26 paź 2009

Nowy wspaniały świat

Polska jest krajem niezwykle nowoczesnym – najwyraźniej jako pierwsza w Europie wprowadziła komunikację miejską działającą na baterie słoneczne. Nie widzę innego wytłumaczenia dla faktu, że ilekroć spadnie deszcz, miasto pogrąża się w chaosie, autobusy nie jeżdżą wcale, tramwaje stoją w korkach, a ludność dostaje ataków zbiorowej histerii. Zgodnie z tradycją tak było również dziś. Ale nie w metrze! Metro jest prawie niezawodne (prawie, bo nie straszne mu jesienne słoty, ale już letnia burza potrafi je wytrącić z równowagi na czas jakiś). W mrocznym lecz suchym metrze lud pracujący miast i wsi uprawiał dziś rano swe plebejskie rozrywki i uciechy, a mianowicie - czytał książki. Serio serio. Żadnego grania na komórkach, żadnych filmów z ajfona, żadnych empeczy, normalnie stali i siedzieli, i czytali se książki, a z 10 osób tam było w tym kącie jak nie więcej. Inni zaś znowu gadali. Bo lud gada. Gada w metrze, gada w pracy i w knajpie też gada.

Tymczasem jednostka oświecona, gdy udaje się do alternatywnego lokalu przy ulicy Ch., ujrzy widok zgoła odmienny. We wnętrzu tchnącym intelektualnym przepychem i duchową ascezą siedzą bywalcy z laptopami i milczą. Patrzą w laptopy, piją kawę i palą papierosy. Czasem ktoś westchnie. Czasem ktoś uchem zastrzyże lub okiem po sali powiedzie. Lud pracujący gdy się tam czasem zapuści (w ramach tzw. lanczu), czuje się jak ubogi krewny z XIX w. – bo lud w kawiarniach się spotyka na ploteczki i podśmichujki, a z laptopem to w pracy nawiązuje intymne kontakty, czasem w domu sobie strzeli partię HOMM III. Patrzy więc lud i snuje fabuły jak u Huxleya - oto para przy stole, on patrzy w swojego laptopa , a ona w swojego. Gdy tymczasem nikt się nie domyśla, iż on ją właśnie mizia za uszkiem na gronie, on jej szepce miłośnie na fejsbuku, on ją smyra pod paszką na naszej klasie. To się nazywa (cyber)seks w miejscach publicznych.
Lub inaczej. On patrzy w swojego laptopa , a ona w swojego. Oni pracują dla kreatywnej agencji iwentowej. Właśnie kreują iwenty. W przerwie na lancz udadzą się do najbliższego biurowca, gdzie wygodnie usadowieni między kserokopiarką i drukarką, relaksując się przy cichym szumie klimatyzacji, będą spożywać trójkątne kanapki ze stacji benzynowej i wysysać trójkątne torebki herbaty.
Czy może jeszcze jakoś inaczej? Kto wie?

5 komentarzy:

  1. Ale zobacz, przynajmniej cyber-seks-przez-laptopa-na-fejsbuku zaoszczędza nam widoku obśliniających się par, gdy po prostu chcemy zjeść sałatkę. Nie musimy się wtedy zastanawiać, czy pan już pożarł pani całą głowę, czy na razie tylko ucho...

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie pomyślałam o tym! A to bardzo słuszne spostrzeżenie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Obśliniające się pary są fajne!

    No co, przynajmniej popatrzyć sobie mogę... (orlinos samotny)

    OdpowiedzUsuń
  4. No pewnie - widok laski obciekającej strugami śliny niczym deszczem - bezcenny ;P

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja tam jestem staroświecka, nie znajduję przyjemności w oglądaniu, jak pan pani wygryza twarz niczym w porno-horrorze :P

    OdpowiedzUsuń