26 kwi 2009

Rodzina podstawową komórką społeczną

W piątek wracaliśmy z rodzinnego nalotu na moją Jedyną Siostrę – ja, Tomasz i córka moja i mego Małżonka, zwana w rodzinie Dziobalindą (Małżonek na wyjeździe, a ja nocami tkam peplos i wzdycham i spać nie mogę. Dzięki Bogu wraca jutro, bo lada chwila ze zgryzoty ucho sobie utnę). Wracamy otóż metrem i Dziobalinda robi swój popisowy numer – uśmiecha się szeroko, wyciąga rączkę i zagaduje rozkosznie po dziobalińsku. Panie wokół mdleją z zachwytu, panowie kraśnieją z ukontentowania, cały wagon nasz! I jakaś miła niewiasta zaczyna rozmowę, że jakie piękne radosne dziecko i ach, i och, i nagle dociera do nas, że niewiasta wzięła Tomasz za ojca Dziobalindy.

No tak – kobieta z wózkiem i facet obok to ni chybi muszą być parą. Bo matki z dziećmi poruszają się tylko w asyście mężów (niezamężne kobiety nie miewają dzieci! ). I to też tylko do pediatry i na plac zabaw. Ze sklepu, z knajpy, z chodnika – matki z dziećmi won!

Ale jednak coś nie pasuje w tym obrazku. Wychodzimy z metra, Tomasz lustruje mnie, lustruje siebie i rzecze: "Jak dziwnym trzeba być, żeby pomyśleć, że mogłabyś spłodzić dziecko z facetem, który ma torbę większą od Twojej?”

Dziękuję, nie mam więcej pytań!

5 komentarzy:

  1. Tomasz :D

    Kocham Dziobalindę :****** <- to dla Niej od cioci :)

    OdpowiedzUsuń
  2. przypuszczam, że pani nie zerknęła nawet na tomka... ot, dwoje z dzieckiem? małżeństwo! inna opcja w jej głowie nie istnieje ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. My z byłym niekiedy "pożyczalismy" dzieci od mojej siostry, albo sama nam podrzucała, ale Patyś psuł cały misterny plan wołając znienacka na przykład: "To nie jest moja mama!" :D

    OdpowiedzUsuń
  4. No Dziobalinda póki co nie dekonspiruje :)

    OdpowiedzUsuń