21 paź 2010

Ciotka Synafia i pisarz

W kuchence firmowej, naszym centrum życia intelektualnego, kroiłam sobie właśnie jabłko na małe cząsteczki, celem umieszczenia tychże cząsteczek w jogurcie naturalnym, gdy obok stanął A., spojrzał mi przez ramię i wyrzekł radośnie: Och, jak babunia!

Gdyż A. jest ode mnie młodszy o 5 lat. Fakt, iż osoby młodsze ode mnie o 5 lat są już na tyle dorosłe, żeby pracować ze mną w jednej firmie, rzeczywiście czyni ze mnie starą babę. Ale! Nie martwi mnie to, jestem stara już od dawna. W zasadzie od urodzenia. Albowiem od urodzenia przejawiam skrajnie anachroniczne zainteresowania. W końcu kto na Jowisza w wieku 14 lat decyduje się iść do L.O. do klasy, gdzie mają łacinę ORAZ grekę? Kto w wieku 18 lat nosi spodnie garniturowe własnego dziadka? Kto w wieku 19 lat słucha z Bacha z winylowych płyt? Kto w wieku 28 lat piszczy z rozkoszy na widok Zbigniewa Raja (rozważając nawet opcję ciskania w rzeczonego artystę stanikiem)?

No kto? Babunia!

Okrzyki różnych moich krewnych i znajomych, potwierdzających tę tezę:

K: Skąd Ty znasz Annę Jantar?!
T: Wypożyczasz książki z biblioteki?!
Moja siostra: Naprawdę chcesz TO założyć na siebie?
Sykofanta: Ty stara wredna waflico!

No ale jednakże umówmy się, na babunię jestem za młoda. Niech będzie, żem ciotka.

Ciotka Synafia otóż udała się swoim starczym zwyczajem do biblioteki. Znaczy się ja. Się udałam. Z Dziobalindą rzecz jasna. Na miejscu wdałyśmy się z Dziobalindą w dyskusję estetyczną, Dziobalinda bowiem wykazując większe niż ja wyczucie designu uparcie proponowała mi książki pod kolor. Niestety, zielona książka okazała się być Reymontem, a czerwona - Rodziewiczówną. A jak już ustaliliśmy - AŻ TAK stara to ja jednak nie jestem.
Ugodziłyśmy się zatem na inną dość starczą lekturę (zielone „Dowcipy Polski międzywojennej”) i zmierzając do wyjścia zakukałyśmy na półeczkę tzw. iberoamerykańską. Gdzie powinien stać Mario. Ale nie stał! Ucieszywszy się skrycie podbiłam do pani bibliotekarki i zapytałam konfidencjonalnie „Co, Mario wyszedł cały?”. A pani na to „O, już drugiego dnia wyszedł!”. Bo Mario, kochani, dostał tego Nobla naprawdę zasłużenie! Ale co mnie ucieszyło bardziej, to że ktoś naprawdę się przejął tym, że przyznano literacką nagrodę Nobla, i postanowił serio przeczytać książkę nagrodzonego autora. Albo chociaż pokazać się z nią „na mieście”. Na mieście dobrze jest. No chyba że to Kielce.

(śpiewa rzecz jasna Zbigniew Raj, słowa: S.I. Witkiewicz)

3 komentarze:

  1. Ty nie jesteś ani babcia ani ciotka. Jesteś młodzież nad wiek rozwinięta :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mario mnie zachwycił "Niegrzeczną dziewczynką" i zanudził na śmierć "Wojną końca świata". Obie mam i mogę pożyczyć, jeśli trzeba :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Anonimowa -> No ja wiem, wiem ;)

    Luca -> Mnie Mario oczarował i w kosmos wyprawił "Rozmową w katedrze". Mam, ale pożyczam tylko za poważną kaucją pieniężną! :D

    OdpowiedzUsuń