24 cze 2009

Palpitacje mózgu - 10 w skali Beauforta

Z natury raczej jestem z tych niewkurzających się nazbyt szybko. Jak się wścieknę, to wióry lecą (spytajcie Małżonka), ale do stanu totalnych palpitacji mózgu dojrzewam powoli. Kiedy zatem przeczytałam tekst nr 1. zirytowałam się z lekka tylko. Kiedy jednak przypadkiem trafiłam na tekst n 2., poczułam, jak żyłka tzw. pierdząca na czole nabrzmiewa mi boleśnie, twarz mi blednie, włos mi rzednie, psują mi się zęby przednie. I nie zdzierżyłam jednak, i muszę.

Tekst nr. 1 to fragment ogłoszenia na gejowskim portalu randkowym, następującej treści:

POZNAM: normalnego, szczerego (...) kogoś spoza środowiska, kogoś
nieprzegiętego, kto nie emanuje swoja orientacją po kim nie widać na
ulicy od razu z wyglądu ubioru stylu czy zachowania “ooo gejek spaceruje”,
(...) , nie potrzebuje pokazywać naszej miłości całemu światu,
nie potrzebuje spacerować z Tobą za ręke po ulicy, nie potrzebuję
całować cie na mieście czy czekać na Ciebie z różą na peronie, nieee, jeśli
to rozumiesz to już OK, JESTEŚ NORMALNY, FAJNY, Z OLEJEM W GŁOWIE, DYSKRETNY – spoko, pisz (...)”

Tekst nr.2 to fragment wywodów skądinąd na pewno sympatycznej i inteligentnej młodej matki, która pisze co następuje:

„fakt posiadania dzieci obciąża odpowiedzialnością wyłącznie mnie. (Ok, i ich ojca.). Nie społeczeństwo, nie Pana, Panią obciąża. MNIE. Nie ludzi w sklepie, restauracji, windzie, tramwaju i na chodnikach. MNIE. Czy to jest jasne?
- 1w związku z powyższym - jeżeli ktoś ustępuje mi przejścia, pomaga otworzyć drzwi, omija mój wózek - to jest to uprzejmość. Nie obowiązek. Nic go do takich zachowań nie obliguje. I tak, nie inaczej, należy takie gesty traktować. Jaśniej? Proszę bardzo. Nie mam prawa domagać się ułatwiania. Może mi być miło, jeżeli ktoś mi to ułatwienie zafunduje. Ale należy się ono osobom niepełnosprawnym korzystającym z wózków na przykład. Nie należy się mnie.”

Całość tutaj.

Teoretycznie zupełnie dwie różne rzeczy, a jednak to samo, czyli absolutnie dla mnie niezrozumiała postawa pt. „Tak naprawdę to nie ja jestem tym, co cię wkurza.”
Jestem gejem, ale jestem męski, nieprzegięty, normalny, wporzo gość, tyle, że sypiam z chłopakami. W zasadzie jestem hetero, tylko że homo. Cioty cię wkurzają, - mnie też! ja nie jestem taki jak oni.
Jestem matką, ale sama jestem sobie winna i wiem o tym, wózek sama taszczę na plecach do autobusu, na chodniku pierzcham ludziom z drogi, o nic nie proszę, bo mi się nie należy, nie mam prawa domagać się pomocy. Drodzy bezdzietni krytykujący, co złego to nie ja, jestem matką, ale generalnie jestem waszą kumpelką i po waszej stronie stoję. Matki was wkurzają - mnie też! ja nie jestem taka jak one.

W kwestii heteroseksulanego męskiego geja nie mnie się wypowiadać, jednak w kwestii matek z dziećmi a i owszem. Jestem ostatnia osobą, która taranuje wózkiem nieszczęsnych przechodniów i kopniakami zmusza pasażerów, żeby wnieśli jej wózek do autobusu. Jestem za to zdecydowanie zwolenniczką nie przeginania w żadną stronę czyli tzw. aurea mediocritas – jak kto woli. Nie sądzę, żeby posiadanie dziecka pozwalało mi na przewijanie go w restauracji na czyimś półmisku kandyzowanych kumkwatów i karmienia go z cyckami na wierzchu w pierwszym rzędzie w Operze Narodowej. Nie będę jednak udawać, że nie potrzebuję czasem pomocy, ani stawać na rzęsach, żeby się nie wydało, ze mam dziecko. Nie jest bowiem jakimś nie do zniesienia „obciążeniem” wyminięcie wózka na ulicy (wózkiem się ciężej skręca, niż nogami swemi, serio serio) czy otworzenie komuś drzwi – to jest po prostu taka stara, nie tylko chrześcijańska zasada, że jak ktoś potrzebuje pomocy, to się mu pomaga i tyle. Zwijmy to także dobrym wychowaniem, empatią czy jak kto chce. Właśnie to dobre wychowanie wystarczy, żeby nie przewijać i nie karmić dziecka komuś pod nosem, nie taranować wózkiem ani nie taranować wózka, pomóc wejść do autobusu matce z wózkiem i starszej pani o lasce i nie robić histerii z tego, że ktoś przyszedł z dzieckiem do centrum handlowego (które jak wiadomo z racji swych mikroskopijnych rozmiarów sprawia, że obecność rzeczonego dziecka doprowadza eleganckie damy do omdlenia, a wytwornych panów do ataku globusa).

Droga mamo, towarzyszko niedoli, ja tam nie będę przepraszać za to, że mam dziecko i pomykać niczym cień ukryta, niewidzialna, niepotrzebująca i nieobciążająca. A jak Cię spotkam gdzieś kiedyś, to Ci pomogę wnieść wózek (jak już wniosę swój) do autobusu i nie będę się za to domagać wdzięczności ni rekompensaty. Dajmy se luz, i dzietni i bezdzietni, i dajmy sobie żyć nawzajem. I tyle.

17 komentarzy:

  1. Dołącz do tego: ja tez jestem kobietą, ale nie taką jak tamte głupie cipy, taką w ogóle nietypową kobietą, w zasadzie to jestem meżczyzną, tylko noszę na klacie dwie salaterki.

    OdpowiedzUsuń
  2. "w zasadzie to jestem meżczyzną, tylko noszę na klacie dwie salaterki" - o rany, popłakałam się :D

    OdpowiedzUsuń
  3. A ty nie nosisz? Dziwna jesteś.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czas wyjść z szafy, Ireno, masz rację - noszę salaterki!

    OdpowiedzUsuń
  5. A widzicie, ja z kolei tak naprawdę nie jestem facetem i nie jestem gejem, tylko jestem po prostu kobietą. W spodniach noszę zwiędłą pietruszkę, ale żeby już tak całkiem się nie kamuflować, to na klacie mam dwa spodki od herbaty!

    OdpowiedzUsuń
  6. @irena: salaterki rules :-).

    @ synafia: rzadko się zdarza poczytać o takiej kretynce, jak wspomniana przez Ciebie mama. mimo, że jak wszyscy wiemy "ciąża to nie choroba", matka w ciąży/z małym dzieckiem ma święte prawo domagać się pomocy i ułatwień. oczywiście nie przeginając (patrz podane przez Ciebie przykłady dobrego wychowania), ale chyba większość ludzi ma wyczucie, co wypada i można, a czego nie.
    ja dzieci mieć nie zamierzam, więc osoby decydujące się na posiadanie potomstwa otaczam wieeelkim szacunkiem.

    OdpowiedzUsuń
  7. Tomasz -> już od dawna podejrzewałam Cię o tę pietruszkę ;)

    Miguel -> nie nazwałabym tej mamy kretynką, nie rozumiem tylko jej postawy, którą niestety odbieram jako brak szacunku do samej siebie i do mam jako takich. Za to za szacunek z Twojej strony dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak na przyszłość proszę, byśmy starali się unikać epitetów ad personam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam wrażenie, że taka przypadłość dotyka wielu członków grup pogardzanych. Dziewczynka/homoseksualista/matka/Żyd przez całe swoje życie słyszy, że baby są głupie, matki mają budyń zamiast mózgu, a pedały i żydy do gazu. Kto od razu, w pierwszym odruchu, chce przyjąć cała tę pogardę na klatę?

    Formy autoprezentacji typu: "jestem inny/inna od nich wszystkich", są często próbami uniknięcia pogardy, udowodnienia przynajmniej samemu sobie, że nie jest się tak beznadziejnym jak cała reszta własnej grupy. Jest to wówczas metoda odróżnienia się, bycia chociaż przez jedną cechę wyjątkowym, bo przecież wszystkie baby/mamunie/pedały/żydy są takie same.

    Jest jeden mały problem - osoby, które tak robią, przyjmują punkt widzenia pogardzających, patrzą ich oczami. Powiedzenie, że tak, w pełni należę do pogardzanej grupy x/y/z, wymaga zmiany optyki - odrzucenia krzywdzącego, lecz powszechnego stereotypu i uwewnętrznienia zupełnie nowego obrazu własnej grupy.

    OdpowiedzUsuń
  10. Masz rację - mechanizm powstawiania takich postaw jest w zasadzie zrozumiały i nie będę oceniać kogoś, kto je prezentuje (kto wie ile razy jakaś matka usłyszała pogardliwe słowo? może i jej w końcu żyłka pękła, tylko efekt był inny niż u mnie) Niemniej przyjęcie punktu widzenia pogardzającego tylko utwierdzi go w przekonaniu, że ma rację. I dlatego IMHO to jest postawa szkodliwa.

    OdpowiedzUsuń
  11. I znów potwierdza się moja teoria, że wszystko, co złe na świecie, jest wynikiem niskiego poczucia wartości. Cytowana Cloudy, której wpis czytałam jakiś tydzień temu z zajęciem, przyjmuje tu taką postawę przepraszającą. Choć z drugiej strony Cloudy ma cięty jezyk i nigdy do końca nie wiem, kiedy ironizuje. Ale nie ot o wszaj chodzi, zeby wpis innej blogerki komentowac na innym blogu, niż jej własny. Ja równeż jestem zwolenniczką złotego środka i pomagam matkom z wózkami, a jednoczesnie zdecydowanie domagam się, zeby patrzyły, czy mnie nie rozjadą na chodniku...

    OdpowiedzUsuń
  12. Ta szkodliwa postawa to rykoszet od czegoś bardzo przystosowawczego. Słowo stereotyp jest używane zwykle w znaczeniu pejoratywnym. Tymczasem stereotypy, w połączeniu z uczeniem się od innych ludzi, to bardzo poręczne heurystyki, oszczędzające ludziom wysiłku poznawczego. Żeby dojść do jakiegoś wniosku, nie musimy prowadzić przez kilka lat starannych i poprawnych metodologicznie badań. Wystarczy zgrabny schemat, w dodatku bez wysiłku przejęty od innych. Dzięki temu nie musimy oberwać w osobistą papę ani razu, aby wiedzieć, że ta grupa łysych gości w dresach o północy na przystanku to zwykle nie są chłopcy wracający z późnego treningu piłki siatkowej.

    Stereotypy, lub szerzej, heurystyki poznawcze, są zbyt efektywne, żeby się dało je całkowicie wykorzenić. Co więcej, całkowite ich usunięcie byłoby dość niekorzystne - vide przykład z chłopcami w sportowej odzieży. Warto jednak zauważyć, ze hej, może przekonanie, że wszyscy faceci to chuje, nie jest do końca oparte na doświadczeniu, lecz np przejęte od drogiej cioci Jadzi, chowającej właśnie swego piątego małżonka.

    Jeżeli zauważamy działające na nas stereotypy, dobra nasza. Warto też zwracać uwagę, w jaki sposób aktywujemy stereotypy u innych osób. Niczym innym, jak aktywowaniem stereotypu, jest powiedzenie mężczyźnie: "nie płacz jak baba", uczennicy: "dziewczynki nie zachowują się tak brzydko" lub babci: "babciu, seks w twoim wieku?!"

    Jest kilka badań na temat stereotypu dotyczącego różnic we wrodzonych zdolnościach matematycznych chłopców i dziewcząt. Okazuje się, że jeżeli dziewczynki przed wykonaniem zadań matematycznych przeczytają artykuł o matematycznej słabości płci żeńskiej, test rozwiążą dużo słabiej niż ich koleżanki, które takiego artykułu nie czytały. Co więcej, wystarczy, aby na początku testu była rubryczka, w której badani zaznaczają swoją płeć. Wówczas dziewczęta rozwiązują test słabiej niż wtedy, gdy takiej rubryczki brak. Jak widać, do aktywowania stereotypu wystarczy informacja, że jesteśmy oceniani jako kobieta lub mężczyzna.

    A tu artykuł potwierdzający stereotyp światłych księży i katechetów:
    http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80708,6757374,Wstrzasajacy_raport_o_edukacji_seksualnej__Antykoncepcja.html

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Jeszcze raz poprawny link:
    http://tinyurl.com/ltxbjm

    OdpowiedzUsuń
  15. Luca -> skomentowałam oczywiście wpis Cloudy na jej blogu, natomiast poruszył mnie on na tyle, że sprowokował mnie do podzielnia się swoim punktem widzenia szerzej.

    Irena -> Dzięki za ten głos, bo jest ważny. Masz rację, że sam stereotyp w swej istocie nie jest jeszcze ani dobry, ani zły - my możemy za to posługiwać się nim z różnym dobrym lub złym skutkiem. Zupełnie jak nożem.

    OdpowiedzUsuń
  16. kurde, bardzo mi głupio, że takim epitetem rzuciłem w cloudy bez pomyślenia zbytniego... ale z drugiej strony taka postawa mnie wkurza, może dlatego, że kiedyś podobną prezentowałem ;-).

    tak czy owak luca chyba najlepiej rzecz ujęła w ostatnim zdaniu swego komentarza.

    a cloudy przepraszam.

    OdpowiedzUsuń