeszcze o tym, co i gdzie mię pobolewa i swędzi :)

    OdpowiedzUsuń