22 lut 2009

Odwrót Taty

Długo zastanawiałam się, w jaki sposób oblec to w bawełnę i w miarę gładko wykrztusić, ale nie da się. Napiszę więc po prostu, jak jest.

8 lutego mój Tata zrobił numer wszechczasów – usiadł sobie wieczorem, dostał zawału i umarł. Bez ostrzeżenia, bez pożegnania, po prostu sobie odszedł. Pękło mu serce, a ściślej jego lewa komora.

I ja teraz zostałam, jestem, i nadal pytam – ale jak to? Jak to do cholery, jak to ma niby teraz być? Bez Taty?






Bez sensu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz